Coffee ride Lądek-Zdrój – Międzygórze

Kategorie:

Choć w momencie startu było jeszcze bardzo ciepło, a słońce pięknie oświetlało zabytki, które postanowiliśmy zobaczyć niejako przy okazji, wraz z zachodem zrobiło się chłodno. W powietrzu czuć było zbliżającą się wielkimi krokami jesień.

 

 

 

 

 

 

Coffee Ride Lądek

 

„Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta Londyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak…” Otwarcia w Lądku nowej kawiarni pod znamienną nazwą „Coffee Ride” po prostu nie mogliśmy przegapić. Tam więc zaplanowaliśmy początek naszej wycieczki. Kawiarnia mieści się przy ulicy Kolejowej 6, na terenie zabytkowego i odrestaurowanego dworca PKP, który oczarował nas architekturą i wystrojem wnętrza. W tym samym budynku znajduje się też Stacja Rozwój – Inkubator Przedsiębiorczości. Warto wybrać się tam, by zobaczyć cały budynek, a już na pewno dawne perony z leżakami zmienione dziś prawie w miejską plażę. Piękne okna witrażowe pozwalają promieniom słonecznym na grę światłem, boazeria i płytki podkreślają styl tego miejsca, a nowe meble i huśtawki zachęcają, by zostać tam dłużej. W kawiarni naturalnie nie mogło zabraknąć zawieszonych na ścianach rowerów. Efekt doskonały! Ze względu na ograniczony czas wycieczki w Coffee Ride wypiliśmy tylko szybką kawkę (świeżo paloną, sprowadzaną z Włoch!) i sprawdziliśmy lokalne ciasto (bo węgle to podstawa). Miejsce serdecznie polecamy tym bardziej, że mile widziani są tam wszyscy miłośnicy i użytkownicy dwóch kółek. Właścicielka kawiarni Karolina Riemen-Żerebecka od lat związana jest ze sportem. Narciarka reprezentowała Polskę na zimowych Igrzyskach w Vancouver!

 

 

 

 

 

 

 

Przystanek

 

W trasę wyruszyliśmy najpierw w przeciwnym, niż założony, kierunku… Rynku w Lądku nie można było nie zwiedzić, choć w części. Miasteczko położone w Sudetach Wschodnich, w dolinie rzeki Białej Lądeckiej, jest jednym z najbardziej znanych oraz najstarszych polskich uzdrowisk. W rynku znajduje się piękny, reprezentacyjny plac z częściowo odrestaurowanymi zabytkami i kolorowymi kamienicami. Widoczne są też ślady nadgryzienia przez ząb czasu. Nie wszystkie budynki jeszcze wyremontowano, a melanż cukierkowych budynków z ruinami jest jedyny w swoim rodzaju. Pośrodku wznosi się renesansowy Ratusz z XVI wieku, przebudowany w późniejszych czasach. Nieopodal rynku, przy ulicy Krótkiej, kamienny, gotycki most św. Jana Nepomucena łączy ze sobą dwa brzegi Białej Lądeckiej. Zbudowany w 1565 roku nadal wygląda zjawiskowo.

 

 

 

 

 

 

 

Wyścig ze słońcem

 

Kawa i zwiedzanie zaliczone, w końcu ruszamy! I od razu, zaledwie po ośmiu kilometrach, na trasie zatrzymuje nas Zamek na Skale w Trzebieszowicach z XVI wieku. Gdy w XIX w. turystyka stała się modna, uchodził za jedno z najpiękniejszych miejsc Ziemi Kłodzkiej. Wzniesiony został w skalistym zakolu rzeki, jednak jego obecny wygląd to efekt prac budowlanych prowadzonych w różnych okresach. Początkowo był tu dwór renesansowy, w XVIII wieku na jego miejscu wzniesiono nowy pałac, przebudowany następnie w XIX i na początku XX w. Aktualnie zamek pełni funkcję hotelu SPA i restauracji. Skały nie widać! Co ciekawe, można się tu umówić na dłuższe zwiedzanie i poznać jego tajemnice. Zamek to zresztą dobry pretekst, by zjechać z głównej drogi. Równolegle prowadzi węższa, o wiele bardziej przyjemna, pozbawiona ruchu samochodów.

