W STRONĘ ZŁOTEGO POTOKU JURA KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKA

Kategorie:

ERA GRAVELA

 

Skały i górki w okolicach Częstochowy występują w znaczącym oddaleniu od siebie, a łączą je często szutry. Już wówczas, pytając tubylców, dlaczego właściwie jeżdżą na góralach, słyszałem nie do końca spójne odpowiedzi. Z jednej strony było ortodoksyjne MTB (albo śmierć), z drugiej gdzieś tam w tle pobrzmiewała nutka ciekawości. Andrzeja Wronę, który tym razem był naszym przewodnikiem, udało mi się nawet w ciągu sezonu namówić na inwestycję w gravela. I nagle z fana sztywnego MTB stał się nie mniej żarliwym wyznawcą szutrów, zarażając przy okazji grono znajomych. Kto mógł się lepiej nadawać na lidera?

 

Jura krakowsko-częstochowskaJURA: Zamek w Olsztynie w tle oraz formacje skalne godne Dzikiego Zachodu – idealna okolica na gravelowanie!

 

OLSZTYN JAKO PUNKT STARTU

 

Jeśli zapytać mieszkańców Częstochowy, dokąd jechać, gdy odwiedzi się już święte miasto, najczęściej polecają Olsztyn pod Częstochową, a raczej ogólnie jego okolice. Dotyczy to każdego typu rowerów. Z tego prostego powodu, że górki, zamki i ogólne ukształtowanie terenu oraz infrastruktura są bardziej sprzyjające. W stronę Olsztyna z Częstochowy prowadzi zresztą niemal na całej trasie bardzo wygodna, szeroka ścieżka rowerowa, oddzielona od drogi. Wybór był oczywisty. W Olsztynie jest też kultowy Bar Leśny, gdzie ląduje połowa coffee rajdów z regionu (pyszne jedzenie, polecamy). Wojtek Kluk, którego odwiedziliśmy w FabryceRowerów.com, z błyskiem w oku opowiadał o okolicach Niegowej, Żarek i Janowa, gdzie czeka 70 kilometrów asfaltowych ścieżek, niczym w Holandii (turystykazarki.pl).

Wreszcie wybranie tego kierunku pozwala na wydłużanie tras niemal w nieskończoność. Aż po Kraków, choćby po to, żeby zamki po drodze zebrać niczym sznur pereł ze Szlaku Orlich Gniazd (orlegniazda. pl). Tego również próbowaliśmy w ubiegłym roku, choć szutry były wówczas przykryte śniegiem. Tym razem rozsądek i pora roku (luty) sprawiły, że plan był skromniejszy. Do 50 kilometrów, ale za to naszpikowanych ekstrasami. Kierunek? Złoty Potok, ulubione letnisko Częstochowian!

 

Jura krakowsko-częstochowska

 

NA PSTRĄGA!

 

Mieć do wyboru nowe rowery i ich nie sprawdzić? Na wycieczkę zabraliśmy więc gravele Accenta, podstawowego Falcona i Freaka Carbon w dwóch wariantach. Rozpoznanie bojowe to najlepszy możliwy wariant testów. Paweł Wiendlocha, który odpowiada za rozwój Accenta, ma bogate doświadczenie zawodnicze i nadal się ściga, opowiadanie o detalach konstrukcyjnych w czasie jazdy nie wywoływało więc u niego zadyszki (pierwsze wrażenia z jazdy znajdziecie TUTAJ). Już początkowe kilometry tuż obok Zamku w Olsztynie potwierdziły, że wybór graveli okazał się strzałem w dziesiątkę. Uwaga, jeśli nie znacie tych okolic, przygotujcie się na szutry i piach. W lutym, w temperaturach w okolicach zera, oznaczało to idealne warunki dla opon w okolicach 40 mm. W dodatku w lesie było zdecydowanie cieplej niż na otwartej przestrzeni, dlatego po zaliczeniu efektownych widoków na zamek i pagórki chętnie schowaliśmy się w lesie. Przez zimniejsze pół roku gravel to zresztą wybór oczywisty, także ze względu na temperatury. Na bocznych ścieżkach jest cieplej niż na odkrytej szosie!

 

Jura krakowsko-częstochowskaKLASYKA: Budynki z charakterystycznego białego kamienia są coraz rzadsze.

 

TUBELESSSSS…

 

Niska temperatura może też oznaczać, że wystąpią zupełnie nieoczekiwane okoliczności. Po minięciu Zrębic (uroczy drewniany kościółek!) Paweł nagle krzyknął „stop”! Okazało się, że z tyłu z opony zeszło powietrze. Co było o tyle dziwne, że wcześniej oba Freaki odbyły tygodniową wyprawę po Szwajcarii Saksońskiej i problemów nie było. Po ściągnięciu opony okazało się, że mleka niemal nie ma, a raczej przypomina galaretę. Układ się rozszczelnił, znany fenomen. Niektóre typy mleka w niskich temperaturach po prostu nie działają. Gdybyśmy mieli nabój z pianką… A tu zapasowa dętka miała za krótki wentyl! Sytuację uratował „telefon do przyjaciela”. Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, Edyta Wrona samochodem dowiozła zapas. Po kilkunastu minutach mogliśmy ruszać dalej. Miała być przygoda? Była. I nie ostatnia.

