NIE CHCĘ NA NIC CZEKAĆ. KATARZYNA NIEWIADOMA

Kategorie:

 

 

Katarzyna Niewiadoma Canyon Aeroad

 

 

 

Razem oglądamy jej nowy rower. Wszystko jest nowe. Model? Canyon Aeroad. Napęd Srama w miejsce Shimano, a hamulce, tym razem tarczowe, i pedały Speedplaya. Sama wybrała wcześniej aerodynamiczną szosówkę Canyona jako swój podstawowy rower, teraz przejedzie na nim pierwsze kilometry. Wsiadam na Ultimate CF SLX w barwach teamu (pożyczony od koleżanki Kasi – Leah Thorvilson).

 

Dołącza do nas Alice Barnes i miejscowy przewodnik. Zupełnie niechcący znalazłem się w bardzo ekskluzywnym gronie. Powód jest prosty – obie zawodniczki są tu jeszcze incognito, ubrane w ciuchy dotychczasowych sponsorów. Kasia prosi mnie, żebym nie umieszczał nigdzie zdjęć, które robię GoPro w czasie jazdy (później okaże się, że karta pamięci odmówiła posłuszeństwa, więc nikt ich nie widział). Jest paskudnie, mamy na sobie wszystko, co się dało włożyć. Plan to 50 kilometrów w luźnym tempie, dla rozruszania nóg. Kasia odchodzi mi na pierwszym zjeździe, nic nie robiąc sobie z tego, że nie zna roweru, trasy, opon, a na mokrym asfalcie leży piach. Na szczęście czeka na resztę. Gadamy głównie o nowym sprzęcie.

 

W połowie trasy zaczyna padać tak, że jesteśmy cali mokrzy. Deszcz przechodzi w śnieg. Dziewczyny sugerują przewodnikowi, że dobrze byłoby skrócić wypad, bo jest im zimno. Boją się przeziębić. Ten mówi coś o piętnastu kilometrach. Po godzinie dojeżdżamy do Renu i gołym okiem widać, że do mety jeszcze daleko. Kasia patrzy na nas i proponuje najrozsądniejsze rozwiązanie – mamy jechać jak najszybciej, by się schować, inaczej „nigdy się nie doczołgamy”. Po chwili jedziemy 35–37 na godzinę, a ona cały czas prowadzi, bez wyraźnego wysiłku. Zagryzam zęby i staram się trzymać koła przede mną.

 

Gdy się oglądamy kilka kilometrów później, pozostałej dwójki nie widać. Na szczęście mamy już niedaleko, schodzimy się, grupka znów jest kompletna, został nam tylko jeden stromy podjazd, 8 procent. „Coś twarde te przełożenia?” – śmieje się Kasia, bo ledwie pedałujemy. Są zdecydowanie… męskie. Klasyczna korba 39/52 i tryb do 25 ząbków. Kasia mówi, że dzwonili do niej z TVN‑ ‑u, by spytać o aferę w PZKol‑u. Świadectwo sławy, nawet jeśli nic nie miała do powiedzenia. Gdy po dwóch godzinach dojeżdżamy do hotelu, czuję się zwyczajnie „najeżdżony”, ale i zadowolony ze wspólnej jazdy. To była niecodzienna, wyjątkowa przyjemność. Na dalszy ciąg rozmowy spotykamy się już przebrani w hotelowej kawiarni.

 

 

„Lubię, kiedy strzelają”

 

Zapamiętałem tytuł wywiadu sprzed lat. Chwytliwy, ale wprowadzał w błąd, bo chodziło o „strzelanie” konkurentek na podjazdach, które nie mogły dotrzymać jej tempa. Tym razem rozmowę zaczynam bez przenośni, od kluczowego pytania.

 

 

 

Jak trafiłaś do nowego temu?

 

Kasia Niewiadoma: Zasadniczo w dobrym kontakcie byliśmy już od 2016. Były niewielkie komplikacje z poprzednim teamem i musiałam zostać.

 

 

Ok, chwilę to trwało. Dlaczego ten team, a nie inny? Miałaś zapewne inne propozycje.

