Coffee Ride Ustka: Może nad morze?

Kategorie:

Nie jest łatwo w tym roku wybrać kierunek na rowerowy weekend, zwłaszcza jeśli człowiek chce się po drodze w sympatycznym miejscu napić kawy. Decydujące okazały się słowa: „w Pomorskim nie pada!”. Założyliśmy, że kawa na wynos zawsze się jakaś znajdzie, wystarczy podążać za aromatem…

Ustka i okolice w naszych planach wyjazdowych pojawiły się już dawno. Co najmniej od pamiętnego wpisu Maćka Hopa na hopcycling.pl na temat okolic Słupska, gdzie reklamował nadmorski szlak, a raczej ścieżkę z Ustki w kierunku Rowów jako „najpiękniejszą w Polsce”. Wpis znajdziecie na hopcycling.pl/kolarski-slupsk/, a w nim zgrabnie ukryty kolejny hopcycling.pl/kocham-mtb/, który tylko pozornie nie ma nic wspólnego z naszym celem i tematem. W środku są bowiem zdjęcia, które pokazują wspomnianą ścieżkę i klif. Słowo do słowa, w tym rzucone przez Skwarę podczas ostatniego wypadu na Kaszuby o stale aktualnym zaproszeniu i decyzja zapadła błyskawicznie. Gospodarz przygotował nam dwie trasy, jedną wzdłuż wybrzeża, zahaczającą o Słowiński Park Narodowy, drugą w kierunku Krainy Domów w Kratę i bruków.

Czerwony lub R10

Szlak Zwiniętych Torów to jedna z miejscowych atrakcji, polecana jako dostępna niemal dla każdego. Wspominam, ponieważ nie wypada o nią nie zahaczyć, a my wracaliśmy fragmentami tej trasy. Prowadzi z Ustki do Rowów i stanowi alternatywę godną polecenia tym, którzy obawiają się trudności technicznych na ścieżce wzdłuż wybrzeża albo mają lęk wysokości. Szlak Zwiniętych Torów jest jednocześnie fragmentem międzynarodowej trasy R10, okrążającej Bałtyk, zwanej także Szlakiem Hanzeatyckim, który składa się na jeszcze jedno, tym razem długodystansowe wyzwanie. Fragment z Ustki do Rowów liczy tylko około dwudziestu kilometrów i zwany jest właśnie Szlakiem Zwiniętych Torów, choć można go wydłużyć, jadąc w kierunku Smołdzina, do około 60 kilometrów, tzw. Szlakiem Kolejowym. Piszę o nim również dlatego, że „czerwony szlak miejski nadmorski” po klifach początkowo pokrywa się z R10, bądź przebiega niedaleko. Dla miejscowych ich rozróżnienie nie stanowi problemu, mówią „czerwony” i tyle. Jeśli będziecie jechać jak my, musicie kierować się czerwonym, i już. Co znów oznacza interesujące wariacje w terenie.

Szlak ma wiele odnóg i odgałęzień. Na szczęście po lewej zawsze jest morze, więc nie sposób zabłądzić. Niektóre odnogi zgrabnie omijają łachy piachu, inne jeszcze prowadzą dosłownie na krawędzi przepaści. Co więcej, szlak jest urozmaicony, a im dalej od Ustki, tym mniej piachu. Mocno eksponowane fragmenty, wiszące nad plażą, są koło Orzechowa, dalej, za Poddąbiem, zmienia się las, przechodząc w buki, i podłoże. Finalne kilometry w kierunku Dębiny i dalej Rowów to już królestwo korzeni, można poczuć się jak w górach. Uwaga, jeden nieostrożny ruch i można wylądować dużo niżej! Najwęższy fragment prowadzi wzdłuż ogrodzenia starej jednostki wojskowej, podobno gdzieś tam jest wieża obserwacyjna, a miejsce nadaje się na bazę rowerową. Po co komu jednak wieża, skoro już z klifów są widoki po horyzont. Jadąc dokładnie po naszym śladzie, traficie zresztą na jedną z wydm, gdzie widoki będą wyjątkowo urokliwe. Polecamy! Tu, niestety, przez chwilę trzeba będzie nieść rower. Uwaga, po dojechaniu do Rowów musicie oddać się miejscowej (i nie tylko) tradycji, wypada zjeść gofry. One, na szczęście, oparły się pandemii.

Wokół Jeziora Gardno

Mimo atrakcyjności nadmorskiego „czerwonego”, który swoją drogą ciągnie się wzdłuż całego wybrzeża, z radością powitaliśmy możliwość opuszczenia go, nieco zmęczeni walką z piaskami (a może czekaniem na gofry?). Z radością przeskoczyliśmy na szlak R10, który nie dość, że schował się w lesie, to jeszcze przybrał kształt szybkiej drogi leśnej, zachęcającej do bicia rekordów. To już teren Słowińskiego Parku Narodowego, więc przystanek zrobiliśmy na jednej z platform, pozwalającej spojrzeć wyżej, ponad otaczające jezioro trzciny. W oddali, z drugiej strony wody majaczył Rowokół (114 m n.p.m.). Podjazd z cmentarza w Smołdzinie na szczyt Rowokołu to 800 metrów ze średnią 12% i jest to zdecydowanie najwyższe wzniesienie w okolicy. Do podjechania trudne nawet na MTB. Tyle tylko, że my zostawiliśmy je sobie na następny raz, ponieważ pogoda w żaden sposób nie chciała współpracować. Temperatura 7 stopni na plusie skutecznie zrewidowała nasze plany. Swoją drogą wieża na szczycie Rowokołu podobno czynna jest jedynie teoretycznie (jakby ktoś wiedział, jakie zasady rządzą otwarciem, prosimy o info), nie było nam więc szczególnie żal. Objechaliśmy Gardno skrótem, po betonowych płytach, co było swoistym smaczkiem. Tym bardziej, że zanim wróciliśmy do Szlaku Zwiniętych Torów, kolejne kilometry prowadziły dosłownie miedzami, co okazało się dość męczące. Dopiero koło Machowinka czekała nas ulga i rozpoznawalne ślady po infrastrukturze sprzed lat w postaci stałego nachylenia i momentami imponujących nasypów. Po powrocie sprawdziliśmy, mogliśmy wracać bliżej jeziora, Szlakiem Kolejowym. Gapy!

