Góry Sowie przewodnik kolarsko-kulinarny 

Kategorie:

Drogi asfaltowe w Górach Sowich od kilku lat zmieniają się na lepsze, dając wiele możliwości do trenowania, a przy okazji zwiedzania i podziwiania zabytków kultury przemysłowej (w tym tych związanych z nazistowskimi projektami z czasów II wojny światowej o nie do końca znanym przeznaczeniu) oraz oczywiście czerpania czystej przyjemności z samej jazdy. Choć Góry Sowie nie są wysokie, najwyższy szczyt Wielka Sowa ma 1015 m n.p.m., dla chętnych nabicie dużej liczby przewyższeń na niewielkim dystansie nie będzie problemem. Wymagają dobrej kondycji na stromych podjazdach oraz odpowiednich umiejętności na zjazdach po serpentynach. Nadal bez problemu da się jednak wytyczyć tam łatwiejsze trasy, z którymi każdy powinien sobie poradzić. I w tym miejscu zaczyna się nasza historia.

 

 

Biedronka, Biedronka – tam znajdziesz wszystko. Parking na pewno!

 

 

TRASA 1. Sobota we wtorek

 

Czerwcowy wtorek, godzina siedemnasta z minutami. Spotykamy się u podnóża Gór Sowich, w Pieszycach, na parkingu przy Biedronce, obok skrzyżowania dróg prowadzących na Bielawę i Dzierżoniów. Miejsce to jest często punktem zbornym kolarzy, grup mniej lub bardziej zorganizowanych. Tak naprawdę spotykamy się tam po raz drugi. W sobotę, cztery dni wcześniej, koszmarna pogoda skutecznie zniweczyła ambitne plany. Nasza ekipa tym razem liczy sześć osób i „zabawa” zaczyna się już od samego startu. Wiemy, że na objazd Gór Sowich może nie starczyć nam czasu, ponieważ zaplanowana trasa liczy 88 km i ponad 2000 m przewyższenia, ale nie tracimy nadziei, szykując się do jazdy. 
Na pierwszy ogień wybieramy podjazd na przełęcz „Passo Jugowska”, nazywaną tak żartobliwie na wzór słynnych włoskich odpowiedników. Przełęcz Jugowska ze względu na swoje malownicze zbocza stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Górach Sowich. Koniec podjazdu znajduje się na wysokości 801 m n.p.m. i dojeżdża się do niej od strony Pieszyc, przez serpentyny zaczynające się przy końcu wsi Kamionka. Odcinek liczy około 6 kilometrów, ze średnim nachyleniem 5%. Trzeba przyznać, że to jeden z najprzyjemniejszych podjazdów w okolicy w ogóle. Na szczycie przełęczy znajduje się punkt gastronomiczny zwany Akwarium. Zważywszy, że to dopiero początek wycieczki, tym razem nie tracimy czasu na postój, ale miejsce godne jest polecenia. Słodkim wynagrodzeniem wjazdu na przełęcz jest zjazd w kierunku Sokolca, małej miejscowości z uroczymi widokami oraz kilkoma knajpkami przy drodze, gdzie również można odpocząć i dobrze zjeść. Zdecydowanie zalicza się do nich Oberża PRL, położona przy głównej ulicy, z typową polską kuchnią.

 

 

Passo Jugowska nie dłuży się, szczególnie w dobrym towarzystwie

 

 

Hej, Sokoły!

 

