Czeska Szwajcaria po tropach Bohemian Border Bash

Kategorie:

Pomysł był prosty, chcieliśmy w miarę blisko południowej granicy znaleźć nową miejscówkę, łatwą do powtórzenia. I wtedy przypomniałem sobie o Bohemian Border Bash, wyścigu gravelowym eksplorującym czeskie pogranicze.

Rzut okiem na stronę bohemianborderbash.com i następuje selekcja naturalna. Sprawdzamy po kolei odcinki wyścigu ultra, który w maksymalnej wersji liczy 1300 kilometrów i ma absurdalną liczbę metrów w pionie. Izery znamy, Karkonosze także bywały już przez nas opisywane, Szumawa daleko… Czeska Szwajcaria? Co to właściwie takiego? Mętne skojarzenia są jedyną odpowiedzią. Mało osób wie, że na pograniczu Czech i Niemiec znajduje się kompleks skalnych labiryntów, szczelin i olbrzymich bram skalnych, wzbogacony ciekawymi zabytkami z różnych epok w miejscu znanym jako Czeska i Saksońska Szwajcaria. Na turystów czeka imponująca Brama Pravčicka, kamienny most Bastei, wielka twierdza górska Königstein, przejazd zabytkowym tramwajem górskim oraz wiele innych atrakcji. 

Dojazd 

Samochodem do kurortu Hřensko, nieoficjalnego centrum okolicy, dojedziecie autostradą A4, a następnie zwykłymi drogami na południe. Koleją przez Drezno lub Liberec z kilkoma przesiadkami. Podróżujący koleją mogą skorzystać z biletu „Labe-Elbe”, który uprawnia do bezpłatnych przejazdów niektórymi promami, komunikacją miejską i gwarantuje zniżkę na zabytkowy tramwaj. Linia kolejowa prowadzi malowniczym brzegiem Łaby i może się przydać np. jako opcja powrotu z rowerowej wycieczki. Co ciekawe, stacja czeskiego Hřenska znajduje się w Niemczech, na lewym brzegu Łaby. Minus ten niweluje przeprawa promowa. My jednak za punkt wypadowy wybraliśmy Intercamp Mosquito (Vysoka Lipa), gdzie tradycyjnie mieści się kwatera główna Bohemian Border Bash, kilkanaście kilometrów obok. Ten duży camping ma oczywiście miejsca na namioty, ale też domki do wynajęcia, a nawet odkryty basen. Rowerem do wszystkich atrakcji Czeskiej Szwajcarii jest blisko, a pole namiotowe będzie zdecydowanie mniej zatłoczone niż popularne miejscowości turystyczne. Trasę wyznaczyliśmy na podstawie jednego z odcinków wyścigu, skuszeni zdjęciami na stronie. I uzupełniliśmy o pętlę wokół Jetřichovic w sercu regionu. Jak się okazało, znalazła się na niej większość atrakcji, które wypada odwiedzić. Nie wszystkie da się zdobyć na rowerze, najlepiej więc od razu zaplanować przynajmniej jeden dzień bez jednośladu. No, bo jak tu przegapić okazję do podziwiania nieziemskich widoków na skały, którymi zachwycali się już romantycy? 

Do Bad Schandau

Na poznanie pogranicza wybraliśmy dzień po starcie w Gravmageddonie. Wybór przebiegu trasy był więc podyktowany również zwyczajnym zmęczeniem. Organizator BBB Vendelín Ondřej Veselý najwyraźniej czytał nam w myślach, ponieważ z Vysokiej Lipy aż do Bad Schandau praktycznie bez przerwy jechaliśmy w dół. Zjazd liczył 30 kilometrów! Bad Schandau to niewielka miejscowość uzdrowiskowa na Łabą, 6 km od granicy z Czechami. Od strony rzeki szczególnie rzucają się w oczy duże obiekty sanatoryjne oraz ewangelicki kościół (St.-Johannis-Kirche). Inną atrakcją są zabytkowe udogodnienia dla turystów, m.in. licząca niemal 50 m wysokości winda widokowa, która zabiera turystów nie na szczyt budynku, lecz na górujące nad Łabą wzgórze, oraz ośmiokilometrowa zabytkowa, górska linia tramwajowa, którą można dojechać do malowniczego wodospadu Lichtenhainer Wasserfall, a także w pobliże niemieckiej skalnej bramy, zwanej Kuhstall, czyli oborą (chowano tu podobno bydło przed szwedzką armią!). Wzdłuż tej linii zjeżdżaliśmy. Obok skalnej bramy znajduje się Drabina do nieba (Himmelsleiter) – bardzo wąskie schody wspinające się w skalnej szczelinie (odcinek jednokierunkowy, zdecydowanie bez rowerów!). W Bad Schandau przekroczyliśmy Łabę i zaczęliśmy wzdłuż rzeki powrót do Czech, w wielu miejscach widząc ślady po katastrofalnych, lipcowych powodziach. To o nich rozmawiali miejscowi, gdy zatrzymywaliśmy się na chwilę. Nie chciało się wierzyć, że sielankowa okolica mogła wyglądać inaczej. Ścieżka rowerowa była bajeczna, z drugiej strony mieliśmy cały czas w tle skały Szwajcarii Saksońskiej. Gdzieś tam na odwiedziny czekał zaś kamienny most Bastei, znany z pocztówek. Mogliśmy tak jechać bez końca, ale zakręciliśmy w Děčínie.

