DROGA PRZEZ MĘKĘ: Ultra Sudety Gravel Race

Kategorie:

„Po co mi to?” Najczęściej pojawiająca się myśl w głowach kolarzy długodystansowych. W jaki sposób radzą sobie z tym pytaniem, ostatecznie przekłada się na ukończenie (bądź nie) wyścigu. U mnie pojawia się zazwyczaj w drugiej dobie jazdy, gdy poziom zmęczenia jest już duży, niedospanie daje o sobie znać, każda drobnostka zaczyna przeszkadzać. Co sprawia, że mimo wszystko jedzie się dalej?

Start sezonu

Ultra Sudety Gravel Race był wyścigiem, który wpisałam w swój kalendarz od razu, gdy tylko na Facebooku pojawiły się pierwsze informacje. Uwielbiam Sudety. Zawsze były przyjemną, szutrową odskocznią od wymagających, zadziornych i kamienistych szlaków Beskidów, gdzie mam najbliżej i z racji położenia jeździłam najczęściej. To miał być start sezonu! Po PGR i Carpatii Divide, które z lewej do prawej objeżdżają beskidzkie klasyki, przyszła pora na ultramaraton prowadzący przez Sudety.

Ultra Sudety Gravel Race

Czyż nie działają na wyobraźnię? Góry Stołowe, Bystrzyckie, Bialskie, nawet mocno kamienisty Śnieżnik? Niestety, USGR skończył się dla mnie w około 32. godzinie od startu, tuż przed Srebrną Górą. Tym razem pytanie „po co mi to” powracało ze zdwojoną siłą. Doskwierający upał, niedospanie, skumulowane z ostatnich dwóch tygodni, i nieco inne oczekiwania związane z trasą. Tym razem miałam za mało siły, by zlekceważyć pytanie‑bumerang. Co więcej, mam wrażenie, że dostałam nim prosto w głowę.

Różny punkt widzenia

Ultra Sudety Gravel Race nie jest łatwym wyścigiem. Świadczy o tym zarówno mała liczba osób, które zdecydowały się w nim wystartować, jak i liczba tych, którzy go ukończyli. Sama przejechałam tylko połowę trasy, dlatego zadałam kilka pytań innym zawodnikom, z zupełnie różnym doświadczeniem i nastawieniem do ścigania. Dla Moniki USGR był pierwszym ultra w karierze, dla Mariusza po prostu kolejnym do ogolenia bez spania i oglądania się za siebie.

Wspominam tylko dobre momenty

MONIKA PODOS, BYŁA ZAWODNICZKA Z LICZNYMI SUKCESAMI MARATONOWYMI, Z ZAWODU DIETETYCZKA, Z ZAMIŁOWANIA PASJONATKA DWÓCH KÓŁEK I AKTYWNOŚCI NA ŚWIEŻYM POWIETRZU

Tegoroczny USGR to twój debiut w ultra. Dlaczego zdecydowałaś się akurat na ten wyścig? I co skłoniło cię do startu w długodystansowej imprezie?

Zdecydowanie ciekawość. Mam kilku znajomych ultrasów, natrafiałam na kolejne relacje z długodystansowych imprez. W zeszłym roku nawet, będąc w Piwnicznej, spotkałam uczestników Carpatia Divide, którzy jechali bez spania. Coraz więcej było tego ultra wokół mnie, w związku z czym zaczęły pojawiać się myśli, że może by tak spróbować? Do tej pory brałam udział w krótkich, jednodniowych imprezach lub 4czy 6‑dniowych etapówkach, ale to zupełnie inny rodzaj jazdy. Od długich dystansów zawsze odstraszała mnie konieczność zabierania ze sobą dużej ilości rzeczy, ale oglądając w relacjach sety startowe uczestników, doszłam do wniosku, że może nie będzie tak źle. Z czasem, myśląc, co zabrać i jak to spakować, zrozumiałam, że to też element zabawy. Początkowo chciałam wystartować w innej imprezie, ale przespałam rejestrację. Jak zobaczyłam zajawkę USGR, pomyślałam, że to może być nawet lepsza opcja. Na tyle, na ile znam te góry, wiedziałam, że na pewno będzie pięknie.

