Test: Niner RLT e9 RDO – Z WIATREM W PLECY

Kategorie:

„USUVIANIE”

 

Kolejne miesiące przynoszą coraz więcej nowości wśród rowerów elektrycznych na węższych oponach. Nie sposób odmówić im różnorodności. Gatunek ewoluuje w przyspieszonym tempie, przechodząc proces doskonalenia, który dotyczył wcześniej zwykłych rowerów.

 

Daje się przy tym zauważyć dwa podstawowe kierunki, łączące w sobie ewolucję elektryków i szosówek. Z jednej strony jest to odchudzanie, elektryki mają maksymalnie przypominać „analogi”, z drugiej uniwersalność, „uSUVianie”, tu waga odgrywa rolę drugorzędną. Który podgatunek znajdzie swoją niszę na stałe, to się dopiero okaże, ale sprzęt poczyna sobie śmiało w nowym środowisku. Po modelach na demontowalnym napędzie Fazua z poprzedniego numeru (po jego wyjęciu dostajemy praktycznie zwykły rower) przedstawiamy kolejne najciekawsze egzemplarze, na których mogliśmy już jeździć.

 

 

MIĘDZY GRAVELEM I MTB

 

Nowy rower ma karbonową ramę i widelec oraz silnik najnowszej generacji Boscha Performance Line CX, ze standardowym odcięciem przy prędkości 25 km/h. To wersja EU, międzynarodowa ma silnik Performance Line Speed, gdzie ogranicznik wspomagania włącza się dopiero przy 45 km/h. Firma zapewnia, że łatwo dostępny akumulator PowerTube o pojemności 500 Wh zintegrowany w dolnej rurze pozwala na około 60 km zasięgu.

 

To wszystko standardowe informacje na temat elektryków, ale bardziej interesujące jest, jak Niner zaciera różnice między MTB a gravelem. Znakomita większość graveli zbudowana została w oparciu o szosowe standardy, z hamulcami z mocowaniem flat mount, osiami 12 mm z przodu i z tyłu oraz piastą 142 mm z tyłu. W RLT e9 RDO zastosowano jednak standardy z MTB, czyli 142×12 i 110×15, w rowerach na grubych oponach popularnie nazywane „Boost”. Dodatkowo rama ma uchwyty do hamulców post mount, co pozwala na łatwe mieszanie komponentów. Seryjnie jednak użyto customowych adapterów i zamontowano szosowe hamulce flat mount, pasujące do zestawu manetek użytych na baranku. Także sztyca podsiodłowa ma typowy wymiar z MTB i średnicę 20,9 mm; co pozwala na łatwiejsze użycie sztycy teleskopowej, jeśli tylko ktoś ma taką ochotę.

 

 

Standardowa piasta MTB boost z przodu

 

 

Tarcza hamulcowa pochodzi wprost z MTB i ma 180 mm średnicy.

 

Mało?

 

Od razu pomyślano też o ewentualnej amortyzacji i geometria została tak dobrana, że akceptuje z przodu widelec o ugięciu do 40 mm. Co więcej, geometria pozwala także na użycie prostej kierownicy, jeśli ktoś potrzebuje bardziej wyprostowanej pozycji.

 

A nawiązanie do przygody? Do roweru przewidziano specjalne, customowe bagażniki na przód i tył, jak też mocowania do toreb bikepackingowych Ninera. Rower mieści też opony o szerokości aż do 50 mm, i to zarówno o średnicy 650b, jak i 700c. Wyposażony jest oczywiście w kolejne dodatkowe uchwyty na widelcu i mocowania do błotników. Aż dziwne, że koszyki na bidony zamontować można tylko dwa. Seryjnie rower wyposażony jest w napęd Shimano GRX 1×11, uzupełniony o kutą korbę Praxisa, koła to aluminiowy zestaw Stan’s NoTubes Arch, tyle że MTB. Rower w rozmiarze 53 waży ok. 18 kilogramów. Sugerowana cena to 26 499 zł.

 

 

Akumulator o pojemności 500 Wh kryje się w dolnej rurze, jest do niego łatwy dostęp.

 

 

„Pedal damn it” – i wszystko jasne!

 

 

Rower został bardzo efektownie pomalowany – ciekawe skąd pochodzą poziomice? Bynajmniej nie z nizin…

 

PIERWSZA JAZDA

 

Ninera w rozmiarze 53 cm (jeden z czterech dostępnych) testowałem na tej samej rundzie w Dolomitach, gdzie pozostałe gravele, co ułatwiało porównania. Wspomaganie w postaci mocnego i sprawdzonego silnika Boscha zdecydowanie ułatwiało zadanie. Po asfaltowych, stromych podjazdach następowały sekcje po grubym żwirze i wąskich ścieżkach, a następnie powrót szutrowymi drogami. Runda liczyła tylko 10 km, ale za to ponad 250 m w pionie. Doceniłem seryjnie montowane opony o szerokości aż 50 mm, które dostarczały minimum amortyzacji. Bez niej w terenie rower byłby bardzo twardy, ponieważ karbon ramy i widelca nie pracuje wcale. Rower ma nisko umieszczony środek ciężkości, co podnosi stabilność, w trudniejszym terenie wspomniana sztywność jest jednak zauważalna.

 

 

Za wspomaganie odpowiada Bosch Performance CX

 

 

Port ładowania akumulatora w ramie jest łatwo dostępny

 

Bardzo pozytywnie oceniam sztywność kół, a przede wszystkim mocne hamulce. To na razie często słaba strona elektryków, są niedoszacowane, a rowery z silnikiem swoje ważą. Metaliczne klocki hamulcowe powodowały, że czujnik prędkości wariował w moim egzemplarzu, a tym samym jakość wspomagania. Seryjnie zostanie to poprawione. Interesująca propozycja do jazdy po szosach i szutrach, także z bagażem. Sprawdzi się też jako sprzęt na dojazdy do miasta po wyposażeniu w dodatkowe akcesoria.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Testy:

Canyon Grail:ON CF 8

Cannondale Topstone Neo Carbon 2

Scott Addict eRide

 

Wypad na weekend: Warszawa gravelem

Zrób to sam: Walizka narzędziowa

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Rupert Fowler/Bike Connection

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x