INNSBRUCK 2018. TYROLSKI SMAK MŚ

Kategorie:

Od dwóch dni mam przyjemność obserwować to „zawsze świecące słońce”. Rzeczywiście, świeci zawsze, gdy akurat nie pada i nie ma chmur. Postąpiliśmy jednak zgodnie z instrukcją, bo i tak byliśmy trochę głodni, a Martin swoje w Tyrolu przejeździł i wyglądało na to, że zna się na pogodzie. Moja Kaspressknödelsuppe posypana jest szczypiorkiem i dobrze rozgrzewa. Jedzenie w Austrii jest albo wyśmienite albo zupełnie zwykłe, takie, że kończysz je tylko dlatego, że potrzebujesz kalorii. Rosół z serowym knedlem to bezpieczna opcja, pod warunkiem, że lubisz zaskoczenia, knedel bowiem przyjmuje w Austrii różnorakie konsystencje… Deszcz pada może godzinę, po czym nagle rozpogadza się i wychodzi słońce. Przejechaliśmy już 90 kilometrów o suchych tyłkach, więc na ostatnich kilku do hotelu możemy pozwolić się zmoczyć.

 

 

 

Innsbruck 2018

 

Początek ostatniego podjazdu na trasie wyścigu ze startu wspólnego o mistrzostwo świata mężczyzn. 

 

 

NAD INNSBRUCKIEM

Płyną białe obłoki, raz przykrywając, raz odsłaniając imponujące góry wokół miasta. Jaskrawe słońce odbija się w mokrych dachach i ulicach, oślepiając zjeżdżających z Hungerburgu, wzgórza, na którym rozegra się decydujące starcie o mistrzostwo świata elity mężczyzn. To tutaj wiedzie podjazd, który właśnie mieliśmy przyjemność (lub nieprzyjemność) podjechać. Podjazd będzie ostatnim, który pokonają mężczyźni w czasie mistrzowskiego wyścigu ze startu wspólnego. Jest krótki, zaczyna się niewinnie w centrum Innsbrucka, a kończy nachyleniem dochodzącym do 28%. Höll, zwany też Hölle, czyli piekło, to jeszcze do niedawna droga prowadząca do prywatnych posesji. Od czasu otwarcia drogi dla publicznego ruchu do momentu, gdy piszę ten tekst, pokonało ją 371 użytkowników Stravy. Mało jak na postrach pretendentów do tytułu mistrza świata.

 

 

 

Innsbruck 2018

 

 

 

Podjazdu nie będą pokonywać ani kobiety, ani mężczyźni młodszych kategorii. Po 250 kilometrach w nogach ta krótka sztajfa może okazać się prawdziwym piekłem. Całkowite przewyższenie na trasie Mistrzostw Świata elity mężczyzn 2018 wyniesie bowiem 4670 metrów. Wyścig ze startu wspólnego rozpocznie się w oddalonym o 90 kilometrów od Innsbrucka Kufstein, u podnóża średniowiecznej fortecy. Na startujących czeka na trasie do Innsbrucka kilka podjazdów, z których największy (pod Gnadenwald) straszy nawet 14‑procentowym nachyleniem.

 

 

 

Innsbruck 2018

 

 

 

Trasa prowadzi doliną rzeki Inn i z pewnością okaże się bardzo selektywna. W samym Innsbrucku, w zależności od kategorii, na zawodników czekają rundy (7 w przypadku elity mężczyzn, 2 dla juniorów, 4 dla U23 i 3 w przypadku elity kobiet), składające się z jednego podjazdu i jednego krętego zjazdu, rozciągniętych na długości około dwudziestu czterech kilometrów i o przewyższeniu 430 metrów każda. Najsilniejsza męska kategoria na ostatniej rundzie, dłuższej od pozostałych, pokona jeszcze piekielny Höll. Tego wyścigu nie wygra najsprawniejszy sprinter z peletonu!

 

 

 

 

 

 

TYROLIA – WELCOME TO THE FUN!*

*hasło reklamowe wiązań narciarskich Tyrolia, reklamę emitowano w latach 90. w czasie transmisji zawodów w narciarskich konkurencjach zjazdowych. Nie do zapomnienia, jeśli słyszało się je setki razy podczas zimowych dni przed telewizorem.

 

Przez długie lata Tyrol kojarzył mi się jedynie z narciarstwem i jodłowaniem, nigdy z kolarstwem. 

