Dziennik Gravelowy #9 – Garmin Gravel Race

Kategorie:

niedziela, 10.10.21

5:00
Budzik podrywa mnie na nogi. Za godzinę powinienem ruszyć do oddalonego o 100 km Świeradowa-Zdrój. Zakładam soczewki, ogarniam poranną kawę i sprawdzam prognozę pogody na najbliższe godziny: ohoho! Na Dolnym Śląsku -2º C! W plecaku lądują dodatkowo opaska na uszy i zimowe rękawice. Nogi opatulę merino-nogawkami, a na górę założę koszulkę termiczną i merino-softshell. Dwa bidony zalewam „magicznym wywarem Panoramiksa” (jedzenia na wyścig nie zabieram – organizator zagwarantował  aż 3 „paśniki” wzdłuż trasy) i pakuję mojego grawela, niebieskiego „Meridosa” na bagażnik.

6:00
Wyjeżdżam samochodem w ciemnościach. Temperatura wciąż minimalnie poniżej zera. Nie szkodzi, że zimno – GGR to będzie wisienka na torcie grawelowych imprez w tym roku: trasa dystansu Expedition to ok. 65 km poprowadzona po pięknych Górach Izerskich – czołowej, rowerowej miejscówce w Polsce. Organizatorzy z warmińsko-mazurskiego, czyli wywodzące się z triathlonu Labosport oraz stowarzyszenie PO PROSTU SPORT, zorganizowali dzień wcześniej odprawę on-line, na której opowiedzieli m. in. o trasie i jej ciekawszych odcinkach, logistyce zawodów, a także odpowiadali na pytania, np. o dętki ratunkowe na punktach odżywiania (nie będzie). Brak niewiadomych = brak niemiłych niespodzianek.

7:30
Zbliżam się do Świeradowa. Na jesiennym termometrze -2º C. Po co ja będę marznął i co ja tu robię w taką „polarną” niedzielę? Nie pomagają foto-relacje Kasi z Monaco. Oni tam z Grzegorzem pedałują w +30…. Widzę Ski&Sun, parking prawie pusty, miejsce startu już żyje, jest głośno. Dobra – Graweloza wraca do mojego krwiobiegu.

8:00
Bardzo lubię przedstartową atmosferę, ten lekki stresik ogarniający uczestników. Pani po lewej nerwowo dopasowuje nogawki, pan po prawej energicznie dopompowuje oponę, ktoś pilnie poszukuje toalety. Ja tymczasem biegnę lekko zmarznięty po pakiet startowy. Jest gęsto, stoiska reklamowe, kawa. W punkcie informacyjnym otrzymuję torbę sponsora z nr startowym, czerwoną flanelką z nadrukiem imprezy, precelkami, musem owocowym i talonem na fajrantową zupę! Myślę, że jestem gotowy, ale ostatecznie robię to, co inni przed chwilą: dopasowuję nogawki, dopompowuję oponę i zahaczam o WC (płatne 2 zł).

8:30, 0 km
Startujemy! Około 150 grawelowców przejeżdża honorowo, bez wyprzedzania przez 200 m i potem ostro z ul. Strażackiej! Ahoj przygodo – jedziemy!

1 km
No już nie tak ostro, bo ciągle podjeżdżamy na Stóg Izerski i będziemy się tak wspinać jeszcze przez 6,5 km. Jedziemy tym łagodniejszym podjazdem, a nie słynną „katorgą”. Powietrze ma już dodatnią temperaturę, a pracujące ciało jest dobrze rozgrzane.

5 km
Faworyci już odjechali, bo na takich podjazdach następuje wyraźna selekcja. Ja łączę przygodę z umiarkowanym ściganiem, więc trzymam się w połowie stawki. Zimno w nos, nasuwam na twarz chustę.

7,5 km
Wreszcie w dół. Wzniesienie miało +500 m w górę na 7,5 km, ze średnim nachyleniem 8% (maks. 17%).