Ultra Sudety Gravel Race

Jak wyglądały przygotowania do pierwszego startu? Na czym jechałaś?

Od strony fizycznej przygotowania wyglądały standardowo, jak zwykle. Zimą trenażer, jazda na zewnątrz w sprzyjających warunkach pogodowych, a do tego biegówki. Wiosną kontynuowałam treningi na zewnątrz. Długo jeździłam na rowerze gravelowym, będąc pewną, że to na nim zmierzę się z długim dystansem. Chciałam wyeliminować ewentualne problemy z pozycją na rowerze. W głowie jednak pojawiało się pytanie, czy w górach na tak długim dystansie amortyzacja nie jest jednak zbawieniem? Udało się wygospodarować jeden z weekendów na rekonesans trasy. Wybraliśmy z Mateuszem (mężem) kilka odcinków i dość szybko stwierdziłam, że jazda tam gravelem nie będzie dla mnie najszczęśliwszą opcją. Trochę byłam wtedy zawiedziona, nastawiłam się na jazdę z barankiem, co miało być złotym środkiem między szosą a MTB, dającym możliwość przejechania z niezłą dla mnie średnią. Myślałam nawet o rezygnacji ze startu, ale szkoda mi było czasu, który już poświeciłam na analizę trasy i inne przygotowania. Zmiana roweru trochę skomplikowała sprawę pakowania się. Mój full mieści tylko jeden bidon, i to mały. Dodatkowo rower, choć lekki jak na fulla, to wciąż ponad dwa dodatkowe kilogramy w stosunku do gravela. Postanowiłam nie zmieniać opon na mniej agresywne, bo wiedziałam, że już bym ich potem do niczego nie wykorzystała.

Zaakceptowałam też fakt, że będę wyła na asfalcie i zostawię tam połowę bieżnika. Zrezygnowałam z opuszczanej sztycy, dzięki temu zaoszczędziłam trochę masy i mogłam bezpiecznie zapiąć większą torbę podsiodłową. Ostatecznie udało się zapakować w 9‑litrową podsiodłówkę, torebkę na podręczne rzeczy na górnej rurze i nerkę z bukłakiem. Na kierownicy miałam jeszcze dopiętą równolegle dodatkową rurkę, na której mogłam zaczepić nerkę na podjeździe. Pakowanie wyszło całkiem nieźle, nie wzięłam żadnych zbędnych rzeczy.

Miałaś konkretny plan na wyścig, czy raczej jechałaś bez planu, z myślą, że co będzie, to będzie?

Ultra Sudety Gravel Race
MONIKA PODOS: „Zmiana roweru trochę skomplikowała sprawę pakowania się. Mój full mieści tylko jeden bidon, i to mały”.

Mój plan sypnął się zaraz po objeździe fragmentów trasy. Początkowo chciałam zmieścić się w dwóch dniach, ale po rekonesansie wiedziałam, że to nie ma szansy się udać. Od początku też nie brałam pod uwagę opcji jazdy bez spania. Nigdy nie jechałam tak długo bez przerwy, nie chciałam więc podejmować ryzyka. Bałam się też, że wydajność mojej jazdy po nieprzespanej nocy spadnie na tyle, że w ostatecznym rozrachunku wyjdzie na to samo, ale przy gorszym samopoczuciu. Odpadało też spanie pod chmurką, mimo sprzyjającej pogody i towarzystwa męża. Bez ekwipunku biwakowego bałabym się, a ekwipunek to dodatkowy bagaż. Dodatkowo obawiałam się, że taki sen nie byłby w moim wykonaniu zbyt regenerujący. Wybrałam opcję poświęcenia czasu na znalezienie noclegu i przespanie się w łóżku. Oceniam, że to był dobry wybór. Prysznic i około 4 godziny snu całkiem dobrze mnie odświeżyły. Udało się nawet przeprać spodenki, na wypadek trzeciego dnia jazdy. Na pierwszy dzień udało się zrealizować plan maksimum, czyli nocleg w Lądku‑Zdroju. W obawie przed problemem z zapadnięciem w sen (zdarza mi się po bardzo ciężkiej jeździe, słyszałam też o tym w wielu relacjach ultrasów) zrezygnowałam pierwszego dnia z przyjmowania kofeiny, której zwykle nie odmawiam w żadnej formie. Mimo obaw, sen przyszedł szybko.