 

Miałam kilka, ale przyznam, że od samego początku ciągnęło mnie tutaj. Nie wiem dlaczego, ale z Ronnym, wydaje mi się, jakby to był mój wujek. Mam coś takiego, jakbym znała go od wieków. Z dziewczynami też dobrze się znamy i dogadujemy. Wszystko w teamie było na plus. Nawet chwili się nie zastanawiałam. Na początku roku spotkałam się z Ronnym i ustaliliśmy warunki. Nie chciałam już rozmawiać z innymi.

 

 

Jesteś uznawana za specjalistkę od klasyków. Czy to twój cel na kolejny sezon? Jak siebie widzisz?

 

Zaczęłam trenować z Arkiem Kogutem od zeszłego roku i bardzo dobrze się z nim dogaduję. Zna mój organizm i wie, jak mi pomóc. Na przykład świetnie mnie przygotował na Ardeny. Może taktycznie nie wyszło dobrze, bo brakowało mi drużyny. Plan na ten rok to zrobienie tego samego co w ubiegłym. Dobrze się przygotować i być pewną, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Nie chcę sama na sobie wywierać wielkiej presji, że muszę, bo wtedy za dużo się o tym myśli i za dużo stresuje. Człowiek tworzy w głowie jakieś dziwne historie. I w końcu czuje się tak spalony, że ciężko wsiąść na rower.

 

 

Masz tak, że starasz się przed ciężkim wyścigiem odciąć?

 

Tak, zawsze to robię. Ograniczam czas spędzony z telefonem w ręku. Nie potrafię mieć go cały czas w zasięgu, bo wtedy widzę, co się dzieje w mediach społecznościowych i widzę, że inne dziewczyny trenują. Wtedy mówię sobie, że może są mocniejsze ode mnie.

 

 

Arek jest tą osobą, która mówi, co masz robić?

 

Tak. Choć poza sezonem chciałam mieć miesiąc wolny. Odciąć się od świata. Być sobie sama i robić to, na co mam ochotę. Chcę iść biegać, idę biegać, albo chcę wsiąść na rower, wsiadam. Od grudnia jednak, jak tylko wrócę do Girony, znów będziemy trenować, ściśle ze sobą współpracując.

 

 

Dlaczego Girona?

 

Początkowo dużo słyszałam dobrych historii o Gironie i w zeszłym roku pojechałam tam na zgrupowanie z polską kadrą. Od razu zakochałam się w tym miejscu. Łatwy dostęp do lotnisk, jest z kim trenować. Chociaż w większości i tak trenuję sama, więc… jest z kim wyjść na kawę. Mieszka tam też mój chłopak, to mnie przekonało. Taylor Phinney to także kolarz (zawodnik grupy UCI World Tour Cannondale‑Drapac – przyp red.).

 

 

Girona od lat znana jest wśród kolarzy, w szczególności Amerykanów.

 

Tak, Amerykanie, Australijczycy… Obok, m.in. w Giveroli, masz fantastyczne warunki do trenowania. Także trasy na górala są super. Tak, trasa wzdłuż wybrzeża wije się fantastycznie. Ale zakochałam się też w góralu! To przyjemność oderwać się czasami od szosy. W samej Gironie też są fantastyczne trasy.

 

 

Chciałabyś pościgać się na góralu?

 

Chciałabym pojeździć więcej, żeby mieć lepsze umiejętności i myśleć potem o ściganiu. Naprawdę bym chciała. Jeżdżąc na MTB, zyskujesz dużo w kwestii techniki i wiary w siebie do jazdy na szosie.

 

 

Wspomniałaś o tym, że trenujesz w oparciu o plany przygotowane przez Arka Koguta. A w jaki sposób twój trener osobisty przygotowuje plany, czy uwzględnia to, co mówi team?

