Trek Boone 7 Disc w teście długodystansowym

Kategorie:

Dawno temu, Denisku, twoja babcia jeździła na rowerze Svena Nysa.

 

Pierwsze wrażenie

Jest zimno. To jeden z pierwszych naprawdę jesiennych dni. Taki dzień, w którym jazda staje się karą. Wiem, jakie są zadania: trzeba szybko złożyć rower, zrobić mu parę zdjęć, przejechać parę kilometrów i sprawdzić, czy działa. Wszystko! Rano zerkam na stronę Treka, by nie dać się zaskoczyć, szaro-zielona nuda.

Na żywo dostaję oczopląsu i nie wiem, na czym zatrzymać wzrok. Spodziewam się nieatrakcyjnego grubaska, a spotykam Fabiana Cancellarę o uśmiechu Marka Cavendisha, mówiącego najseksowniejszym głosem na świecie. Trek Boone 7 Disc to cudo! Zieleń to głęboki lazur. Jak głębie Morza Śródziemnego, jak Czarny Staw nad Morskim Okiem, błyszczy drobinkami metalu zatopionymi w lakierze. Szarość to właściwie mglisty błękit.

“Nie zakochuj się, nie zakochuj się, nie zakochuj!”

W czasie sesji foto zwykle się marznie lub topi w słońcu. Zawsze dzieje się coś, co psuje humor. Ja jestem głodna, marznę i po zmroku przestaję widzieć – pierwsze kilometry na Boone są asfaltowe i nie wskazują na udany związek. Właściwie na nic nie wskazują. Rower jak rower. Jedzie miękko, ale przecież to przełaj.

 

Co my tu mamy?

Rama z włókien węglowych OCLV serii 600 (najlżejsze i najmocniejsze włókno węglowe od Treka) wyposażona w rozdzielacz IsoSpeed, rozdzielający sztycę od górnej rury ramy. System IsoSpeed opiera się na idei zastosowania przegubu (a nie sztywnego węzła) w miejscu połączenia górnej rury ze sztycą. Można nie być świadomym istnienia tego przegubu – ukryty jest pod zaślepką i jego działania nie odczuwa się w żaden drastyczny sposób. Rower dalej jest sztywny, zrywny i podczas piętnastominutowej próby zachowuje się jak każdy inny karbonowy przełaj wyższej klasy. Różnicę odczuwa się podczas długich wycieczek i podczas męczących trudnych wyścigów. Rower głaszcze wtedy zawodnika,  traktując go z niebywałą delikatnością – dzięki temu, gdy inni tracą siły, on zachowuje rześkość.

 

Rower napędza SRAM Force CX1 1×11 z 40-zębową korbą SRAM Force CX1 i kasetą 11-28. Gdyby rower był mój, wymieniłabym zębatkę przy korbie na 38- lub nawet 36-zębową. Dla męskiej nogi zastosowana przez Treka konfiguracja przełożeń jest optymalna, dla dziewczyn trochę za twarda. Podoba mi się jak działa SRAM: palce na jednej dźwigni (cały czas na jednej!) decydują tylko, czy kliknąć raz czy dwa razy, dłoń podczas zmiany biegu pewnie opiera się na kierownicy, gdyż nie musi wędrować tak daleko jak w przypadku Shimano, nadgarstek odpoczywa.

 

 

Magia, czyli jak to hamuje!

Pierwsza randka trwa, pierwsze wrażenie w porządku, ale nic jeszcze między nami nie iskrzy. Co chwilę zerkam ukradkiem, bo to bardzo przystojny rower i trudno się oprzeć. Ale na ładnym rowerze nie wygrasz! Próbuję więc wyczuć, jaki jest, czy lubię, jak reaguje na to “co do niego mówię”, co robię. Po godzinie wiem, że dobrze się z nim czuję. I kiedy wygląda na to, że pierwsza randka zakończy się bez emocji, wpadamy na krótki stromy terenowy zjazd i jestem ugotowana: nudny przystojniaczek zmienia się w naprawdę niegrzecznego chłopca: Boże! Jak on hamuje! Tarcze w przełajówce to zupełnie inny poziom kontroli nad rowerem. Nie muszę kilometr wcześniej przewidzieć, że będzie mi potrzebne niewielkie obniżenie prędkości przed wejściem w zakręt: hamuję dwa metry wcześniej, precyzyjnie, do takiej prędkości, jakiej potrzebuję, jednocześnie zmieniając bieg, dokręcam na łuku i wychodzę z niego gładko gotowa, by znów nabrać prędkości sprzed zakrętu. Bajka. Jazda staje się dynamiczna mimo moich ograniczonych przełajowych umiejętności.