Nie wszystko jednak poszło po mojej myśli.  Analizując trasę, miałam nadzieję na nocleg tuż obok stacji benzynowej, dzięki czemu niezależnie od godziny startu dzień mógłby się zacząć i od zakupów, i od kawy. Próba rezerwacji zakończyła się jednak niepowodzeniem ze względu na możliwość przyjazdu najpóźniej o 21. Udało się znaleźć alternatywę. Dzień zaczął się co prawda bez kawy, ale za to z zakupami w dopiero co otwartej Żabce. Dalszy plan okazał się niewiadomą. Z jednej strony był pomysł na jazdę w nocy, z drugiej, nie wiedziałam, czy dam radę, więc dopiero wieczorem miałam zdecydować, czy szukać znowu noclegu czy jechać. Drugi dzień był bardzo wymagający, nie tylko ze względu na trasę, ale i pogodę. Odsłonięte podjazdy i trawersy w temperaturze 35 stopni dawały mocno w kość. Dodatkowo akurat na tych fragmentach mało było miejsc, gdzie dało się uzupełnić wodę czy schłodzić w strumieniu. Zwykle dobrze znoszę upały, ale to był chyba pierwszy dzień takiej pogody w tym roku, więc brakło aklimatyzacji do warunków, a do tego doszło kumulujące się zmęczenie. Tuż przed startem, znając prognozy pogody, zabrałam z auta małą szmatkę z mikrofibry, która okazała się zbawieniem. Moczona w wodzie i nakładana na kark i nogi dawała przyjemną ulgę.

Ultra Sudety Gravel Race
Sam opis trasy niekoniecznie oddaje to, co czeka na zawodników.

Tego dnia zmierzyłam się z niezliczoną ilością kryzysów, do wieczora miałam przejechane o wiele mniej, niż trochę się zasiedzieliśmy i zagadaliśmy z innymi uczestnikami podczas postoju na stacji i już trochę zaczęły opadać powieki, ale udało się ruszyć w dalszą drogę, jak to powiedział jeden z kolegów na stacji: „zanim pomyślę, że to bardzo głupi pomysł”. Założyłam świeże, wyprane w Lądku spodenki, to był dobry pomysł. Trochę mieliśmy szczęście, trafiliśmy na dużo asfaltowych odcinków, łatwych do nawigacji, widokowo nie straciliśmy zbyt wiele. Gdy zaczęliśmy zdobywać kolejne, wyższe pasma, akurat wschodziło już słońce. Światło, mgły w dolinach dawały super klimat. Zjazd w zamglone doliny dawał też niezłe orzeźwienie, było tam około 5 stopni. Myślę, że mieliśmy szczęście, trafiając o tej porze na takie widoki. Rano, gdy zaczął dawać o sobie znać brak snu, przyszedł czas na stosunkowo długi podjazd na Przełęcz Trzech Dolin, co okazało się całkiem sprzyjającą okolicznością do nierobienia przystanków. Cel? Jechać, byle nie zamykać oczu.

U góry miało być śniadanie w schronisku Andrzejówka. Dotarliśmy tam 10 minut przed otwarciem, postanowiliśmy zaczekać na kawę i jajecznicę. Z jednej strony chciało się jeść, z drugiej nie za bardzo wchodziło. Zeszło tu znowu dość długo, słońce zaczynało przypiekać. Do mety pozostawało około 30 km. Z mapy i profilu wnioskowała, że nie będą to bardzo wymagające odcinki, ale okazały się najbardziej dłużącymi się trzydziestoma kilometrami w moim życiu. Było chyba jeszcze cieplej niż poprzedniego dnia, a tym razem trasa wiodła odsłoniętymi asfaltami. Senność minęła, było już tylko ogólne zmęczenie. Wyraźnie zaczęłam odczuwać odwodnienie i pierwsze oznaki przegrzania. Przystanki w cieniu i nieplanowane zakupy okazały się konieczne. Na moim Wahoo patrzyłam już tylko na odliczane kilometry „to go”, a ich w ogóle nie chciało ubywać. Gdy dojechałam na metę, poczułam wielką ulgę, że nie muszę już jechać. Było tak gorąco, że chwilowo nie chciało się żyć.

