Velodrom czyli Barcelona w Katowicach

Kategorie:

Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Najpierw niedowierzanie, a potem szok. Polski sklep, w którym można kupić rowery Aurum? Te same, w których maczał palce Alberto Contador? Obok Colnago czy Opena? Decyzja była prosta – jedziemy do Kato!

Dobrych sklepów rowerowych jest w Polsce coraz więcej, ale nieczęsto zdarzają się takie, które od razu mają profil zdecydowanie szosowy i celują w klienta typu premium (bez względu na to, co to premium konkretnie oznacza). Takie sklepy można policzyć na palcach jednej ręki. Fakt, rowery potrafią być drogie, a nawet bardzo drogie, ale typowy asortyment zwykle obejmuje szerszą ofertę, w której wspomniane premium to tylko jej zwieńczenie. Z drugiej strony, człowiek jest zwierzęciem, które lubi się wyróżniać, stąd rozwijająca się i coraz bardziej widoczna moda na rowery składane na indywidualne zamówienie, ale i wzrastająca popularność mniej masowych marek. Właśnie na to zapotrzebowanie odpowiedział Velodrom. 

Barcelona, Girona i…

Co pokazuje Google, gdy wpisać nazwę Velodrom? Sklepy w Barcelonie, Gironie i… Katowicach! Co samo w sobie było już na tyle intrygujące, że postanowiłem przepytać Szymona Dudka, jednego ze wspólników, jak doszło do narodzin miejscówki. W stolicy Górnego Śląska pojawiłem się w dzień ustawki, która, dla niepoznaki, nazwana została Velodrom Katowice Coffee Ride. Przytomnie umówiłem się przed wspólną jazdą, spodziewając się, że kawa może być mocno w locie, tudzież po wycieczce zwyczajnie mogę nie mieć siły na otwarcie ust. I nie myliłem się.

Brynów

Miejsce akcji? Ulica Kępowa 45, Katowice, osiedle Brynów. Sklep mieści się w budynku pachnącym jeszcze nowością. Oficjalne otwarcie nastąpiło zaledwie dziesiątego sierpnia, a ja na miejscu pojawiłem się na początku września. Tak naprawdę jest to jedno rozczłonkowane, duże pomieszczenie na parterze, z patio i parkingiem z tyłu, trochę przypominające nowoczesną kawiarnię albo biuro, w którym poważni ludzie rozmawiają o interesach. Jest jasno i czysto, co może dziwić kogoś, kto widział bardziej typowe sklepy rowerowe wypełnione towarem. W progu wchodzących wita warsztat, króluje w nim Dorian Klimza. Po lewej wiszą kolekcje ubrań, takich marek jak Pas Normal Studios i MAAP, po prawej stoją rowery, z Aurumami na czele, w tle półki z kaskami i butami. I oczywiście ekspres do kawy. Miejsca jest dość na podziwianie i studiowanie detali. Zanim zjadą się ustawkowicze na Coffee Ride, Szymon snuje opowieść o historii narodzin Velodromu. 

„Znamy się”


Zaczęło się od siostry Szymona, która przez kilka lat mieszkała w Barcelonie. Nietrudno domyślić się, że w tamtym czasie brat bywał u niej regularnie. Podczas lockdownu, który w Hiszpanii był bardzo surowy, tamtejszy sklep i klub Velodrom organizował na Zwifcie jazdy, do których Szymon entuzjastycznie dołączał, szybko zyskując rozpoznawalność jako „Polaco”. Od słowa do słowa, gdy w listopadzie urodziła się koncepcja otwarcia własnego sklepu rowerowego, Szymon szybko się nią podzielił z hiszpańskimi kolegami i od razu usłyszał: „Znamy się, otwórz Velodrom”.
W ten sposób, nie na zasadzie franczyzy, rozpoczęła się hiszpańsko-polska współpraca pod szyldem Velodrom Katowice. Oparta „na czysto przyjacielskich relacjach”, jak podkreśla Szymon, czyli między innymi na wzajemnych odwiedzinach i oczywiście wspólnych jazdach.