Nie zatrzymujemy się. Zaczynamy kolejny podjazd, tym razem na Przełęcz Sokolą. Mamy dwa warianty do wyboru, lżejszy i trudniejszy, wymagający lepszej kondycji. Wybieramy wariant ambitniejszy, prowadzący na przełęcz od kościółka w Sokolcu, przez mostek, wąską drogą ze średnim nachyleniem 14% na odcinku 800 metrów. Podobne ścianki sprawiają, że trzeba konkretnie nacisnąć na pedały. Dojeżdżając na szczyt, mijamy piękne domy wybudowane z bali. Można zarezerwować tam noclegi z fantastycznym widokiem w kierunku Gór Bardzkich, Suchych i Stołowych, widać nawet Zieleniec w Górach Orlickich, położony ponad 60 km dalej. Zmęczeni? Na szczycie znajdą się kolejne możliwości postoju, w Karczmie pod Sową i naprzeciwko w Szyprówce, położonej na podjeździe w kierunku schroniska Orzeł. To miejsce wyróżniające się słonecznym tarasem i dużym wyborem polskich piw. Znów nie zatrzymujemy się, zmierzając w dół, w stronę Walimia. Po drodze mijamy Sowią Grapę, gdzie zjecie nie tylko smaczny obiad, ale i pyszny deser. Kilkaset metrów niżej skręcamy w lewo, w ledwo widoczną wąską drogę asfaltową (która nie jest utrzymywana w sezonie zimowym!). Pasące się owce oraz widok na masyw Wielkiej Sowy tworzą klimat przenoszący w inną rzeczywistość. Podhale? Kolarze, którzy pokonywali ten odcinek w ramach Górskich Mistrzostw Polski, nie mieli za bardzo czasu, by go podziwiać. A jest czego żałować! Po chwili znajdujemy się na szczycie w miejscowości Sierpnica (727 m n.p.m.). Łapiemy dolny chwyt, trzymając kurczowo kierownicę, bo w mgnieniu oka rozpędzamy się jak pociski po bardzo wąskiej drodze wśród domków jednorodzinnych. Warto rzucić tam okiem na zabytkowy, częściowo drewniany kościół z cmentarzem. Budowla ma historię sięgającą 1399 roku i wpisana została na listę zabytków rejestru Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Moment na uchwycenie jej piękna i po chwili skręcamy w prawo, pod górę. Przejeżdżamy nad podziemnym miastem Osówka, gdzie w czasach II wojny światowej powstał ogromny system podziemnych korytarzy i hal. Cel tych prac utrzymywany był w tajemnicy (być może miała to być tajna kwatera Hitlera?). Kierujemy się dalej na Kolonię Górną, a następnie zjeżdżamy w dół do centrum Walimia. Zjeżdżając z Kolonii Górnej, patrzymy w prawo. Wyłania się tam widok na panoramę miasta, ale w tym momencie lepiej się skupić na drodze. Jest stromo! Minus 10% przez prawie 2 kilometry, a przy zagapieniu się można wypaść z zakrętu! 

 

Odcinek Rzeczka – Sierpnica – Kolonia Górna – Walim był częścią trasy Górskich Szosowych Mistrzostw Polski w Walimiu. My akurat jechaliśmy w kierunku przeciwnym niż zawodnicy, czyli obraliśmy łatwiejszy wariant. 

 

 

W kierunku Sokolca!

 

 

Jezioro Bystrzyckie

 

Dojeżdżając do centrum, przejeżdżamy przez mostek, skręcamy w lewo w główną ulicę i zaraz odbijamy w prawo, kierując się za znakiem na Glinno. Kolejny podjazd o długości 1,37 km ma przeciętne nachylenie 6 procent. Wesołym akcentem są donice, czy raczej spodnie, z kwiatami, stojące przy płocie jednego z domów. Od lat rozweselają tych bardziej spostrzegawczych. Szybka fota na pamiątkę i jedziemy dalej, podjazdem przez Nową Kolonię na szczyt, skąd rozpościera się widok na Wielką Sowę. Trzymając się głównej drogi, jedziemy do Glinna, gdzie startuje bardzo ciekawy podjazd w kierunku Przełęczy Walimskiej. My jednak zmieniamy kierunek i zamiast w prawo skręcamy w lewo, za kościołem jedziemy w prawo na Boreczną. Gdy zjeżdżamy ze szczytu Borecznej, wita nas zjazd o nachyleniu 11 procent, prowadzący przez kolejną miejscowość Michałkowa w kierunku Jeziora Bystrzyckiego. Trwa to dłuższą chwilę, odcinek liczy niemal 4 km. 