 

Drugie wrażenie. Mistrzostwa Europy Masters

 

Całą drogę do Trnavy leje. Boję się tych zawodów: nie znam konkurencji, nie znam trasy i najgorsze – nie znam opon. O zmierzchu docieramy na trasę, jestem zestresowana i spięta. Chcę zrobić jedną rozpoznawczą rundę i zwinąć się do hotelu. Robię cztery ze średnim tętnem na granicy beztlenu. Na tym rowerze nie da się jeździć wolno. I nie da się od niego odkleić. Jeździłabym jeszcze, ale ledwo widzę kierownicę – jest już kompletnie ciemno.

Na rundzie mistrzostw są trzy błotniste podjazdy, dość strome (mają od kilku do kilkunastu metrów), dwa poważniejsze zjazdy, kilka trawiastych prostych i milion agrafek. Boone zaczyna mnie zaskakiwać, a to nie wróży dobrze mojemu czułemu sercu. Na każdym podjeździe jestem przygotowana na uślizg tylnego koła. Jadę z ugiętymi mocno łokciami,  wsparta na kierownicy (jest stromo) i dociskam mocno siodełko, cały czas gotowa na mocniejsze uderzenie w pedały, na wypadek utraty przyczepności. To niewiarygodne jak ten rower się wspina. Nie mogę uwierzyć jak te trzydzieści trzy milimetry przyklejają się do błota, jak idą pod górkę, o której sądziłam, że jest niepodjeżdżalna. Trzymają też w zakrętach na mokrej trawie. Jeśli miałabym wymienić cechę, za którą rower kocham lub nienawidzę, byłyby to opony (Wiem, że jeżdżąc tylko na fajnych rowerach, łatwo mi tak mówić.) Opony czynią fajny rower fajniejszym lub całkowicie niefajnym. Kiepskie opony potrafią popsuć najlepszą wycieczkę, utrudnić najłatwiejszą trasę i zrobić krzywdę tam, gdzie nikt nie spodziewa się problemów. Boone ma jedne z najlepszych opon, na jakich jeździłam, co niełatwo było mi przyznać, gdyż wydawało mi się, że mam już swoich faworytów, których nie da się zdetronizować.

Mistrzostwa Europy kończę na czwartym miejscu i mam z tej jazdy i występu olbrzymią satysfakcję. O, Boone! Zrobiliśmy to razem! Przejedźmy się jeszcze! Pogoda jest cudowna. Jedziemy jeszcze 50 kilometrów asfaltem do zamku Červený Kameň i wracamy ledwo żywi. Bontragery CX3 Team Issue z wyścigowym przełajowym ciśnieniem na asfalt się nie nadają!

 

 

 

Zakochanie. Stará Ves nad Ondřejnicí

 

Robi się już jesień. Zimna, nieprzewidywalna. Stará Ves nad Ondřejnicí już kolejny raz z rzędu gości Czeski Puchar Masters. To weekend ścigania, na jednej z najlepszych przełajowych tras, jakie odwiedziłam i mam tam zaledwie 50 minut spod domu. W nocy pada, a to oznacza, że będzie rzeź – błoto, które tworzy się na tamtejszym boisku, zmieszane z trawą stanowi najbardziej klajstrujący klajster wszechczasów – potrafi opleść napęd i hamulce tak, że rower zaczyna stanowić nieruchomą błotną rzeźbę przypominającą nosorożca. Dwa lata wcześniej cieszyłam się, że mam z przodu tylko jedną zębatkę – trudniej było ją zapchać niż dwurzędową korbę. Tej jesieni (2016)  Boone zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała: wygrał z rowerem mojej najgroźniejszej, nigdy niepokonanej przeze mnie, rywalki. Wygrał legalnie, za pomocą kilku gadżetów i mojej umiarkowanie mocnej nogi. Ja dzięki niemu wygrałam swój wyścig. W Czechach! To dość niebywałe.

 

 

 

Z miłości do błota czyli “Niech żyją prześwity!”

