Terrabici sieć rowerowych hoteli i nie tylko!

Kategorie:

Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Region Emilia-Romagna to kraina nie tylko oliwą i winem płynąca ale również region znany z pięknych plaż (miasto Gatteo a Mare może się pochwalić najdłuższą plażą w Europie), produkcji szybkich samochodów (Ferrari, Lamborghini) oraz pysznego jedzenia. O tym regionie pisaliśmy już wcześniej, podczas relacji z przejazdu po 460 kilometrowej trasie gravelowej biegnącej wśród najciekawszych obiektów okolicy. 

Tym razem, wraz z grupą europejskich dziennikarzy postanowiliśmy wybrać się na rowerowe zwiedzanie okolic miasta Cervia połączone ze startem w wyścigu Granfondo Via del Sale. Sama organizacja wyjazdu była bajecznie prosta dzięki Terrabici. Czym to właściwie jest? Jest to sieć hoteli skierowanych głównie dla kolarzy (lecz nie tylko!). W ich ofercie mamy również pakiety noclegowe połączone ze zorganizowanymi wycieczkami rowerowymi. Do wyboru ponad 50 gotowych opcji wyjazdowych. Od kilkudniowej wycieczki po jednodniowy wypad rowerowy. Jeżeli planujemy odpocząć, ciesząc się włoskimi atrakcjami a rower ma być tylko dodatkiem to taka opcja też jest możliwa. Rodzaj roweru nie jest istotny, ba! W ogóle nie musimy go brać ze sobą. Z katalogu dostępnego na stronie: link, mamy możliwość wyboru roweru, pedałów a nawet koszyka dla Naszego pupila. Czy to nie brzmi pięknie? Decydujemy się na wycieczkę rowerowe połączone z degustacją wina oraz zwiedzanie okolicznych miast i ich zabytków.

Ekipa składa się z 6 osób ze mną: Miriam (Niemcy), Michael (Niemcy), Peter (Holandia), Erwin (Belgia). Na miejscu czeka na Nas przedstawiciel Terrabici, Andrea,  który wraz z lokalnym przewodnikiem będzie Nam towarzyszył przez cały wyjazd. 

Dzień 1

W moim przypadku padło na podróż samolotem bez roweru. Trasa Wrocław-Frankfurt-Bolonia, na miejscu odbiera mnie kierowca i zawozi do hotelu Sportur Club Hotel. Pozostali uczestnicy czekali już na miejscu, przygotowując rowery wraz z pomocą mechanika rowerowego. Jaki rower wybrałam na najbliższe dni? Gravela! 3T Exploro Pro. Pozostali uczestnicy postawili na rowery szosowe.

Nawet jeżeli podczas wyboru kierowałam się bardziej ciekawością tego modelu niż rozsądkiem, biorąc pod uwagę, że trasy miały być szosowe to ostatecznie byłam bardzo zadowolona.  Po szybkim bikefittingu kierujemy się na kolację oraz po odbiór welcome packów.

Jeszcze tylko degustacja lokalnego przysmaku… I do spania! Jutro pierwsza wycieczka.

Dzień 2 – Via Romagna Route

Piątek, weekendu początek. Poranne słońce i szum morza zachęcają do spaceru wzdłuż wybrzeża. To miła odmiana czuć opalające słońce na twarzy kiedy pamiętasz jak dzień wcześniej walczyłaś z mrozem w puchówce. Hotel w którym mieszkamy, jak wszystkie inne w okolicy, posiada prywatną plażę i restaurację. Wszystko mieści się po drugiej stronie ulicy. Jest dopiero początek kwietnia i widać trwające przygotowanie do sezonu. Właściciele odświeżają wystrój, pielęgnują ogródki oraz wyrównują plażę na przyjęcie gości. Wszystko powoli budzi się do pełni życia… 

W planach na dzisiejszy dzień mamy trasę nawiązującą do gravelowej rundy – Via Romagna połączoną ze zwiedzaniem lokalnej winnicy (to ta sama trasa, która Kamila wraz z przyjacielem pokonywali w tamtym roku). Naszym przewodnikiem na najbliższe dni jest były profesjonalny zawodnik szosowy Enrico Rossi. 

Po pierwszych paru kilometrach zatrzymujemy się przy magazynach soli, nieopodal basenów solankowych.Cervia jest znanym adriatyckim miastem soli. W przeciwieństwie do Naszej lokalnej Wieliczki, tutaj sól wydobywa się z morza. Jest ona wyjątkowo czysta, przez co bardziej delikatna i mniej gorzka w smaku. Informacje o pierwszych warzelniach pochodzą już z czasów średniowiecznych a ich powierzchnia wynosi aż 827 hektarów. 