Ultra Sudety Gravel Race
SPAĆ CZY NIE SPAĆ? „Od początku nie brałam pod uwagę opcji jazdy bez spania. Nigdy nie jechałam tak długo bez przerwy, nie chciałam więc podejmować ryzyka”.

Jakie emocje towarzyszyły ci na trasie?

Zgodnie z oczekiwaniami pojawiły się chyba wszystkie możliwe. Była radość z widoków i obcowania z przyrodą, była złość na siebie („co ja wymyśliłam?!”) z jednoczesnym „nigdy więcej takich głupich pomysłów”. Była też wątpliwość podczas kryzysów, czy w ogóle dam radę. W drugi dzień nawet myśl o zejściu z trasy. Obstawiałam jeszcze, że zaliczymy z mężem na trasie jakiegoś focha, ale udało się bez tego. Na szczęście teraz wspominam tylko dobre momenty. Szczęście dopisało i udało się przejechać trasę bez żadnych przygód.

Podobał ci się twój pierwszy wyścig?

Z perspektywy tygodnia, jaki minął od ukończenia, uważam, że to była świetna przygoda. Normalnie nie ma szans, żebym znalazła się o 5 rano w górach, a te widoki i klimat są tego warte. Było tak, jak się spodziewałam i nastawiłam, ale dopiero po rekonesansie. Wcześniej miałam zupełnie inne wyobrażenie na temat trasy. Po USGR jestem zadowolona z debiutu, choć jest pole do poprawy w kwestii rozłożenia sił. Jedyne, co mnie zaskoczyło, to kwestia jedzenia i picia. Myślałam, że o wiele łatwiej to w siebie wciskać. Zwykle nie mam żadnych problemów, a tu już od startu ciężko było jeść tyle, ile zakładałam i uważałam, że powinnam.

Ultra Sudety Gravel Race

Kiedy start w następnym ultra?

Obiecałam sobie, jadąc i na mecie, że nigdy więcej sobie tego nie zrobię! Nawet mam na to świadków… Pozostał jednak lekki niedosyt. Choć w ostatecznym rozrachunku impreza mi się podobała, decydując się na start na długim dystansie, miałam jednak ochotę na coś innego. Mam nadzieję, że znajdę to na PGR, na który, rzutem na taśmę, udało się zapisać. Teraz myślę, że to już naprawdę będzie ostatni raz. Szczerze mówiąc, choć satysfakcja z ukończenia jest ogromna, większą frajdę mam z jazdy na mniejszym zmęczeniu, ale też na innych trasach. Wiedziałam, że nastawienie psychiczne i głowa są ważne, ale nocna jazda uświadomiła mi, jak dużo może ta głowa.

Jakieś rady dla początkujących?

Jeżeli startujesz w pierwszej edycji jakiejś imprezy, sprawdź trasę. A oprócz tego myślę, że jazda z drugą osobą pomaga pozbyć się wielu obaw i dodaje pewności siebie. Ważne tylko, żeby ustalić wcześniej, czy macie taki sam cel – dojechać czy zrobić wynik? To pomaga uniknąć niepotrzebnej frustracji. Jest też do kogo się odezwać i ponarzekać na swój los, jest z kim cieszyć się widokami i małymi sukcesami na trasie. No, i nie bać się spróbować.

Najtrudniejszy wyścig w moim dorobku

MARIUSZ SOBCZAK, DOŚWIADCZONY ZAWODNIK, MIŁOŚNIK GRAVELOWANIA, ORGANI- ZATOR IMPREZ GRAVELOWYCH

Ultra Sudety Gravel Race
PRIORYTETY: Dla jednych będzie to jak najszybsze dojechanie do mety, dla innych dobra zabawa.

W tym roku mamy wysyp gravelowych i niegravelowych imprez ultra, dlaczego zdecydowałeś się na start akurat w USGR?

Ponieważ wybór jest tak duży, mogłem zdecydować się na te imprezy, które są najbliżej. USGR startował 2 godziny drogi od mojego miejsca zamieszkania. Do tego uwielbiam jazdę po górach, a dystans i przewyższenia dały mi kolejny powód. To miał być najtrudniejszy wyścig w moim dorobku.