 

Na przykład teraz Arek był w kontakcie z naszym menadżerem odpowiedzialnym za treningi i razem uzgodnili, na jakich wyścigach mam się skupić. Gdzie mam być w najlepszej formie. Arek zawsze liczy się z tym, co inni mają do powiedzenia. W trójkę dyskutowaliśmy, jak najlepiej będzie się przygotować, żebym czuła jak najmniej presji. Fajne z Arkiem jest to, że nie tylko mnie trenuje. Czasami w sezonie dzwonię do niego i mogę się wyżalić, wygadać. Co mnie boli, co denerwuje. Zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia, mogę się zastanowić i znaleźć rozwiązanie.

 

 

Zawodowy świat kolarstwa kobiecego… Dobrze się w nim czujesz? W tej chwili jesteś gwiazdą w Polsce, gwiazdą na świecie. Czy już się z tym oswoiłaś, czy nadal czujesz się dziewczyną z Polski, która musi się o coś starać?

 

Nie lubię określenia gwiazda, przytłacza mnie. Wydaje mi się, że gwiazda to taka osoba, co bez przerwy chodzi z zadartą głową. W naszej ekipie podoba mi się, że każda z nas jest traktowana tak samo, na tym samym poziomie. Lepiej się czuję, jak nie ma faworyzowania. Przyznam jednak, że ludzie inaczej patrzą. Wcześniej, jak nie miałam wyników, inaczej ze mną rozmawiali niż teraz, po wygraniu jakiegoś wyścigu, czy po podium ardeńskich klasyków. Chyba taki jest świat. Nie tylko w kolarstwie.

 

 

Ok, w teamie ci się podoba, ale czy czujesz presję na wynik? Słyszysz, że będziesz liderką?

 

Szczerze? Po igrzyskach olimpijskich to była dla mnie chyba największa lekcja życia. Wiem, że to ważne, by umieć się odciąć od oczekiwań innych ludzi. Zawsze skupiam się na tym, co mam do zrobienia jak najlepiej. Przygotować się, być pewną, że nie zawaliłam czegoś. Nie myślę o oczekiwaniach. W trakcie wyścigu mam się bawić i dać z siebie wszystko. Presja zawsze zabija. Doprowadza do problemów mentalnych, dużo dziewczyn się z tym zmaga. Tak jak Pauline. Media ją zniszczyły. Chcę się uczyć, by robić coś, co sprawia przyjemność mnie, a nie innym.

 

 

Długofalowy cel?

 

Mistrzostwa świata. Chciałabym wygrać, baaardzo chciałabym wygrać. Zwłaszcza po ostatnich mistrzostwach w Norwegii, widziałam, że stać mnie na wygranie tego wyścigu.

 

 

 

Katarzyna Niewiadoma

 

 

 

Mistrzostwa też, ale wstrzelenie się z igrzyskami? Czeka się cztery lata. Nie wiem, czy czytałaś tekst Amerykanki, która była czwarta.

 

Mara Abbott.

 

 

Dokładnie. To był piękny wyścig. Ty go pamiętasz z zupełnie innej perspektywy.

 

Powiem ci, że cieszę się, że Anna (van der Breggen – przyp. red.) wygrała. Ją mogę śmiało nazwać mistrzynią olimpijską. Mara Abbott potrafi głównie wspinać się pod górę. Gdyby inne dziewczyny zobaczyły, że ona wygrała, a cierpiała przez kilka lat na anoreksję, każda myślałaby, że żeby wygrać, powinna popaść w anoreksję, być chuda. I tak jest dużo problemów w kobiecym kolarstwie, jeśli chodzi o jedzenie.

 

 

Powiesz o tym coś więcej?

 

Każda chce być chuda. Mają pomysły, by na przykład jechać na pięciogodzinny trening bez śniadania. Po powrocie z treningu samo białko. W proszku. Inne to widzą i myślą, że może to jest droga do sukcesu. Wtedy atmosfera w drużynie jest po prostu okropna. Każda jest zła, wkurzona, bo jest głodna!

 

 

Czy to nie rola ekipy, żeby radzić sobie z tego typu sytuacjami?