Ruszamy dalej w kierunku miasta Cesena, to stąd pochodzi Enrico, kierując się do zamku Rocca di Bertinoro. Zdobycie tej X- wiecznej budowli wymaga od nas pokonania konkretnego podjazdu, momentami nachylenie wynosi 13%… uff było warto! Widać zadowolenie na twarzy Enrico kiedy ekipa wzdycha do pięknych krajobrazów jego okolic. Obecnie w samym zamku mieści się muzeum międzyreligijne oraz hotel, który oferuje 15 pokoi urządzonych w średniowiecznym stylu.

Kolejnym punktem wycieczki jest Palazzo Ordelaffi wraz z punktem widokowym. Ten gmach w dawnych czasach stanowił centrum życia społecznego. Teraz jest to atrakcja i pamiątka po średniowiecznych czasach miasta Bertinoro. Docieramy do Palazzo Ordelaffi pokonując kamienisty podjazd, zupełnie jak na trasie Strade Bianche.

Nie bez powodu w Bertinoro odwiedzamy również winnice Fattoria Paradiso, to stąd pochodzi szczep Albana, uprawiany prawie wyłącznie z regionie Emilia- Romania. Według lokalnych legend starożytna cesarzowa Elia Galla Placydia po wypiciu wina sporządzenego z tego szczepu skomentowała go słowami: „Nie powinniście pić tego wina z tak skromnego naczynia, lecz ze złota, by oddać hołd jego gładkości”. Stąd nazwa Bertinoro, czyli “pity ze złota”. 

Obszar miasta Bertinoro, potocznie nazywany “Balcony of Romagna”,  rozciąga się od równin poprzecinanych szutrowymi ścieżkami aż po wzgórza porośnięte winnymi krzewami. Fattoria Paradiso, usytuowana na jednym ze wzgórz, prowadzi produkcję win zarówno białych jak i czerwonych pochodzących ze szczepów rosnących na tych ziemiach już od ponad 70 lat. 

Degustacje win poprzedza talerz przystawek, który jak się później okazało był jednym z pięciu dań jakie pojawiły się na stole. 

Na stole nie zabrakło lokalnych przysmaków jak Polenta czy tagliatelle Bolognaise. Degustację prowadzi sommellier, który przedstawia skład i historię każdego z podanych win. Elementem wizyty w winnicy jest możliwość zobaczenia starych piwnic, w których przechowywane są coroczne egzemplarze win od początku produkcji. Jest to również świetna okazja na zobaczenie zaplecza winnicy i poznanie metod produkcji.

Z pełnymi brzuchami i w świetnych nastrojach wracamy do hotelu.

Dzień 3 – Vie di Dante Route

Zaraz po śniadaniu wyruszamy na przejażdżkę częścią trasy Vie di Dante Route, powstałą na cześć ojca kultury i języka włoskiego, Dantego Alighieri. Oryginalna trasa, łącząca Ravenne (start przy grobie Dantego) oraz Florencje (koniec przy Muzem Domu Dantego), ma prawie 400 km długości i biegnie wzdłuż starożytnych dróg używanych przez Rzymian. Nawiązuje ona do trasy jaką Dante przeszedł na wygnaniu, dokumentując to we fragmentach Boskiej Komedii.

Wyznaczona trasa przebiega przez jedne z najpiękniejszych Włoskich miasteczek, zamków i innych zabytków, przenosząc Nas w średniowieczne czasy. W 2021 roku Lonely Planet uznałą Via di Dante za najlepszą trasę zrównoważonej turystyki. Więcej przeczytacie tu: link

Równolegle do trasy pieszej powstała trasa rowerowa jako efekt współpracy między regionem Emilia Romagna oraz Toskanii. Ta 225 kilometrowa trasa biegnie po mniej uczęszczanych drogach asfaltowych i żwirowych. To właśnie część tej trasy została zaplanowana na dzisiejszy dzień.

W założeniach całość w tlenie (w końcu jutro wyścig) w praktyce ciśniemy ile sił. Mimo, że średnia wieku Naszej ekipy to 50+ (jestem najmłodszą uczestniczką) to Garmin rzadko kiedy pokazuje szybkość niższą niż 30 km/h. Jest to piękna trasa, mijamy wzgórza porośnięte winoroślami, drzewami oliwnymi i cyprysami. Na horyzoncie dumnie prężą się szczyty gór. Po pokonaniu krętych podjazdów i długiego zjazdu dociaramy do kawiarni w Longiano. 