Kraina Domów w Kratę

Zanim w końcu dotarliśmy na kawę, kolejnego dnia musieliśmy jeszcze zrobić pętelkę, by zasłużyć na postój i aromatyczne, kofeinowe wzmocnienie. Nieoceniony Skwara zadbał o to, by także tu znalazły się atrakcje, wyciskając z okolicy maksimum. Przy okazji dbając, byśmy odrobinę odpoczęli od piachów i wybojów dnia poprzedniego. Ale bez przesady, jak się okazało, zaplanował też odcinek specjalny, czyli fragmenty po bruku w Swołowie. Wspomniane Swołowo to nieoficjalna stolica  Krainy Domów w Kratę. Znajduje się tam aż 70 obiektów wzniesionych tą tradycyjną techniką. W jednej z charakterystycznych zagród ze smołowanymi na czarno belkami znajduje się Muzeum Kultury Ludowej (muzeum.swolowo.pl), ale nas oczywiście interesowały bruki. Zrobiliśmy więc obowiązkową pętelkę, doceniając ich jakość (a raczej wyboistość) godną klasycznych wyścigów. I z ulgą wróciliśmy na asfalt. Zanim to jednak nastąpiło, zaliczyliśmy atrakcję nie mniej interesującą. Ścieżka nad Słupią, z przeprawą przez mokradła (Chamowo), doprowadziła nas do słynnej Doliny Charlotty. Słynnej, choć cokolwiek niedopasowanej do okolicy. Pomorska dolina i ośrodek SPA, hotel, wielbłądy, konie, małe zoo i koncerty światowych sław? Proszę bardzo, to właśnie tam. Oczywiście nie w tym sezonie, zwłaszcza to ostatnie. Miejsce robi wrażenie, szczególnie część hotelowa, ze stylizowanymi domami (a jakże, w kratę) położonymi na wyspie na jeziorze. Widok dosłownie jak z pocztówki. Mieliśmy szczęście, gości nie było zbyt wielu. Za to na kolejnym postoju, nad jeziorem za Postominem, nie było ich wcale. Jezioro Marszewo, a także plaża, aż prosiły się o toast piwem bezalkoholowym. Tuż obok znaleźliśmy odcinki zupełnie nowej, asfaltowej ścieżki rowerowej, prowadzącej z powrotem do Pomorskiego, ponieważ przez moment byliśmy w Zachodniopomorskiem! Nie zdziwcie się, podążając naszym śladem, ścieżka to pojawia się, to znika, ale widać, że roboty trwają.

Trzecie Molo

Ustkowe III Molo (prawie ostatni punkt naszego programu) warto odwiedzić nie tylko ze względu na jego historyczny charakter (wybudowali je hitlerowcy, którzy planowali tu wielki port), ale i walory krajobrazowe – mieści się przy przepięknej plaży. Stąd do Ustki właściwej zostaje tylko kilka kilometrów, a tam zwodzona kładka (czynna przez 20 minut w każdej godzinie) pozwala szybko pokonać Słupię i w końcu dojechać na kawę! W centrum Ustki znaleźliśmy zresztą nie tylko kawę i lokalną palarnię kawy Jabłonowscy, ale i lody (pycha porzeczkowe!). W Ustce produkuje się również słynne „krówki”, zwane usteckimi. Cukierki wyrabiane są ręcznie (parę domów obok, gdybyście mieli ochotę na małe co nieco). Z konkretów polecamy posiłek w Pizzerii Toscania (pizze są dość małe, ale smaczne) oraz Restaurację Familia. Wszystkie mieszczą się w centrum, traficie na pewno. Przy okazji dodam, że Ustka, jak na kurort przystało, sprawia wrażenie prężnie rozwijającego się ośrodka. W kwietniu wszędzie trwały remonty i widać było, że miejscowość szykuje się do sezonu. Być może wyprawa do Ustki w lipcu czy sierpniu nie wyda się wam najlepszym pomysłem, ale gravel to przecież rower do używania nie tylko latem… Ponadto proponowane przez nas trasy błyskawicznie wyprowadzą was z nadmorskich promenad i ich zgiełku. Tęsknicie do wszechobecnego zapachu smażonej ryby? My nie!

PS
Cennym źródłem informacji o regionie jest oficjalna strona https://pomorskie.travel/. Znajdziecie też tam inne trasy rowerowe.

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu:
Zdjęcia:
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x