Błoto jest epickie. Każdy, kto nie ma drugiego roweru i serwisanta w boksie, zmuszony jest zatrzymać się na trasie, by wyplątać rower z trawy, która kompletnie go unieruchamia. Niektórzy mają szczęście i mogą to zrobić mniej razy niż pozostali. Boone i mnie uratowały cztery elementy jego konstrukcji: jednorzędowa korba, tarczowe hamulce, duży prześwit przy suporcie i brak poprzeczki (którą ma Trek Crockett) w okolicy sztycy w miejscu, gdzie tylny trójkąt łączy się z przednim. Canti levery i napędy rywalek zapychały się trawą, moje tarczówki były skuteczne do końca. Pomogły mi jeszcze opony. Trudno powiedzieć w jakim stopniu na całej trasie, na pewno były skuteczne na błotnistym zjeździe, gdzie moja rywalka zjeżdżała na tyłku.

Boone wygrał kiełbasę oraz flaszkę czeskiego wina i zrzekł się nagrody. Jestem w nim na zabój zakochana!

 

 

 

Związek. Rapha Festive 500, luty i szosowe opony

 

Listopad jest chłodny, ale jeżdżę na Boone trochę dłuższych tras: po śląskich lasach i podwrocławskich brukach. Boone zaprzyjaźnił się z Kaercherem, a w każdej wolnej chwili pochyla się nad moim listopadowym spleenem. To mój najlepszy kumpel: nie marudzi, że mokro, nie boi się błota, nie przeszkadza mu chłód, zbiera się i jedzie. Ja przeklinam, a on się śmieje. To rower, którego z każdą jazdą bardziej się kocha, zwłaszcza, że zbliża nas wspólne cierpienie.

Boone przejechał ze mną cztery z ośmiu dni Rapha Festive 500. Z czego trzy w deszczu. Zaliczyłam na nim dwie gleby, obie na lodzie, gdzie nie było szans się uratować.

Jest obłędnie komfortowy. Można jeździć na nim długie wycieczki i nie chcieć wracać do domu. Zimą zmuszał mnie do tego jedynie chłód i ciemności. Boone nie jest jednak rowerem dla sakwiarzy. To rower wyścigowy i to czuje się na każdym przemierzonym na nim kilometrze – to rower, który prowokuje – trudno jechać na nim spokojnie.

 

Pożegnanie

W lutym słońce jest już wyżej, i mimo że wciąż jest chłodno, można pokusić się o dłuższą wyprawę. Boone dostaje więc nowe opony. Kolejne próby jazdy na terenowych oponach po asfalcie kończyły się bowiem kompletnym brakiem sił i nieplanowanymi wizytami w McDonald’sach. Od tego czasu jeżdżę na szosowych oponach i przełajowych przełożeniach, nabijając pierwsze poważne kilometry 2017 roku. Przełożenia nie nadają się na szosę. Nadają się do przemieszczania, dla commuterów, do skoków po bułki. Zbyt duży skok między kolejnymi przełożeniami staje się udręczeniem. Trudno znaleźć rytm i łatwiej się zmęczyć.

Pożegnanie z Boone przychodzi wraz z zaproszeniem na Andalucia Bike Race. Ostatnia jazda jest ostatecznym treningiem przed tą wiosenną etapówką, która spędza sen z powiek wszystkim zawodnikom spędzającym zimę na północy. Pogoda jest paskudna, prognozy nie lepsze. Uciekamy na południe, w tereny, które znamy z Mistrzostw Europy. Ostatnie swoje jazdy odbywamy wokół Bratysławy i Wiednia, gdyż to jedyne miasta w promieniu 500 kilometrów, gdzie nie leje.

 

Łzy jak groch leją mi się po policzkach, gdy pakuję Boone’a do kartonu. Żadnego roweru w swoim życiu nie pragnęłam mieć bardziej. Nie dlatego, że był piękny, karbonowy, lekki, szybki i dobrze skonstruowany, tylko dlatego że żaden inny rower nigdy tak dobrze mnie nie rozumiał.

 

Dystans przejechany: 1200 km

1. miejsce kobiet Masters w Starej Vsi nad Ondrejnici 2016

4. miejsce na Mistrzostwach Europy Masters w Trnavie, SK 2016

Dwa upadki na lodzie i pierwsza przejeżdżona na rowerze zima w życiu.

Dzięki Boone!

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Anna "anyaonbike" Tkocz
Zdjęcia: Anna Tkocz

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x