Pierwsza jazda Canyon Grail AKA Red Baron

Kategorie:

 

 

Pierwszy…

 

To oczywiste, gdy tylko pojawiła się możliwość przejechania na nowym rowerze, nie mogłem z niej nie skorzystać. Dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora, w osobie Pawła Steinke, przerzuciłem nogę przez zapewne pierwszy egzemplarz Graila w Polsce. Choć pogoda na zewnątrz była mało sprzyjająca, a warunki na jazdę po szosie, delikatnie mówiąc, średnie. Co zresztą możecie zobaczyć na obrazkach obok. Połowa marca to niekoniecznie jest ten moment, gdy spodziewamy się rekordowych (jak na Dolny Śląsk) opadów i mrozów, ale co było robić…

 

 

 

 

 

Osprzęt

Rower jest, ciuchy są. W drogę! Do dyspozycji miałem topowy wariant wyposażenia zwany CF SLX 8.0 Di2 , specyfikację znajdziecie pod linkiem. Znalazł się i napęd Ultegra Di2, i hydrauliczne tarczówki z tej grupy oraz karbonowe koła Reynoldsa, a także karbonowy kokpit, przez wielu ochrzczony już imieniem Red Baron z racji podobieństwa do samolotu asa przestworzy z I wojny światowej (swoją drogą Manfred von Richthofen urodził się we… Wrocławiu), i sztyca VCLS Canyona zbudowana z piór, jak samochodowe resory.

Rower w rozmiarze XS, na jakim jeździłem, ma koła 27,5 cala. XS to rozmiar przy 170 cm „na styk”, wolałbym S, które byłoby idealne (taki planuję przetestować na większym dystansie). Tym razem było to zaledwie 15 kilometrów, ale po pagórkach wokół Ślęży i Raduni. Celowo wybrałem pętlę, która pozwoliła sprawdzić, jak rower sprawuje się na zjazdach i podjazdach. Nie spieszyłem się przy tym specjalnie. Było ślisko, a ja chciałem się rowerem pobawić. A zdjęcia zrobiłem w ramach wypadu, przy okazji badając rower.

 

 

 

  

 

 

 

Kierownica

 

Oczywiście najwięcej uwagi poświęciłem słynnej kierownicy. Przejście ramy w mostek nie dziwi, miałem własnego Looka 675, w którym wyglądało to podobnie. Tyle że w Looku nie było górnej poprzeczki. Tu, nawet jeśli widziało się zdjęcia, efekt na żywo i tak jest trochę inny. Z punktu widzenia kierowcy wygląda lepiej, a już jadąc, o temacie szybko się zapomina. Tym niemniej trudno nie wracać do takiej kierownicy. Idea? Większa liczba możliwych chwytów. I te są dostępne. Obok dolnego, bardzo sportowego, także górny, wybitnie komfortowy. Podzielenie kierownicy na segmenty i wykonanie jej z karbonu sprawia, że część górna rzeczywiście pracuje. Na lodowej kaszy, zmieniając chwyt, odczuwałem wyraźnie, że górny chwyt bardziej tłumi drgania. Wygląd to więc jedno, ale jest i działanie. Przy okazji diametralnie zmienia się pozycja.

 

 

 

 

 

 

 

Sztyca

 

Za pochłanianie drgań na drugim końcu odpowiada sztyca VCLS Canyona, która z siodłem Fizika stanowi wyraźnie pracującą platformę. Szczególnie jeśli wyciągnie się ją tak, jak w moim przypadku. Sztyca ta bardzo dobrze wypadła też w naszych testach modeli komfortowych. Moja krótka przejażdżka potwierdziła jej skuteczność. Co znów sprowadza nas do ogólnych wrażeń z jazdy na rowerze z kategorii gravel.

Pierwsze wrażenia? Canyon wymyka się prostym opisom. Karbonowa rama w parze z karbonowymi kołami oraz sztywnymi osiami jest… sztywna. W dolnej pozycji i chwycie ma też bardzo sportowy charakter. Wystarczy zwrócić uwagę na detale, by stwierdzić, że nie ma szans, by coś się tu gięło.

 

 

 

 

 

 

 

Gravel

 

Sztywność jest wyraźnie odczuwalna, rower prowadzi się pewnie i bezpośrednio. Co znów niekoniecznie kojarzy się z gravelami, raczej zwykle zorientowanymi na komfort. Za to po zmianie chwytu na górny robi się wygodniej, można wyobrazić sobie więcej kilometrów w siodle, także z bagażami. Ale czy to rower stworzony do turystyki? Szczerze mówiąc, bardziej pomyślałem o ściganiu w coraz bardziej popularnych (okey, jeszcze nie w Polsce, ale i to nastąpi) wyścigach gravelowych, gdzie może przydać się zmiana pozycji, ale i opcja przyjęcia aerodynamicznej, gdy np. wieje. Tym bardziej, że dostajemy i bardzo fajnie toczące się opony, i szeroki zakres przełożeń (kto widział w gravelach 2×11?). Oraz skuteczne tarczówki. Pomyślano też o miejscu na opony.

 

 

 

 

 

 

 

 

W sumie gdy zobaczyłem pierwsze zdjęcia, w kształcie kierownicy podejrzewałem głównie zabieg marketingowy. Po jeździe zmieniłem zdanie, z chęcią zapoznam się z nią bliżej. Bo ten rower ma coś takiego, że pierwsze wrażenie na żywo jest zupełnie inne niż zobaczenie go na fotografii. Znacie to? Zupełnie jak w kontaktach międzyludzkich. Ktoś, kto jest fotogeniczny, niekoniecznie dobrze wypada w bezpośrednim kontakcie, i na odwrót.

W przypadku Canyona bezpośredni kontakt może przerodzić się z zauroczenia w coś trwalszego, potrzebny jest tylko czas. A że pierwsze chwile spędzone razem były obiecujące, warto temu uczuciu dać szansę. Jednego można być pewnym – każde wasze pojawienie się gdzieś razem na pewno zostanie zauważone!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x