Po perypetiach z poszukiwaniami lokalizacji ostatecznie katowicki Velodrom zamieszkał na Kępowej 45. Wykorzystując chwilę oczekiwania na wspólną jazdę, drążyłem temat i zapytałem Szymona, dlaczego zdecydował się na polsko-hiszpańską współpracę, a nie po prostu własny sklep.
„Gdy pierwszy raz odwiedziłem Barcelonę sześć lat temu i pierwszy raz trafiłem do sklepu Velodrom, pomyślałem, że fajnie byłoby w Polsce mieć coś takiego. Wtedy nie było to możliwe do przeprowadzenia. Dziś jednak zainteresowanie towarami wysokiej jakości nieco wzrosło”. 

Pinarello, Colnago, Factor

Szymon rozpoczął więc budowę rozpoznawalności na polskim rynku, bazując na idei, że w sklepie będzie można zamówić i kupić rowery trudno dostępne gdzie indziej, czyli sprzęt marek rzadko spotykanych w naszym kraju lub w ogóle do tej pory niedostępnych. Obok Pinarello czy Colnago znalazły się więc w Velodromie: Auron, 3T, Willier, Factor, Open i czeska Festka. Doszło też polskie Rondo, cenione i sprzedawane zresztą w Velodromie w Hiszpanii.
Na stronie internetowej sklepu dostępne jest też coś, co nazwano „Dream Bike Builder”. Konfigurator umożliwi wybór poszczególnych komponentów oraz malowania, a także na bieżąco pozwoli zaktualizować wycenę.
Velodrom to jednak nie tylko marki premium i klasyczny sklep, lecz również wydarzenia, takie jak choćby objazd wybranych fragmentów Włoch pod hasłem „Italian Job”. Szymon potwierdził, że pojawił się już plan, by podobny Tour zrobić też po polskich drogach! Na dotychczasowe objazdy przyjeżdżało 30-40 osób z całego świata, również z tak odległych miejscówek jak Ekwador! Nawet dla Hiszpanów Polska pozostaje wciąż kierunkiem egzotycznym…


Aurum

Rozmawiamy o tym, że zdecydowanie największą liczbę klientów przyciąga do sklepu Aurum. Marka co prawda bardzo młoda, ale powstała w oparciu o doświadczenia legendarnych zawodników – Alberto Contadora i Ivana Basso. Szymon z dumą pokazuje mi autografy Contadora na kartach dołączanych do rowerów, sygnowane specjalnie dla nas po tym, jak się dowiedział, że Aurumy będą dostępne również w Polsce. Okazuje się, że słynny Contador niezwykle miło wspomina czasówkę Tour de Pologne w Karpaczu. Gdy rozmawiamy, przyglądam się dwóm modelom Aurum, w tym jednemu należącemu do Szymona. Sukcesy zawodników startujących na Aurumach w Giro d’Italia (na czele z etapem na Zoncolan) zdecydowanie pomogły w promocji marki, która zresztą przedstawia się hasłem, że stosuje tylko sprawdzone rozwiązania. Oczywiście sprawdzone w wyścigach! Ojcowie założyciele naturalnie nie ustają w promocji. Na przykład we wrześniu tego roku Alberto Contador pokonał drogę z Madrytu do Mediolanu na Aurumie, oczywiście w imponującym tempie.

Coffee Ride

Katowicki Velodrom Coffee Ride, który parokrotnie wraca w naszej rozmowie, pojawił się jako oczekiwana idea integrująca środowisko, po prostu z braku okazji do wspólnej jazdy w okolicy. Szymon jednak przyznaje, że nazwa jest przewrotna, ponieważ z luźną przejażdżką na kawę niewiele ma wspólnego. Sam przekonuję się później, że nawet utrzymanie koła innym zawodnikom nie jest łatwe. Peleton lecący w tempie 50 km/h wymaga naprawdę solidnego pedałowania, nawet jeśli jedzie się w którejś parze z rzędu, a nie na czele. Średnia 37 km/h „za obopólną zgodą” i przez parę górek budzi szacunek. Trasy są różne, zawsze ogłaszane przed kolejną edycją w każdy poniedziałek. Na starcie zwykle pojawia się około 20 osób. Jeśli mieszkacie na Górnym Śląsku, polecamy waszej uwadze! Pomoże oczywiście FB, szukajcie wydarzenia o nazwie Velodrom Katowice Coffee Ride.

Więcej znajdziecie pod adresem poland.velodrom.cc

0 0 votes
Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Czytaj dalej

Podobne artykułu

0
Would love your thoughts, please comment.x