11 km
Wjeżdżamy Głównym Szlakiem Sudeckim (GSS) na Polanę Izerską należącą do Izerskiego Parku Ciemnego Nieba – miejsca idealnego do obserwacji nocnego, niezanieczyszczonego światłem nieba. Tutaj znajduje się 1. Punkt Żywieniowy (bez dętek). Pędzę dalej, w dół.
P. S. Teraz gwiazd nie widać.

15 km
Koniec siedmiokilometrowego zjazdu. Było zimno.

17 km
Macham do naleśników biszkoptowych z Chatki Górzystów na Hali Izerskiej. Następnym razem wpadnę na dwa.

19 km
Mijam planetę karłowatą Pluton i jego księżyc Charon – obiekty izerskiej ścieżki astronomicznej.

28 km
Rozdroże pod Cichą Równią. Czerwone tablice nawigujące trasą Expedition wskazują w prawo. Wrócę tu jeszcze na 38 km, by pojechać na wschód. Trasa jest oznaczona perfekcyjnie. Wspomniane czerwone tablice/kierunkowskazy uzupełniają liczni wolontariusze wskazujący kierunek jazdy w niejednoznacznych miejscach. Na asfaltowych odcinkach namalowano też strzałki z opisem GGR lub Gravel. Niesamowite! Nawigacja „dla opornych”, klasa światowa! Na metę trafiłbym bez rowerowej nawigacji.

32 km
Po prawej stacja turystyczna Orle. Chętnie bym się ogrzał, ale zmieniam tylko rękawice na zimowe i ruszam grawelową autostradą do Jakuszyc.

35 km
Krótka przerwa na 2. Punkcie Żywieniowym w Jakuszycach. Myk i mnie nie ma.

40 km
Odcinek specjalny, czyli błotna przeprawa przez Drogę bez Łaski. Rower zarzucam na ramię jak przełajowiec i rozgrzewam inny typ mięśni. Kolega próbował ostro przejechać – trochę się ubrudził to mało powiedziane.

48 km
Jestem już zmęczony i zmarznięty. Widok monumentalnej, odkrywkowej kopalni kwarcu „Stanisław” zawsze przyprawiał mnie o dodatkowe dreszcze. To tutaj jest „największa w Europie żyła czystego kwarcu o długości 7 km i szerokości 300 m” doczytałem w udostępnionym przez organizatorów Racebook’u.

51 km
Sine Skałki okazały się pechowe dla jednego z uczestników – szybka wymiana dętki lub knebel w systemie bezdętkowym powinien załatwić sprawę. Tutaj zaczyna się 9 km zjazd z 580 m obniżeniem – pęd zimnego powietrza, palce bez czucia i przemarznięte poliki. Taka jazda tylko w górach!

60 km
Koniec „polarnego” zjazdu i 3. Punkt Żywieniowy. Nie zatrzymuję się, bo dalej jest pod górę Drogą Tartaczną, a to nadzieja na rozgrzanie.

64 km
Wjeżdżamy na słynne świeradowskie single. Odcinek zjazdowy do prostych nie należał, ale potem był już tylko flow…

67 km
Ostatnie metry wzdłuż trasy kolei gondolowej i upragniona meta! Pamiątkowy medal na szyi.

13:00
Już po zawodach. Fajrantowa zupa nawet mnie rozgrzała. Pokonałem 67 km trasy poprowadzonej po szutrach, błocie, leśnych drogach i singlach Gór Izerskich z 1500 m przewyższeń. Postawiłem wyścigową „kropkę nad i” w moim grawelowym, debiutanckim 2021 roku. Wielkie brawa dla organizatorów GGR: bogaty pakiet startowy, godny fajrant, trasa oznaczona perfekcyjnie, trzy punkty żywnościowe na raczej krótkiej trasie to grawelowy „Wersal”.

13:10
Zbieram się do domu. Niestety nie dotrwam do ceremonii dekoracji zwyciezców i zakończenia imprezy. Resztę niedzieli spędzę już w domu.

Dobrze, że tu byłem. Na rowerze.

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Kurpiński
Zdjęcia: Garmin Gravel Race, Manuel Uribe
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x