 

Tak. Na przykład ekipa UnitedHealtcare, w której ścigała się Mara, odsunęła ją od wyścigów, dopóki nie osiągnie określonej wagi. Anna van der Breggen potrafi zafiniszować, ścigać się pod górę, potrafi wszystko, to jest ideał do naśladowania. Bardzo się cieszę, że ona może reprezentować kolarstwo. Inne dziewczyny mogą dążyć do tego, by być jak ona.

 

 

Sprawiasz wrażenie osoby pewnej siebie, wiesz, czego chcesz. Jesteś młoda, a jednocześnie mówisz, że nie należy się odchudzać. Masz zdrowe podejście. Ktoś cię tego nauczył, wyniosłaś to z domu? Czy taki masz charakter?

 

Dużo obserwuję ludzi, co robią, co się z nimi dzieje, nie od roku, ale od kilku lat. Miałyśmy rozmowę z Pauline. Ona w 2014 bardzo się odchudziła, miała cudowny rok. Potem jednak ją odcięło. W 2015, 2016 było coraz trudniej. Mówi, że przekroczyła granicę, granicę zachowania zdrowej równowagi w swoim życiu. Straciła dwa dobre sezony. To samo z Marianne Vos. Dwa lata ciągnęła z niską wagą i teraz jej organizm tak się zbuntował, że nie potrafi regenerować się po ciężkim treningu.

 

 

 

Katarzyna Niewiadoma

 

 

 

O tym zwykle się nie mówi…

 

O tym się nie mówi, a wydaje mi się, że to największy problem w kobiecym kolarstwie. Łatwo się to przenosi z jednej na drugą, bo dużo czasu spędzamy razem.

 

 

Jak jest w kobiecym teamie? Same dziewczyny, emocje?

 

W tym tak. Co mnie przyciągnęło, to również fakt, że dziewczyny nie są zwariowane na punkcie odchudzania czy trenowania. To chyba kwestia wielu narodowości, nie ma przewagi.

 

 

Do rywalizacji wybrałaś Aeroada. Czy to taki pierwszy strzał?

 

Dzisiaj pierwszy raz na nim jechałam i cudownie się czułam. Zwykle jak pierwszy raz wsiadam na rower, coś mi w nim przeszkadza. Jeździliśmy dwie godziny i nie czułam żadnych problemów. Polecili mi go, zaufałam i w sumie jestem szczęśliwa.

 

 

Wsiadasz po raz pierwszy na rower, którego nie znasz, i dla ciebie to jest naturalne?

 

Jedyne, czego się bałam, to ewentualnych problemów z nowymi oponami. Nigdy nie jesteś pewien, czy nie zrobią jakiegoś psikusa. Myślę, że zostanę przy tym. Nie lubię zmieniać rowerów w trakcie sezonu, bo przy zmianie pozycji mam tendencje do problemów z kolanami.

 

 

 

Katarzyna Niewiadoma

 

 

 

Sama siebie uważasz za specjalistkę od klasyków? Czy chciałabyś się rozwijać w innym kierunku, czy celujesz w to, co ci dobrze wychodzi?

 

Generalnie strasznie lubię wiosenne klasyki, szczególnie Ardeny. Dlaczego? Bo tam mam przewagę. Najlepiej czuję się na krótkich, intensywnych odcinkach w górach. Wszyscy mówią mi, że jestem góralką, a jak mam jechać Giro i wspinać się przez 10 kilometrów, więcej się naprzeklinam, niż cieszę z tej jazdy. Na krótkich odcinkach w górach jest mi łatwiej urwać przeciwniczki. Ale wiem też, że muszę zmienić swoją mentalność w odniesieniu do Giro. Nie lubię go, bo są długie transfery, niski poziom hoteli. Samo ściganie w Giro jest nudne. Jedna ekipa kontroluje, każdy boi się tych 10 dni ścigania.

 

 

A ty sama dobrze czujesz się w etapówkach?

 

Tak. Nie czuję, żebym miała problemy z formą. Trzymam równy poziom.

 

 

Dużo mówimy o tematach związanych z nastawieniem. Chciałem więc spytać o trening mentalny. Czy ktoś ci w tym pomaga?