„Austriacy są trochę nudni” – mówi Kasia Gaczorek z Tirol Werbung. „To znaczy są nudnymi kibicami. Wolą sami iść na rower czy w góry, niż patrzeć jak jacyś kolarze jeżdżą sobie po ich terenach. Dla nich to nie do wytrzymania. Niektórzy z nich pewnie dopiero w tygodniu mistrzostw świata zdadzą sobie sprawę, że nie mogą dojechać do własnego domu. Liczymy, że kibice z innych krajów Europy pokażą Austriakom, jak się kibicuje”.

 

 

 

 

 

 

Jak to się zatem stało, że organizacja mistrzostw świata w kolarstwie szosowym trafiła w ręce Austriaków?

„Teoretycznie Innsbrucka nie było stać na organizację. Nie mieliśmy takich pieniędzy, jakich żądała od nas UCI, zaproponowaliśmy więc to, co mieliśmy, i udało się. Przeważył chyba argument, że mistrzostwa wrócą w ten sposób do centralnej Europy, w góry, że jest szansa na dużą liczbę kibiców, inaczej niż w Bergen, Doha (Katar) i Richmond (USA)” – wyjaśnia Gaczorek. „Dla nas to ogromne wyzwanie, zwłaszcza gdy wiemy, że musimy przekonać zdystansowanych Austriaków, że pod ich nosem będzie się działo coś niepowtarzalnego”.

 

 

O GUSTACH SIĘ NIE DYSKUTUJE…

O bezguściu i owszem. Leje. Od samego rana słyszę, jak deszcz dudni w blaszany dach hotelu Stage 12 i jak rynna odprowadza z niego wodospady deszczówki. Rzeka Inn zrobiła się wzburzona i przybrała kolor gliny. Przemieszczamy się zalanymi deszczem drogami w kierunku Hall‑Wattens, skąd 24 i 25 września startować będą indywidualne czasówki młodszych męskich kategorii i elity kobiet. Jedziemy do Swarovski Kristallwelten, czyli muzeum Swarovskich, rodziny od ponad stu lat zajmującej się wytwarzaniem ciętych szklanych kryształów. Fabryka Swarovski jest pilnie strzeżoną twierdzą, do której wstępu nie mają ani koronowane głowy, ani fotografowie, ani nawet przewodnicy pracujący w muzeum.

 

 

 

 

 

 

Czeska tradycja wytwarzania szklanych kryształów tutaj znalazła podatny grunt do rozwoju. Wattens obfituje w źródła czystej wody potrzebnej do obróbki szkła. W sto lat od założenia fabryki w Wattens powstaje muzeum. Tylko jedna sala jest w nim poświęcona historii rodziny i technice cięcia szkła, tam też stoję oniemiała długie minuty przed szklanymi dziełami sztuki: kostiumami teatralnymi, diademami i tiarami migoczącymi wszystkimi kolorami tęczy. Całość muzeum wywołuje u mnie rodzaj estetycznej czkawki, jest pomieszaniem stylów, magazynem potwornych instalacji o wartości, której nie potrafię uznać za wysoką i o bardzo niejasnym związku z „kryształową rodziną”.

 

 

 

 

 

 

Począwszy od samego budynku w postaci zielonej głowy i wiszących pod sufitem u wejścia upiornych kukieł w migoczących kieckach, przez tańczące w powietrzu gacie i zacienione lustrzane sale, gdzie dostaje się oczopląsu, po przemawiające hologramy Gandhiego, wszystko jest jak z bożonarodzeniowego jarmarku, obwoźnego cyrku. Kustosz, który poświęcił takiemu tandetnemu chaosowi przestrzeń muzealną i był w stanie ściągnąć na ten jarmark dwanaście milionów ludzi, jest w moich oczach prawdziwym sztukmistrzem. To jakby wyprodukować miękką ramę o kiepskiej geometrii, pomalować ją pędzlem do plakatówek i wmówić ludziom, że to rama ich marzeń. Po prostu trzeba to zobaczyć!

 

 

 

Innsbruck 2018

 

SWAROVSKY KRISTALLWELTEN

Nad nami kryształowe chmury, pod nami kryształowa fontanna.