Miałeś jakieś konkretne założenia na wyścig? Udało się je zrealizować?

Założeniem było przede wszystkim dojechać, a jak już dojechać, to w 40 godzin „brutto”. Udało się 38:10. Na pudło nie liczyłem, bo wiem, że mocnych zawodników górskich w okolicy jest pełno. Może jednak nie przyjechali?!

Ultra Sudety Gravel Race
„Ważne, żeby ustalić wcześniej, czy macie taki sam cel – dojechać czy zrobić wynik?”

Jak wyglądał twój zestaw startowy? Rower, ekwipunek? Jechałem na przełajówce Merida CX5000 z oponami 43 przód i 38 tył. Postawiłem na absolutny minimalizm. Miałem dwie „przerośnięte” sakwy (1,5 l) na kierownicę od ukraińskiej manufaktury Cowboys on wheels, gdzie trzymałem żele i kanapki. W kieszonki boczne powpychałem power bank, baterie i smar. Pod siodłem miałem mały narzędziownik. Nogawki, wiatrówkę i koc ratunkowy w tylnych kieszonkach koszulki.

Ultra Sudety Gravel Race
Kolacja pod Śnieżnikiem w promieniach zachodzącego słońca po całym dniu jazdy.

Podobał ci się wyścig? Jak oceniasz trasę USGR?

Jako zawodnik, i jednocześnie organizator imprez gravelowych, miałem duże oczekiwania wobec wyścigu bardzo podobnego do Gravel Attack. Jazda po górach nie jest łatwa, wymaga dobrej techniki i kondycji. Tyle może dać od siebie każdy zawodnik. Organizator daje swoją część w postaci trasy i całej oprawy wydarzenia, żeby zawodnik miał jak najlepsze wrażenia. Po przejechaniu pierwszych kilometrów czułem niezwykłą ekscytację wyścigiem i chciałem go pojechać jak najlepiej. Po pierwszej dwusetce ekscytacja opadła. Część odcinków była absolutnie nieprzygotowana pod rower, jakim z założenia miał być pokonywany ten wyścig (przynajmniej według nazwy). Strome zjazdy pełne kamieni i kolein, bardzo mało asfaltu, który daje chwilę wytchnienia i przewagę nad rowerami górskimi. Trasa często wiodła „na siłę” przez polną ścieżkę zamiast po asfalcie, który by idealnie dał odpocząć dłoniom od ściskania kierownicy. Była w 100% przejezdna każdym rowerem, ale w trybie wyścigowym to czysty masochizm na rowerze bez zawieszenia. W nocy góry są jeszcze bardziej strome, a przez to jeszcze mniej przyjemne i bezpieczne przy takich gruzowatych trasach. Podsumowując, pod kątem widokowym trasa była prześwietna, tylko czy da się cieszyć tymi widokami, jadąc drogą przez mękę? Ja nie mogłem.

Ultra Sudety Gravel Race
Autorka tekstu Dorota Juranek pokonująca kolejne kilometry.

Jesteś organizatorem podobnych wyścigów, czy takie starty mają wpływ na oprawę twoich imprez?

Gravel Attack jest tworzony z myślą o jak najlepszych doznaniach z jazdy. Kiedy opracowywaliśmy trasę, krążyliśmy po okolicy i szukaliśmy najlepszej nawierzchni dla roweru bez zawieszenia. Czujemy się odpowiedzialni za naszych zawodników i chcemy dać im bezpieczną trasę, którą będą mogli przejechać w każdych warunkach pogodowych.

Ultra Sudety Gravel Race
„Miałem dwie „przerośnięte” sakwy (1,5 l) na kierownicę od ukraińskiej manufaktury, gdzie trzymałem żele i kanapki”.

Jakie dalsze plany startowe?

W tym sezonie trzymam się gór. Szuter Master Ziemia Kłodzka i po koleżeńsku Gravmaggedon. Na koniec sezonu Hałduro na Śląsku i Race Through Poland.

Tekst: Dorota Juranek

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Dorota „Mamba” Juranek
Zdjęcia: Organizator ultrasudetygravelrace.com

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x