Montanas Vacias – wczesno-marcowy objazd fragmentu trasy.

Kategorie:

Wersja krótka:


• epickie szutry w zjawiskowych okolicznościach przyrody
• trasa bardzo modułowa, można całość, można skracać, przeplatać szutry i asfalty
• łatwo dostępna z Polski
• pyszne i proste Hiszpańskie jedzenie i wino

My na pewno wrócimy spróbować więcej i przy lepszej pogodzie.

Todo bien? Jak bien? Zamiast słonecznej Hiszpanii deszcz i śnieg ! … ale w sumie, to muy muy bien !

Było trochę dyskusji czy w tym roku jechać na narty czy nie, ale udało nam się dogadać, że w sumie już dość zimy i jedziemy na rowery.

Krok 1. Szybkie sprawdzenie lotów z Gdańska, najdalej na południe – Walencja.
Krok 2. Googiel i ‘best gravel rides near Valencia’ + rzut oka do sekcji ‘Routes’ na bikepacking.com 
Bingo! www.montanasvacias.com 

‘There is a place in Spain with an area twice the size of Belgium, with a population density similar to Lapland or the Scottish Highlands, only 6,99 inhabitants/km². It is the Spanish Lapland.’*

*Jest w Hiszpanii takie miejsce, wielkości 2 x większej niż Belgia, o gęstości zaludnienia podobnej do Laponii czy Wyżynnej Szkocji, tylko 6,99 osoby /km2. To Hiszpańska Laponia.

Ernesto!

Trasa jest świetna, doskonale ułożona i opisana przez Ernesto (autora). Autor jest mistrzem! Na stronie znajdziecie dokładną dokumentacje trasy, wraz z atrakcjami, miasteczkami, miejscami noclegowymi, sklepami, etc. kilometr po kilometrze + linki do tracków na Komoot i Ride with GPS.

Ernesto jest bardzo kontaktowy i chętny do pomocy… to On zwrócił nam uwagę, że w sumie to:

Hiszpanie tej trasy nie jeżdżą w marcu, że tam po drodze jest ośrodek narciarski (w marcu jeszcze całkiem aktywny).

Popatrzyliśmy na live cam z tego ośrodka i wyraźnie było widać, że śnieg jest tylko na stokach, a dookoła czysta ziemia, więc luz.

Pełna trasa ma 680km i prawie 13000 m w górę. W większości poprowadzona jest po drogach szutrowych (80%). Jest bardzo modularna, sam autor w ramach trasy proponuje kilka skrótów. Po drodze też jest sporo opcji na przeskoczenie na asfalty i wymyślenie własnych skrótów i wariantów.

Spanie można sobie ogarnąć w licznie dostępnych po drodze Refugios lub na dziko, ale można to ustawić też tak, żeby spać w hotelach i pensjonatach.
Trasa startuje z Teruel, całkiem sporego miasteczka z dużą ilością hoteli, restauracji i sklepów. Do Teruel łatwo dostać się z Walencji.
Do Walencji lata Ryanair. Walencja-Teruel można na kołach (my tak zrobiliśmy) lub pociągiem.

Banalne.

Z uwagi na porę roku i ograniczenia czasowy spędziliśmy w Montanas Vacias 3 dni, spaliśmy w hotelach i airbnb, zrobiliśmy nieco ponad 300km i 4550 m w górę.
Cały wyjazd, razem z dojazdem z/do Walencji i dniem spędzonym w Walencji to 675km i 7100m w górę. Pewnie można by w tym czasie więcej, ale my lubimy się wyspać, zjeść spokojnie śniadanie i napić się wieczorem butelki dobrej rioji (czy tam innego wina czy piwa).

Sprzęt

Iza – Rose Backroad z oponami 700×40 (Schwalbe g-one). 1×11, 40T i 11-42 tył. Apidura 9L kierownicy, szakwa na tyle i oveja negra w ramie.
Mateusz – Rondo Bogan z 29×2.1 (WTB Nano), osprzęt GRX. 1×11, 38T i 11-42 tył. Tailfin AeroPack + mały trójkąt od Pro w ramie.

Oba rowery zamleczone, na niskim ciśnieniu. Generalnie, na większości odcinków tej trasy, im większe opony tym lepiej. Jazda na 29 2.1 była dużo bardziej spokojna i gładka, Izy 700×40 było jednak trochę bardziej skocznie. Ale po kilkunastu km „oswajania” Iza szła po kamieniach bez trwogi w sercu.

Trasa – dzień 1:

Teruel – Checa (wg trasy MV: część odcinka MV1 + skrót L1), 98km, 1800m podjazdów.

Start z 900m n.p.m. Na początek bardzo charakterystyczny krajobraz z czerwonymi skałami, fajne szutry, opustoszałe wioseczki. I tak po 20km łagodnego podjazdu zjawiamy się na 1300 m n.p.m. Siąpi lekki deszcz, robi się trochę chłodno. Po kolejnych km w górę, na 1500m pojawia się nawet trochę śniegu gdzieś na poboczach. Z tych 1500 mieliśmy ponad 3km szybkiego zjazdu po szutro-błocie, zjazd był przepiękny, ale nas trochę wychłodził i dość mocno ubłocił.