 

 

 

AREA 47

Mistrzostwa świata są dla Tyrolu okazją, by pokazać, że mają największy… outdoorowy park rozrywki w Austrii. Area 47 to mrożący krew w żyłach park linowy, skocznie, trampoliny, zjeżdżalnie, ścianki wspinaczkowe, tory do uprawiania kajakarstwa, trasy e‑bike’owe i wiele innych. Znajduje się u wejścia do doliny Ötztal i jest z pewnością dla wielu Austriaków punktem na liście miejsc do odwiedzenia. Stąd 23 września wystartuje drużynowa czasówka mężczyzn i kobiet, której trasa wiedzie w stronę Innsbrucka (delikatnie w dół) i każe spodziewać się oszałamiających prędkości przelotowych.

 

 

 

Innsbruck 2018

 

 

 

Męska trasa prowadzi dodatkowo do miejscowości Axams, gdzie zawodnicy zmierzą się z 4,6‑kilometrowym podjazdem i miejscowym 14‑procentowym nachyleniem. Trasa czasówki drużynowej kobiet ten fragment ominie. My w Area 47 zatrzymujemy się na krótką „kafkę” w czasie naszego przejazdu Sölden‑Innsbruck. Goni nas kiepska prognoza, a nie mamy ochoty na jazdę w mokrych spodenkach. Obserwujemy dzieciaki katapultowane z powietrznej poduszki prosto do małego jeziorka przez swoich skaczących z trójmetrowej rampy kolegów i przyznajemy punktację za loty.

 

 

 

 

 

 

Właśnie prawie bez pedałowania przejechaliśmy 40 kilometrów, a ja sama zaczynam zdawać sobie sprawę, że to, co przeżyłam dzień wcześniej w dzikich górach, raczej się nie powtórzy. Znikają alpejskie hale, za to gęściej pojawiają się miejscowości. Uświadamiam sobie, że im bliżej Innsbrucka, tym dalej od tego, co lubię: ciszy, przyrody i rowerowej włóczęgi. Czy to w ogóle jest możliwe w Tyrolu na szosówce?

 

 

 

TYROL TO NIE TRENTINO

Kolarze to dość duże stworzenia wyposażone w pancerze na odwłoku i kończynach, nielubiące wracać do domu tą samą drogą. Kolarstwo równa się rundy! W Tyrolu to jednak bardzo trudne. Inntal, dolina rzeki Inn, nad którą leży Innsbruck, ciągnie się przez Szwajcarię, Austrię i Niemcy, osiągając imponującą długość 517 kilometrów. Inntal rozgałęzia się na dużą liczbę kolejnych mniejszych dolin, z których prawie każda pnie się delikatnie w górę. Wyściełana super asfaltem i upstrzona małymi miejscowościami z dużą ilością pelargonii kończy się szutrówką, wpadającą na pastwisko z pięknym widokiem na okalające je góry. I koniec. Przełęcze w Tyrolu zdobywa się pieszo.

 

 

 

 

 

 

Oprócz przełęczy Brenner (Passo del Brennero) i Timmelsjoch (Passo del Rombo) nie ma innych możliwości, by „przeskoczyć” przez góry samochodem lub szosówką. W Tyrolu góry objeżdża się dookoła! Tę właściwość tutejszego terenu i infrastruktury tłumaczy mi Fabian Costa, były zawodnik cross country, obecnie przewodnik, zainteresowany bardziej ściganiem w amatorskich maratonach niż zawodami Pucharu Świata, w których wielokrotnie do tej pory brał udział.

 

 

„Jeżdżenie na szosie w Ötztal (jedna z dolin odgałęziających się od doliny rzeki Inn, w której położone jest Sölden, miejscowość, w której rozpoczynam swoją krótką eksplorację austriackiego Tyrolu) wygląda na Stravie, jakby się czegoś zapomniało. Jedziesz kawałek, wracasz, wjeżdżasz w kolejną drogę, dojeżdżasz do punktu, z którego dalej nie da się jechać i znów wracasz. Na dłuższą metę, zwłaszcza jeśli tu mieszkasz, to trochę nudne. Oczywiście widoki są piękne, ale mimo wszystko w Tyrolu wybieram rower górski, on zapewnia mi większą wolność”.

 

 

 

 

 

Rozumiem Fabiana, dopytuję jednak, czy rzeczywiście niemożliwe jest zrobienie pętli. „Możliwe – śmieje się – Tak jak biegnie Ötztaler Radmarathon, czyli pokonując 238 kilometrów i około 5,5 tysiąca metrów przewyższenia”. Uznany za jedno z najcięższych Gran Fondo na świecie, Ötztaler Radmarathon startuje w Sölden i biegnie właśnie przez przełęcz Brenner i Timmelsjoch. Zawsze na początku września. Jest tak prestiżowy i popularny, że niełatwo dostać się na listę uczestników.

