Kamila Pociech – Rdza nie śpi, Rdza kręci

Kategorie:

 

Dlaczego Rdza nie śpi?

Bo jeździ.

 

Co ostatnio przeskrobałaś?

Pojechaliśmy do Wrocławia. Zrobiliśmy ponad 400 kilometrów. Wyjechaliśmy kilka minut przed północą i z wiatrem w twarz dotarliśmy do Wrocławia koło godziny 19:00.

 

Jak się za to zabrać?

Zwalić organizację na kogoś ogarniętego (śmiech). Trochę trzeba trasę przemyśleć, sprawdzić drogi, wygooglać, czy przypadkiem nie pojedziemy długich kilometrów szutrem, znaleźć ciekawe miejsca po drodze.

 

Jak to się zaczęło?

Od kupna pierwszego roweru i zakręconych ludzi. Kupiłam rower, by dojeżdżać do pracy. Szukałam ludzi na różnych grupach internetowych. Poznałam gościa, który potrafił przejeżdżać 300 kilometrów w ciągu dnia i wciąż kipiał energią. To on mnie zaraził. Postanowiłam być taka jak on.

 

Jak trenujesz?

Nie lubię słowa trening. Dla mnie rower jest lekiem na zło świata i sposobem na dojazd do pracy. Wychodzę z domu, wsiadam na rower i odrywam się od codzienności, jadę tyle kilometrów, na ile mam ochotę, i to jest esencja kolarstwa spontanicznego. W treningu chodzi o coś innego, musi odbyć się w określonym czasie i ma przynieść konkretne rezultaty. To nie dla mnie. Nie o takie kolarstwo walczyłam.

 

Skąd masz w takim razie taką wytrzymałość?

Ta wytrzymałość jest rezultatem mojego podejścia do jeżdżenia, mojej filozofii. Staram się jeździć w taki sposób, by jak najdłużej pozostawać w strefie komfortu. Nie chcę grzać na złamanie karku, nie potrzebuję być szybka. Reszta dokonuje się już tylko w głowie. To głowa musi przejąć kontrolę nad ciałem, gdy to zaczyna marudzić, że może już starczy, że nie wyjeżdża się na rower w środku nocy, że trzeba było zostać w domu, że już mi się nie chce. To nie jest tak, że mnie nic nie boli i że 300 czy 400 kilometrów nie stanowi dla mnie wyzwania. Cierpię, bolą mnie kolana, plecy, ręce, mięśnie są przepalone, zmęczone, twarde. Ale można to wytrzymać. Ważne jest też, by nie skupiać się na całości dystansu, tylko podzielić ten dystans na części. Znacznie łatwiej jest przejechać 5×40 kilometrów niż 200 za jednym zamachem.

 

Co lubisz w brevetach?

To że nikt tego nie wygrywa. Że mogę być średnio szybka, ale dzięki temu, że mam psychikę, która mnie predysponuje do długich dystansów, mogę dotrzeć na metę przed szybszym ode mnie facetem. W brevetach każdego się docenia, każdy dostaje medal, każdy jest w pewien sposób zwycięzcą. Lubię w tym to, że moja fizyczność nie zrzuca mnie na dalszą pozycję za facetami. Na długich dystansach bycie dziewczyną nie czyni mnie słabszą. Poza tym lubię ludzi, którzy są podobni do mnie i lubię wybrać się z nimi na pizzę czy pierogi do jakiegoś fajnego miejsca. Gdyby ktoś pytał, to lubimy to robić na rowerze!

 

We wrześniu przekroczyłaś 20000 kilometrów, czy masz jakiś założony plan na cały sezon?

Uprawiam kolarstwo spontaniczne, więc żadne plany jeśli chodzi o kilometraż raczej nie wchodzą w rachubę, choć po cichu sobie myślę, że 3 dychy w tym roku to byłoby coś! Z drugiej strony, w tym roku moje jazdy to głównie towarzyskie, dłuższe lub krótsze pojazdówki w znakomitym towarzystwie i skupiam się raczej na pielęgnowaniu tych znajomości niż na biciu własnych rekordów czy liczeniu kilometrów.

 

Czy myślisz, żeby trochę odpocząć po sezonie? I czy w ogóle uznajesz coś takiego jak „po sezonie”?

Nie i nie, bo to właśnie na rowerze odpoczywam. Bierzmy jednak pod uwagę, że nie mam planu treningowego, jeżdżę bardzo intuicyjne, czasem mocniej a czasem lżej, więc trudno w moim przypadku mówić o zmęczeniu czy to fizycznym czy psychicznym.

 

Angażujesz się w akcje popularyzujące kolarstwo typu Psychoporanek – jak do niego w ogóle doszło?

Wszystko zaczęło się jeszcze w ubiegłym roku od mojej rowerowej siostry – Ani, której, tak jak mnie, najbardziej odpowiadały wczesnoporanne jazdy, zanim rzeczywistość w postaci rodziny czy pracy zacznie upominać się o swoje. Wiosną tego roku Ania zaproponowała byśmy dołączyły do psychoporankowej ekipy Bike Expo i zanim się obejrzałyśmy, o godzinie 6 w stałym miejscu, pod AirBike na warszawskim Wilanowie, zaczęło się pojawiać coraz więcej nowych osób, żeby wspólnie zacząć dzień. Znajomości zawarte w tamtym czasie nie tylko zaprocentowały takimi rowerowymi akcjami jak Psychoporanek 24 czy wspólna wyprawa do dzieciaków z działdowskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego, ale też wieloma przyjaźniami które pielęgnujemy też poza rowerem.

 

Czy Grupetto Warszawa to Twoja paczka? I co dla Ciebie oznacza ta grupa ludzi? Poza wyjazdami typu „wypad nad morze” 😉

Tak, Grupetto to grupa do której należę i którą cenię za luz ale też wszechstronność z jaką podchodzi do kolarstwa, a przede wszystkim do ludzi. Jest tu miejsce dla ultrasów, dla miłośników kawowych pojazdówek i dla tych którzy lubią zmęczyć nogę na mocnym treningu. To jednak co cenię najbardziej, to ustawki zaangażowane, czyli wszystkie te jazdy które niosą ze sobą walor inny niż czysto towarzyski czy treningowy, wystarczy ze wspomnę trasę w kształcie serca podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdy zrobiliśmy sztafetę od jednego wolontariusza do kolejnego, czy niezwykle zapadający w pamięć przejazd śladem podziemnych kanałów w 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego!

 

 

Kamila Pociech

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Anna Tkocz, Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Anna Tkocz
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x