Siedzimy w cieniu zamku Castello Malatestiano zajadając szarlotkę i obserwujemy jak kolejni kolarze zatrzymują się w tym samym miejscu na coffee break. Nie siedzimy za długo, prognozy zapowiadają silne wiatry i deszcz w okolicach południa.

Cóż za miłe zaskoczenie kiedy kolejnym przystankiem jest posiadłość Marco Pantaniego. Oczywiście przez resztę wycieczki dyskutujemy o jego wyczynach i śmierci, która do tej pory owiana jest tajemnicą. 

Odwiedzamy Cesanatico, małe miasteczko portowe niedaleko Rimini. Zatrzymujemy się przy porcie jachtowym. To też dobry moment na naprawę przerzutki, która płata figle przez całą trasę. 

Dojeżdżamy do hotelu, cała ulica wypełniona jest stoiskami, obsługa wyścigu zabezpiecza część ulic, wszędzie pełno ludzi spacerujących ze świeżo odebranymi numerami startowymi. Wszystko wskazuje na to, że to impreza z dużym rozmachem. Start i meta wyścigu są tuż przed Naszym hotelem. Po przybyciu na miejsce dostajemy informację, że dzisiaj kolacja w wyjątkowym stylu, obsługa przygotowała specjalne posiłki tak aby każdy znalazł dla siebie to co lubi jeść przed wyścigiem. Jednocześnie zapowiedzieli, że śniadanie będzie serwowane przed 6 rano (wyścig o 8). Robi się poważnie. 

Dzien 3 – Granfondo via Del Sale

galeria zdjęć: https://www.granfondoviadelsale.com/en/fotogallery.php?id_gallery=14515

Wisienką na torcie Naszego wyjazdu jest start w 25 edycji Granfondo via Del Sale. Organizator jest również gospodarzem triathlonowych wyścigów IRONMAN zaplanowanych na wrzesień oraz właścicielem hotelu w którym mieszkamy, Sportur Hotel. 

Obecna edycja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, w wyścigu wzięło udział ponad 5 tysięcy zawodników. Do wyboru mamy dwa odcinki:

Long: 152 km (2 tysiące przewyższenia)

Medium: 100 km (1 tysiąc przewyższenia

Pierwsze ~55 kilometrów jest wspólne dla obu tras, podczas jazdy możemy podjąć decyzję czy jedziemy opcje dłuższą czy krótszą. Wyróżnieniem dla Nas jest możliwość startu z pierwszego rzędu, razem z kategorią pro. Jako, że oba dystanse startują o tej samej godzinie, ciężko jest ogarnąć wzrokiem tłum zawodników za Nami.

Pierwsze 30 kilometrów to płaski odcinek, który napędza szalony pociąg kolarzy. Czuje lekki niepokój kiedy setki zawodników mijają mnie na wąskich uliczkach miasta. Niezbyt lekki rower oraz 40 mm opony nie pomagają w utrzymaniu się w pierwszej grupie. Na szczęście peleton rozbija się na mniejsze części, łapę wolniejszą grupę i staram się utrzymać koła. Pokonujemy pierwsze górzyste zmarszczki i…trach.. łańcuch owija się na korbie. Walka z usterką nie trwa za długo niestety podczas tego czasu duża część grup już mnie minęła. Pozostaje kolarstwo widokowo-romantyczne, nie najgorzej, biorąc pod uwagę miejsce wyścigu. Odcinek z podjazdem na Montecavallo gwarantuje nie tylko bufet ale też piękny widok na pasma górskie jakie otaczają region Emilia-Romagna. Trasę pokonuje bardziej dla siebie niż dla KOMów, podziwiam urokliwe miasteczka, macham do kibicujących lokalsów oraz staram się nie wypaść z zakrętów na stromych zjazdach. Na ostatnich 20 kilometrach dołączyłam do grupy lokalnych Włochów (tak przypuszczam, sądząc po ich akcencie), pracujemy w grupie aż do mety. Część mojej grupy, która również jechała krótszy odcinek, jest już na miejscu. Wymieniamy się wrażeniami z wyścigu popijając zimny tonic z lodem.

Pozostałe wydarzenia w okolicy możemy znaleźć na stronie: https://www.terrabici.com/en/events

5 1 vote
Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Czytaj dalej

Podobne artykułu

0
Would love your thoughts, please comment.x