 

 

 

 

SÖLDEN

Sölden to nieduża miejscowość w dolinie Ötztal (słowo dolina jest już właściwie zawarte w słowie Ötztal, jako że niemieckie ein Tal znaczy właśnie dolina), która obecnie słynie głównie z Bike Republic Sölden, coraz bardziej popularnego ośrodka MTB. Tyrolskie słońce właśnie „chwilowo” nie świeci i z nieba leją się strugi deszczu. Nasza zaplanowana wycieczka na przełęcz Timmelsjoch staje pod znakiem zapytania. Niespodziewany prysznic na trasie to ewentualność, z którą każdy kolarz się liczy, ale chętniej wypiera ją na starcie. Trudno jednak wyprzeć ze świadomości deszcz, który właśnie leje się z nieba!

 

 

 

Innsbruck 2018

 

VENT

Za chwilę ten miły asfalt się skończy, a my będziemy zmuszeni do powrotu.

 

 

 

Czas ucieka, a my uziemieni czekamy na zelżenie ulewy. Ruszamy w końcu, kuszeni przez wychodzące zza chmur słońce i od razu dostajemy po tyłkach fontannami wzbijanej z asfaltu deszczówki. Słońce praży jednak niemiłosiernie i asfalty schną w zawrotnym tempie. Chwilę potem jedziemy przez słoneczne tyrolskie Alpy, zapominając o ulewie. Ruch jest umiarkowany, rozmawiamy, delektujemy się widokami i niemożliwie soczystą zielenią pastwisk, krówki grają nam melodie na dzwonkach, świstaki zawijają w sreberka, chmury zbierają się na horyzoncie, a deszcz zaczyna znów padać. Super! Chowam aparat do plecaka (jestem jak prawdziwy alpejski szosowy turysta enduro), zakładam goretex. I co? I jadę dalej.

 

 

 

Innsbruck 2018

 

POGODA

Bliskość hotelu pozwala nam na odrobinę „brawury” i kontynuowanie jazdy. Pół kilometra dalej asfalt jest znów suchy.

 

 

 

ÖTZTAL

Dolina nie jest szczególnie szeroka i od Sölden pnie się w górę pod przyjemnym nachyleniem. Przed samym wyjazdem w seryjnym Krossie Vento 8.0 zmieniam kasetę na taką, by dysponować bardziej górskimi przełożeniami. Półkompaktowa korba i 32 zęby z tyłu powinny wystarczyć. Pada, ale w kurtce, w bezpiecznej odległości od hotelu, na podjeździe jest wystarczająco komfortowo, by kontynuować jazdę. Zdobywamy miejscowość Vent i dalej pniemy się wąziutkim asfaltem aż do Rofen, gdzie kończy się droga. Trzeba wracać. Zjazd do Sölden nasze organizmy odbierają już inaczej niż przyjemny podjazd. Trzęsiemy się z zimna i widzę niesamowite zaskoczenie Fabiana, gdy dwa kilometry od ciepłego hotelu Amy i ja nieśmiało wskazujemy głowami w kierunku Timmelsjoch. Znów wyszło słońce, i tak mamy mokre gacie, co nam szkodzi?

 

 

 

Innsbruck 2018

 

TIMMELSJOCH

Zjazd z przełęczy w alpejskiej scenerii.

 

 

 

PODJAZD W KIERUNKU TIMMELSJOCH

Jedzie się przyjemnie, podjazd nie jest stromy, czasem wypłaszcza się. Zbliża się wieczór i światło robi się ostre, a widoki dzięki temu jeszcze piękniejsze. Zaczyna mi się naprawdę podobać. Jesteśmy coraz wyżej, roślinność staje się bardzo alpejska. Limby, wielkie świerki, przejrzyste modrzewie i kolorowe dzikie kwiaty, wśród których mnóstwo jest purpurowych storczyków. Szacuję czas, jaki możemy poświęcić na podjazd, by bezpiecznie wrócić do hotelu na umówioną kolację – 1:30 pod górę, potem zjazd. Docieramy na parking przed bramkami do wjazdu na Timmelsjoch Hochalpenstraße. Stąd musimy wracać.