 

Moim największym wsparciem mentalnym jest rodzina i mój chłopak. Bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem. Będąc sama, na pewno bym sobie nie poradziła. Tym bardziej w tym roku, pierwszym roku poza Polską. Rodzina była daleko. Chłopak, przyjaciele. Muszę mieć do kogoś zaufanie. Ktoś musi mnie znać.

 

 

Z Taylorem rozmawiasz po angielsku. Nie czujesz, że masz problem z dodatkową barierą językową?

 

Nie, on zawsze mówi bardzo spokojnie, stara się. Zawsze jest zrelaksowany i potrafi dobrać słowa. Jego obecność dużo mi daje. Pomaga mi też jego mama. Sama się kiedyś ścigała, ma ogromną kolarską wiedzę, którą stara się przekazać. Moi rodzice zawsze są przy mnie, wspierają, motywują i pomagają mi się rozwijać pod względem sportowym, jak i prywatnym, każdego dnia. Jestem szczęściarą. Ludzie, którzy mnie otaczają, są po prostu cudowni.

 

 

Katarzyna Niewiadoma

 

 

 

Jak to się stało, że zeszliście się z Taylorem? Dwa różne światy, dwie mentalności. Oczywiście poza tym, że łączy was kolarstwo…

 

Poznaliśmy się w Katarze w zeszłym roku. Od razu coś zaiskrzyło, ale ja nie chciałam. Po pierwsze jest Amerykaninem, poza tym wydawało mi się, że jest taki jak reszta kolarzy. Ach, ci kolarze… Uciekałam od niego. A potem przeprowadziłam się do Girony. On tam mieszkał. I jakoś tak…

 

 

Myślisz już o kolejnych igrzyskach?

 

Nie. I nawet nie chcę. Mam coś takiego, że nie chcę na nic czekać. Czekanie na coś też mnie dobija. Chcę żyć z dnia na dzień, ścigać się z wyścigu na wyścig. Mieć z tego radość. Lepiej jest się cieszyć z tego, co się ma, niż czekać, czekać, czekać. Dążyć do tego za wszelką cenę. Myślę, że igrzyska były dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Osobiście cieszyłam się bardzo z szóstego miejsca, a ludzie dookoła sprawili, że wydawało mi się, że to porażka. Wtedy pomyślałam, kim są ci ludzie, że się tak czuję? Na mecie myślałam: „fajnie”. A za metą usłyszałam: „jak się czujesz, że nie zdobyłaś medalu?”. Nawet nie usłyszałam szczerych gratulacji. Dziwne to było.

 

 

 

Katarzyna Niewiadoma i Grzegorz Radziwonowski

 

 

 

Katarzyna Kasia Niewiadoma. Dossier

 

 

Data urodzenia 29.09.1994

Miejsce zamieszkania Girona, Hiszpania

 

 

DRUŻYNY

 

2009 –11, 2012 WLKS Krakus BBC Czaja

2013 TKK Pacific Toruń

2014–17 WM3 Pro Cycling

2018 Canyon‑Sram

 

 

NAJWAŻNIEJSZE SUKCESY

 

2017

3 msc. UCI Women’s World Tour

Zwycięstwo w klasyfikacja generalnej OVO Energy Women’s Tour

Zwycięstwo etapowe OVO Energy Women’s Tour

3 msc. Amstel Gold Ladies Race

3 msc. Fleche Wallonne

3 msc. Liege‑Bastogne‑Liege

3 msc. Strade Bianche

 

2016

Zwycięstwo w klasyfikacja generalnej Grand Prix Elsy Jacobs

Zwycięstwo w klasyfikacja generalnej Giro del Trentino Alto Adige‑Südtirol

Mistrzostwo Europy do lat 23

 

2015

Zwycięstwo w klasyfikacja generalnej Emakumeen Euskal Bira

Mistrzostwo Europy do lat 23

 

 

Przesympatyczny Instagram Kasi znajdziecie TUTAJ

 

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Thomas Maheux

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x