 

W Zagórzu, przy jeziorze, decydujemy się skręcić w lewo i zobaczyć nowo wybudowany most multimedialny. Poprzednio chętnych witał wiszący most z 1968 r., słynny z łatwości wywoływania drgań i bujania przez podskakiwanie. Nowy most jest betonowy, po zmroku oświetlony kolorami. Widać z niego duży hotel z restauracją Maria, domkami letniskowymi, kajakami i rowerami wodnymi, sentymentalnie nawiązujący do czasów PRL-u. Z drugiej strony na tle drzew wyrasta wieża zamku Grodno na górze Choina. Zamek wzniesiony został najprawdopodobniej przez Bolka I, księcia świdnicko-jaworskiego. Początkowo był największym zamkiem na Śląsku, wart jest zwiedzenia. Prowadzi tamtędy szlak turystyczny, ale na rowerze szosowym wjechać się nie da! Będąc przy jeziorze, trzeba koniecznie zahaczyć o tamę, zbudowana w 1917. Jej długość w koronie wynosi imponujące 230 m, a wysokość 44 metry, aż strach się wychylić!

 

 

Im bliżej Walimia tym robi się ciekawiej, a to nie koniec wycieczki

 

 

Malowniczy powrót

 

W związku z tym, że zaczyna się ściemniać, musimy zmodyfikować trasę tak, by szybko dojechać do punktu, gdzie zostawiliśmy auta. Z Zagórza kierujemy się więc na Makowice, przejeżdżając obok pałacu z 1875 r. Obiekt jest częścią zespołu pałacowego, w skład którego wchodzi park z XVII-XIX w. Obecnie znajduje się tam winnica, gdzie w każdą sobotę w godz. 12:00-18:00 można degustować lokalne trunki. Zachód słońca zastaje nas wśród pól. Ostatnie dwadzieścia kilometrów pokonujemy bardzo szybko.

Plan na ten dzień był ambitniejszy, trasa miała być niewiele dłuższa, ale za to dwukrotnie więcej przewyższeń. Ostatecznie wyszło 77 km i ponad 1100 m przewyższeń – a tutaj znajdziecie naszą trasę.

 

 

Jezioro Bystrzyckie i śpiewająca kładka oraz zapora na drugim końcu

 

 

TRASA 2. Do Czech to ja mam za darmo

 

Jeżdżąc po Górach Sowich, grzechem byłoby nie zajrzeć do naszych południowych sąsiadów. Ślad nie poprowadzi was jednak po najkrótszej drodze do Czech, najpierw trzeba będzie pokonać kilka podjazdów i trochę się namęczyć. 

 

Miejsce startu – Zagórze Śląskie. Przy głównej drodze jest parking, gdzie można zostawić auto. Ruszając z parkingu, kierujemy się w stronę Lubachowa. Już mamy pierwszy podjazd, choć zaczyna się niewinnie od 4%, po chwili licznik wskazuje jakieś 23%! Jedziemy wąską drogą w stronę szczytu Palczyk. Stamtąd zjeżdżamy do miejscowości Dziećmorowice. By uniknąć większego ruchu ulicznego, jedziemy ulicą Bystrzycką i Głuszycką w kierunku Olszyńca. Ze szczytu można skręcić w prawo na Jedlinę-Zdrój. Jedlina, położona między pasmem Gór Sowich i Wałbrzyskich, u podnóża Góry Borowej (853 m n.p.m.) znana jest jako miasto uzdrowiskowe. Na szczycie znajduje się wspaniała, ażurowa wieża widokowa, na którą warto wybrać się pieszo lub na rowerze MTB. Po skręcie na Głuszycę mijamy Browar Jedlinka, gdzie można kupić lokalne piwo, ale i dobrze zjeść. W Głuszycy jedziemy najpierw w kierunku Grzmiącej, później Rybnicy Leśnej. Drogą wśród drzew i majestatycznych skał dojeżdżamy do skrzyżowania w Rybnicy, skąd kręcąc w lewo, można podjechać i zobaczyć kamieniołom melafiru, a kawałek dalej podjechać do schroniska Andrzejówka i uzupełnić zgubione po drodze kalorie. My skręcamy w prawo na Wyżyny Unisławskie, później odbijamy w lewo w kierunku Mieroszowa. Po drodze mijamy Sokołowsko, miasteczko z piękną architekturą, choć nieco zaniedbane. Warto tam zajrzeć, a przy okazji zjeść pyszną bezę Pavlova w Kawiarence Smaków. Kontynuując wycieczkę, zmierzamy do Mieroszowa i granicy polsko-czeskiej. Dojeżdżamy do niej łagodnym podjazdem po drodze o szerokości zaledwie jednego auta osobowego. Na szczycie pojawią się słupki graniczne. Ahoj! Czechy witają. Od razu widać, że jesteśmy poza granicami naszego kraju. Czuć czeski klimat, ludzie żyją tu dużo spokojniej i na luzie. 