 

 

 

 

 

 

Fabian pokazuje zdjęcia z maja, gdy wybrał się na Timmelsjoch. Wąski pasek asfaltu między śnieżnymi ścianami, widok znany z Giro d’Italia, gdy kolarze wspinają się na wysokie przełęcze. Żałuję, że nie mamy już czasu, by jechać wyżej. Od granicy z Włochami dzieli nas zaledwie kilka kilometrów. Tędy wracają do Sölden zmordowani zawodnicy Ötztaler Radmarathon, mając do mety kilkanaście kilometrów zjazdu z delikatnymi zmarszczkami do pokonania. Zatrzymujemy się na chwilę, by popatrzeć na lodowiec. „Pamiętam, że kiedyś sięgał dużo niżej” – mówi Fabian, który od dwóch lat jest zawodnikiem elity, w związku z czym trudno nazwać go „starym góralem”. To smutna, „topiąca” serce informacja. Niedługo opowieści o alpejskich lodowcach staną się czymś w rodzaju legendy. Każdy, kto miał okazję widzieć lodowiec, wie, jakie to smutne.

 

 

 

 

 

 

 

TYROLSKA BEZPIECZNA PRZYGODA

Trzy dni spędzone w austriackim Tyrolu to przedsmak przygody, którą można tu przeżyć na szosie. W samej dolinie Ötztal rozpoczyna się kilka podjazdów w miejsca o niezwykłej urodzie. Jednocześnie to wszystko miejsca bliskie cywilizacji, a więc deszcz, załamanie pogody czy burczenie w brzuchu nie powinny być groźne. Obowiązkowym punktem programu podczas pobytu tutaj musi być podjazd do przełęczy Timmelsjoch, a i być może zjazd na włoską stronę i wspinaczka z powrotem. Przepiękny i ciężki podjazd Ötztaler Gletscherstraße czeka na mój powrót w te strony, podobnie jak wiele innych wąskich nieodkrytych asfaltów wiodących po zboczach tej urokliwej doliny.

 

 

 

 

 

 

Sam Innsbruck, będący miastem uniwersyteckim, jest tętniącą życiem alpejską metropolią, którą warto odwiedzić dla samego miasta. Jego początki sięgają średniowiecza (choć niektórzy twierdzą, że Hannibal przechodził tędy, przeprawiając się przez Alpy) i w mieście wciąż istnieje zabudowa z tamtych czasów. Gdy dobrze przeanalizować mapę współczesnej Europy, można dojść do wniosku, że za naszego życia mogą już nie trafić się równie ciekawe i równie bliskie mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. Nie wiem, czy nie jest to dobra okazja do odwiedzin tego regionu. Do zobaczenia zatem w Innsbrucku!

 

 

 

 

 

 

 

PLAN STARTÓW INNSBRUCK 2018

 

INNSBRUCK 2018 KOBIETY JUNIORKI

CZWARTEK, 27 WRZEŚNIA 2018

Rattenberg – Innsbruck

9:00–11:30

Całkowity dystans 71,7 km

Przewyższenie 975 m

1 krótka pętla w Innsbrucku

 

INNSBRUCK 2018 MĘŻCZYŹNI JUNIORZY

CZWARTEK, 27 WRZEŚNIA 2018

Kufstein – Innsbruck

14:30–19:00

Całkowity dystans 132,4 km

Przewyższenie 1916 m

2 krótkie pętle w Innsbrucku

 

INNSBRUCK 2018 MĘŻCZYŹNI ORLICY

PIĄTEK, 28 WRZEŚNIA 2018

Kufstein – Innsbruck

12:00–17:30

Całkowity dystans 179,9 km

Przewyższenie 2910 m

4 krótkie pętle w Innsbrucku

 

INNSBRUCK 2018 KOBIETY ELITA

SOBOTA, 29 WRZEŚNIA 2018

Kufstein – Innsbruck

12:00–17:00

Całkowity dystans 156,2 km

Przewyższenie 2413 m

3 krótkie pętle w Innsbrucku

 

 

INNSBRUCK 2018 MĘŻCZYŹNI ELITA

NIEDZIELA, 30 WRZEŚNIA 2018

Kufstein – Innsbruck

9:30–17:15

Całkowity dystans 258,5 km

Przewyższenie 4670 m

6 krótkich pętli w Innsbrucku + 1 długa (Höll)

 

 

WIĘCEJ INFORMACJI NA: innsbruck‑tirol2018.com

 

 

Tekst ukazał się w TOUR 3/2018

 

Jego wersję elektroniczna znajdziecie w eKiosk.

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Anna Tkocz
Zdjęcia: Anna Tkocz

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x