​​Děčín

Powitało nas duże, pięćdziesięciotysięczne miasto nad Łabą, wyróżniające się nietypową zabudową, bo z dwoma śródmieściami. Do 1942 roku były tam po prostu dwa miasta po dwóch stronach rzeki oraz dwa zamki – większy, warowny oraz mały zameczek na wzgórzu z 1905 r. z podobno przytulną kawiarnią. Górujący nad miastem i wyrastający ze skały děčínski zamek, należący niegdyś do rodu Thun-Hohenstein, nie miał szczęścia w swojej powojennej historii. Przekształcono go kiedyś w koszary „bratniej” Armii Czerwonej. Może dlatego miasto zrobiło na nas wrażenie trochę zatrzymanego w czasie. A może to portowe instalacje wzdłuż rzeki i barki płynące po niej odwróciły uwagę od samej miejscowości? Ospałe, niemal puste ulice i przykurzone witryny sugerowały prowincję. Po sprawdzeniu okolicznych punktów gastronomicznych w przeglądarce zjedliśmy w wietnamskiej restauracji tuż obok zamku. Tym razem nie było czasu na zwiedzanie, obraliśmy kierunek Hřensko, drugą stroną rzeki, licząc że po południu turystów będzie mniej.

Hřensko

Niewielka wieś nad Łabą jest główną bazą wypadową w czeską część piaskowcowej krainy. Choć kojarzyć się może z górami (na pewno traficie na tę nazwę, szukając informacji o okolicy), jest najniżej położoną wsią Czech, a rzeka płynie stąd do Morza Północnego! Ma urokliwą zabudowę, jednak jej turystyczny klimat w dużej mierze zdominowany został przez bardzo liczne przydrożne sklepiki prowadzone przez Wietnamczyków. Tuż obok znajduje się jedna z przystani dla rejsów po Łabie, czyli potencjalna możliwość skrócenia trasy. Wrażenia z podziwiania okolicy popsuła tylko powszechna „baneroza” (wydawałoby się, że popularna tylko w Polsce…). Na szczęście im było wyżej, tym mniej ludzi, a okolica niezmiennie piękna. 

Brama Pravčicka

Podjazd z powrotem w kierunku Vysokiej Lipy był długi i malowniczy. Niestety bez widoku na Bramę Pravčicką, czyli największy łuk skalny w Europie, sięgający 16 m wysokości, o rozpiętości u podstawy wynoszącej ponad 26 metrów. Uroda Bramy swego czasu przykuła uwagę filmowców. Kręcono tu jeden z fragmentów „Opowieści z Narni”. Wokół jest kilka punktów widokowych, pozwalających podziwiać Bramę z różnych stron, ale nie można już na nią wejść (ochrona przyrody!). W bezpośrednim sąsiedztwie łuku znajduje się malowniczy budynek restauracji, dawny letni pałacyk Sokole Gniazdo z wyśmienitą czeską kuchnią. Od strony Hřenska i stromej łąki tworzy baśniowy klimat. Jedną z opcji powrotu do Hřenska jest spływ łódkami doliną rzeki Kamenice, popularna atrakcja turystyczna, ale nie dla fanów rowerów. Na camping wracaliśmy więc o zachodzie słońca, ciesząc się, że miejscowy bar jest nadal otwarty. W środku klimat niczym z książek Kundery, pod stołami leżały psy, kartą nie dało się zapłacić, za to piwo kosztowało niemal nic. Pani kelnerka o mocnym makijażu nie potrzebowałaby dodatkowej charakteryzacji, żeby zagrać w ekranizacji klasyka. I tylko języki zaskoczyły. Prócz czeskiego słyszeliśmy polski, niemiecki i… węgierski. 

Jetřichovice

Historia miejscowości sięga XIII wieku, ale świat dowiedział się o niej dopiero w XIX, gdy zaczęto promować turystykę w regionie. Nad miejscowością góruje Mariina skála (pol. Skała Marii) z drewnianą altanką. Jetřichovice są turystycznym punktem startu wycieczek do Czeskiej Szwajcarii i Jetřichovických stěn, krzyżują się tu szlaki, również rowerowe. Jednym z nich dojechaliśmy w okolice chaty łowieckiej na Tokáni, gdzie straszą ruiny spalonej gospody, a obecnie działa coś w stylu żołnierskiej kuchni. Cieszyliśmy się, że mamy gravele, ponieważ szutrowe ścieżki momentami były bardzo strome. Podziwialiśmy czeskie rodziny z dziećmi, które od małego towarzyszą dorosłym, nie szczędząc wysiłku, a było co jechać… W drugą stronę mijały nas hulajnogi z wielkimi przednimi kołami (może pomysł na kolejny raz?), pojazdy bardzo popularne w Czechach.
Pętlę zamknęliśmy, jadąc asfaltem przez miejscowość Chřibská. Fragment do Jetřichovic godny jest polecenia każdemu fanowi podjeżdżania. Kręta droga plus skalne ściany kusiły i zapraszały do powtórek, ale byliśmy już głodni! W Jetřichovicach, w restauracji Praha, zjedliśmy więc knedle ze śliwkami posypane szutrem (czyli makiem), jakże pasujące do naszej wycieczki. Obok na szczęście był bankomat!

Na weekend

Czeska Szwajcaria oferuje wiele atrakcji, najciekawsze znajdują się jednak w bliskiej odległości, a odwiedzenie ich w granicach czasowych jednego weekendu jest jak najbardziej możliwe. Poza zabytkami architektury wiele miejsc jest jednak niedostępnych dla rowerzystów, warto więc tak zaplanować pobyt, by połączyć ze sobą różne rodzaje aktywności. Proponujemy wam obie nasze trasy, pozwalające łączyć atrakcje, nie porzucając dwóch kółek. 

Więcej informacji (mapy i opisy): na oficjalnej stronie ceskesvycarsko.cz/en

Nasze trasy do powtórzenia

Trasa nr 1 – https://www.komoot.com/tour/508323477

Trasa nr 2 – https://www.komoot.com/tour/508324972

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu:
Zdjęcia:
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x