 

Czeskie atrakcje

 

W miejscowości Zdonov koniecznie trzeba dojechać do skalnego miasta Ardspach położonego na terenie Narodowego Rezerwatu Przyrody i popatrzeć na cuda natury. Następnie jedziemy przez Teplice nad Metuji drogą 30110 w kierunku na Mezimesti (gdzie można zjeść czeski obiad w restauracji Svejk), wytyczona trasa prowadzi jednak bezpośrednio do miasteczka Jetrichov, a następnie przez Hyncice aż do spokojnego w tygodniu miasteczka Janovicky. Są tam przynajmniej dwa miejsca warte spędzenia w nich trochę czasu. Zjecie coś w dwóch czynnych restauracjach Zamecek i Vyhlidka. Z tego miejsca są wspaniałe widoki. Znajdują się tam wyciągi narciarskie, a zimą odbywają się też zawody psich zaprzęgów. Stąd już bardzo blisko do granicy Polski szlakiem przez przełęcz pod Czarnochem, nawierzchnia wymaga jednak odpowiednich opon. W związku z tym, wracając do kraju, zjeżdżamy z powrotem w dół, kierując się już bezpośrednio na barokowy klejnot architektoniczny, czyli miasto Broumov. Znajdziecie tam klasztor Benedyktynów, którego historia sięga 1250 r., uroczy rynek, piękne kamienice i uliczki. Przy samym Broumovie, we wsi Olivetin, produkowany jest Opat, bardzo znany i lubiany na terenie Gór Sowich. Tutejsze tradycje piwowarskie sięgają średniowiecza. Koneserzy piwa mogą się wybrać na zwiedzanie browaru i kontemplowanie smaku trunku. 

 

Powrót

 

Kończymy wizytę w Czechach, kierując się w stronę granicy bocznymi drogami o bajkowych widokach. Z Broumova trasa prowadzi przez miasteczko Sonov. Jedziemy wzdłuż potoku w kierunku Tłumaczowa. Chłonąc sielskie klimaty, można praktycznie nie zauważyć, kiedy mija się granicę. Z Tłumaczowa kierujemy się w lewo na Włodowice. Przez kilka kilometrów pniemy się do góry na Krajanów przez Dworki, aż do Świerka. W tym miejscu jest kamieniołom, który zachwyca kolorem wody. By go zobaczyć, trzeba jednak wjechać na wzgórze, a nawierzchnia jest momentami pokryta luźnymi kamieniami. Dla widoku warto nawet podejść. Jadąc dalej naszą trasą, dojeżdżamy w Świerkach do drogi Nowa Ruda – Wałbrzych, następnie do miejscowości Kolce, skąd trasa prowadzi prosto do Głuszycy. Wjeżdżając do Głuszycy, kierujemy się do centrum miasta, gdzie skręcamy na ulicę Bohaterów Getta, równoległą do drogi głównej. Przejeżdżamy pod wiaduktem Kolei Sowiogórskiej, linii liczącej ok. 62 km, której projekt opracowano w latach 1895-1896. Miała być atrakcją turystyczną oraz służyć do transportu węgla z kopalń w Słupcu i Nowej Rudzie do Dzierżoniowa. Wysokość wiaduktów robi ogromne wrażenie. Końcówka trasy prowadzi przez Olszyniec z powrotem do Zagórza.

 

Całkowity dystans liczył 129 km i 1610 m przewyższenia. Tutaj znajdziecie naszą trasę

 

 

Szybki powrót, w tle Ślęża. Góry Sowie czekają na chętnych!

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Agata Hamera
Zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski, Szary Szum
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x