Tego dnia mieliśmy wjechać jeszcze na 1700… więc w połowie zaplanowanej trasy zapadła decyzja o zmianie na wariant szosowy (modularność tej trasy jest bardzo wygodna).

Minimalny ruch i piękne krajobrazy sprawiły, że nie było żalu. Trochę martwił znak sugerujący kierowcom samochodów zakładanie łańcuchów. Na 1700 okazało się, że ta zmiana na wariant asfaltowy to był dobry ruch, śniegu leżało całkiem sporo, a nawet pojawił się mały opad.

Prawie 5km zjazdu z tych 1700 był bardzo bolesny, włożyliśmy większość warstw jakie mieliśmy (po 3 pary rękawiczek, etc.).

W Checa nasz hotel był zamknięty (a my jak dwa sople). Telefon do właściciela, trudne wyjaśnienia, On słabo po angielsku, my nic po hiszpańsku. Ale doszliśmy do tego, że On chyba mówi, że miejsca ma i się pyta, gdzie jesteśmy, na co my, że w sumie to mamy rezerwacje zrobioną …no i się udało. Za 10min dojechał, wpuścił nas (do cieplutkiego pokoju) i dał cerveze. Uratowani!

Wieczorem jeszcze przygotował menu typical, dał lokalnego wina i innych napitków, i było pięknie.

Trasa – dzień 2:

Checa – Molina de Aragon (wg trasy MV: część odcinka MV2 + skrót L2) 95km, 1250 podjazdów, ale też już sporo zjazdu.

Początek z dwoma bardzo stromymi podjazdami asfaltowymi i przejazd przez opustoszałe wioseczki. Dość szybko zjazd na epickie kilkadziesiąt km szutru wzdłuż rzeki Tajo, iście magiczny odcinek. Na całej trasie, jak nie liczyć miasta startu i końca, spotkaliśmy 3 osoby (2 w samochodach + 1 rowerzystę). Totalne odludzie.

Fun fact: po tym jak wrzuciliśmy naszą relacje na grupę MontanasVacisas, Ernesto (autor trasy) zapytał nas czy jest już most przez Tajo czy musieliśmy brodem pokonywać rzekę … boże jak dobrze, że nie wiedzieliśmy, że wg autora trasy tego mostu nie ma… okazało się, że tej zimy został odbudowany. Tym sposobem mamy swój udział w opisie trasy na ten rok – informacja o tym, że trzeba brodem została usunięta.

Nocleg w airbnb, bardzo miły właściciel, przygotował nam nawet zapasy na śniadanie i nie robił problemu z wprowadzeniem rowerów do mieszkania. Molina de Aragon to już większe miasteczko ze sporym wyborem knajp i sklepów.

Trasa – dzień 3:

Dolina de Aragon – Teruel (wg trasy MV: skrót L2, z małymi modyfikacjami, bo sił już brakło), 122km, 1500m podjazdów, podobna ilość zjazdu.

Spokojna trasa w pagórkowatym terenie z pięknymi widokami, kilka stromych podjazdów szutrowych, które skończyły się wypychem + jeden odcinek srogiego błota, które zablokowało koła. Słońce, ciepełko, pięknie. Następnego dnia już tylko 170km zjazdu do Walencji, po trasie rowerowej – Vía Verde de Ojos Negros.

Było pięknie, my na pewno wrócimy po więcej.

O Autorach, czyli krótkie BIO:

Iza.
Z wykształcenia doktor chemii, z zawodu manager IT. Mąż­ – Mateusz, kot – Poldek. Podróże rowerowe zaczęliśmy lata temu wyjazdem do Portugalii. Od tego czasu nie zdarzyły nam się wakacje inne niż rowerowe, jest tylko bardziej, dalej i wyżej… Dwa lata temu przeprowadziliśmy się z Warszawy do Gdańska: stosunek szutrów do asfaltów radykalnie się zmienił, płasko nie jest, a „nad morzem” to raczej „w lesie”. Mi zupełnie odbiło na punkcie rowerów, ale unikam terminu „trening”. Ja po prostu sporo jeżdżę :).
Mateusz na szczęście odgrzebał bakcyla rowerowego z liceum i tak sobie razem jeździmy.

Mateusz.
Zawodowo praca w biurze. Wolne chwile na rowerze.Rowerzysta od zawsze, kiedyś bardziej XC/MTB, 12 lat temu pierwszy raz pojechaliśmy na wakacje rowerowe (wtedy bagażniki i sakwy), 10 lat temu kupiliśmy pierwsze grawele… no a później to już się zaczął rowerowy wyścig zbrojeń, który z kretesem przegrywam.
I tak szczerze, to pewnie, gdyby nie to, że Iza wysoko zawiesiła poprzeczkę to bym aż tyle nie jeździł.

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w artykule są własnością autorów.

Materiał partnerów
Materiał partnerów
Nie wszystkie materiały tworzymy samodzielnie. Część z nich pochodzi od partnerów zewnętrznych lub jest informacją prasową. Jeśli masz ciekawy temat i chcesz opublikować swój artykuł w Magazynie ETNH - skontaktuj się z nami.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

0
Would love your thoughts, please comment.x