 

Jura krakowsko-częstochowskaPRZYGODY: Mieliśmy i drobne niespodzianki techniczne, ale czym byłaby przygoda bez nich!

 

BRAMA DO GRAVELOWEGO RAJU

 

Za Zrębicami jeszcze tylko kawałek asfaltu i wpadamy w las. Myszkuję oczami na boki, ciągle gdzieś wyskakują z ziemi malownicze skały jak mleczaki olbrzyma. Ale nawet nie próbuję wołać kolegów, którzy trochę zmarzli podczas przymusowego postoju, więc podkręcają tempo. Co włożyć na plecy? W taki dzień to kluczowy element układanki. Lekka mżawka na zmianę z płatkami śniegu, ale też czasami słońce. Co wybrać? Miałem pretekst, by nie próbować gonić kolegów, ale też świadomie szukałem odpowiedniego tempa, by nie być mokrym. „Żwawo” dotarliśmy do kolejnej atrakcji, czyli Bramy Twardowskiego. Jeśli będziecie jechać naszym śladem, unikniecie asfaltowej drogi, która prowadzi tuż obok, w zamian oferujemy singielek. Przystanek w cieniu wapiennego ostańca z próbą zjazdu dla chętnych? Nawet upadek będzie malowniczy. Ostańców jest w okolicy więcej, to gratka dla fanów geologii. Można się zatrzymać na dłużej, ale parę kilometrów w bok znajduje się już ten (!) Złoty Potok. W Złotym Potoku jest nawet pałac, ale atrakcją są przede wszystkim źródła, zbiorniki wodne i pstrągi hodowane tuż obok w słynnej Pstrągarni (podobno najstarszej w Europie).

 

Jura krakowsko-częstochowska

 

DOLINA WIERCICY

 

W lutym mogliśmy podziwiać zamknięte stragany, ale dolina Wiercicy jest po prostu przepiękna. Pagórki, skały i woda tworzą niepowtarzalny klimat. W dodatku szutrowe ścieżki są bardzo dobrej jakości. Wspomniana Pstrągarnia to także restauracja, w dodatku czynna poza sezonem i jak wieść niesie, dobra. Myśl o kolejnym przystanku, a potem wyjściu na zewnątrz po przerwie, powstrzymała nas jednak przed jej sprawdzeniem. Wzrokiem odprowadziliśmy więc łabędzie, które zademonstrowały umiejętności startowe w kluczu (wyobraźcie sobie ten widokowy kicz!) i pomknęliśmy dalej. W sezonie byłoby to zdecydowanie trudniejsze, ponieważ niektóre ścieżki wypełniają tłumy. Latem odbywają się tu pokazy kinowe na świeżym powietrzu. A wiosną? Podobno wiosną dolina wygląda najpiękniej. To brzmi jak plan!

 

Jura krakowsko-częstochowskaBRAMA TWARDOWSKIEGO: Latem tłumy, zimą zjeżdżanie jak na łyżwach. Miejsce jest bajkowe o każdej porze roku.

 

DOBRE ZŁEGO POCZĄTKI (ALBO NA ODWRÓT)

 

Najwyraźniej nasz pośpiech okazał się proroczy, bo zaraz po opuszczeniu miejscowości zaczęły się problemy z tubelessami w drugim rowerze. Malownicza stara aleja ze śladami bruku pozwoliła na narzucenie tempa, które miało sprawić, że wyprzedzimy uciekające powietrze z przedniego koła. Jako fan tubelessów i ewangelista tego rozwiązania bezradnie analizowałem okoliczności i z czułością myślałem o zestawach naprawczych, które zwykle wożę ze sobą. Uparcie jednak parliśmy do przodu, nawijając kilometry. Opona w rowerze Andrzeja ostatecznie wyzionęła ducha w mieścinie zwanej Brus. Brak mleka i większej pompki skutecznie go uziemił. Oczywiście z nieba zaczęły lecieć płatki mokrego śniegu. Kolejny telefon po pomoc, a my z Pawłem pojechaliśmy dalej.

 

Jura krakowsko-częstochowska

 

Wypatrywanie charakterystycznych jurajskich budynków dało w końcu efekt w postaci uroczej kapliczki z wapiennych kamieni o kształtach miniaturowej romańskiej rotundy. Na deser dostaliśmy bajkowe lasy Gór Sokolich, które wyglądają fantastycznie o każdej porze roku. Pocieszałem się tylko tym, że przecież Andrzej zna je jak własną kieszeń, więc wybaczy nam, że go zostawiliśmy. Do Olsztyna dotarliśmy zresztą razem z powracającą ekipą ratunkową. Edyta znów spisała się na medal. Chcieliśmy przygód, to je dostaliśmy. Zadziwiające, że mój testowy rower na dętkach tym razem przejechał trasę bez problemu. Pokonaliśmy zaledwie czterdzieści kilometrów, ale przygód była moc!

 

CHCESZ PRZEJECHAĆ NASZĄ TRASĘ?
Znajdziesz ją tutaj

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Coffee Ride – Siewierz i Caffe Giro

La Gomera – Wyspa królewskich etapów

Test: Cannondale CAAD 13 i SuperSix Evo

Test porównawczy: Trek Domane SL4 & Domane SRL7

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x