 

Nie zwlekając dłużej, zbieramy się do dalszej jazdy. Zegarek pokazuje, że mamy coraz mniej szans na jazdę w słońcu. Kierujemy się w stronę Romanowa, gdzie czeka nas pierwszy dłuższy podjazd, który ma mniej więcej pięć km długości, z tylko jednym krótkim wypłaszczeniem. Przyzwyczajeni do charakteru Kotliny Kłodzkiej wypatrujemy kolejnych zamków, dajemy się zwieść nawet budynkom firmy budowlanej, błyszczącej w słońcu na ostrej agrafce w lewo. Chwilę później jedziemy przez senne wioski wąskimi drogami nie najlepszej jakości, domagającymi się natychmiastowej wymiany nawierzchni. Ruch jest żaden, ostatni letnicy chodzą środkiem drogi, dzieci grają w piłkę. Najważniejsze, że nawet gorsze odcinki jesteśmy w stanie przejechać na rowerach szosowych, a niewygody z tym związane rekompensują nam co chwilę piękne widoki.

 

 

 

 

 

 

 

Nachylenie 14%!

 

Tuż za Nowym Waliszowem, w kierunku Kamiennej, czeka nas kolejny podjazd o średnim nachyleniu 4% na długości trzech kilometrów. Zaraz po nim następuje zjazd z zachwycającym widokiem. Sprawdzamy później, że na Pasterskie Skały. Grupę tworzy ciąg siedmiu skał o charakterystycznej formie, wyrastających pionowo na długości 200 metrów z wąskiego grzbietu Wysoczyzny Idzikowa. Stąd roztacza się widok na Rów Górnej Nysy, Igliczną, Suchoń, Czarną Górę i okoliczne wzniesienia. Dokładnie w tym momencie słońce zaczyna chować się za horyzontem. Ostatnie zdjęcia robimy w blasku pomarańczowych promieni, a w tle ukazuje się Sanktuarium Marii Śnieżnej tuż pod szczytem Iglicznej w masywie Śnieżnika, nieopodal Międzygórza, do którego zmierzamy. Sanktuarium wzniesiono w pobliżu miejsca, w którym pierwotnie stała ludowa figura Marii z Dzieciątkiem, ustawiona pod koroną buka. Figurkę przywieziono w 1750 roku z pielgrzymki do Mariazell w Austrii, była kopią tamtejszej Madonny. Piętnaście lat później potężna wichura obaliła drzewo, nie uszkadzając figury. Mieszkańcy okolicy uznali to za znak i przenieśli figurę w bezpieczniejsze miejsce, a w 1776 roku zbudowano dla niej nową drewnianą kaplicę. Na wieść o cudownych uzdrowieniach przybywało wiernych i w miejscu kaplicy postanowiono zbudować murowany kościół.

 

Co ważne dla kolarzy, można pod niego podjechać malowniczym, liczącym osiem kilometrów podjazdem o nachyleniu sięgającym 14%! Na wąskich oponach to jednak ślepa uliczka, dalej są tylko szutry i ścieżki Singletrack Glacensis. Nie zmienia to faktu, że podjazd może stać się jedną z opcji wydłużenia trasy.

 

 

 

 

 

„Ciemność widzę!”

 

Praktycznie od 32. do 39. kilometra prowadzi nas podjazd pod Międzygórze. Jedziemy już w całkowitych ciemnościach, wśród złowieszczo wyglądających drzew. Dla dodania sobie otuchy trochę żartujemy o ewentualnym ataku zombie. I od razu jedziemy szybciej! W końcu wjeżdżamy do Międzygórza i kierujemy się w stronę Wodospadu Wilczki, należącego do Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Wodospad o wysokości aż 22 metrów znajduje się na rzece Wilczka i jest drugim co do wielkości wodospadem w polskich Sudetach, po Wodospadzie Kamieńczyka. Wcześniej, przed powodzią 1997 roku, wodospad mierzył prawie 30 m wysokości, ale powódź wymyła sztucznie wykonany próg z początków XIX wieku. Niestety nie dotarliśmy tym razem na taras. Buty szosowe, choć zgrabne, mają swoje ograniczenia. Widoki z mostków były jednak równie zachwycające. Docenić wypada fakt, że do wodospadu można dojechać rowerem od strony Międzygórza, trasa jest bardzo dobrze oświetlona.

 

 

Szwajcarskie klimaty

 

Nasza wycieczka niemal się kończy. Nad Międzygórzem panuje już noc. Robimy jeszcze krótką pętlę, szukając najładniej oświetlonego domu, przed oczami mając obrazki z alpejskich kurortów, gdzie podobne budynki skąpane są w świetle. Znajdujemy jeden jedyny godny romantycznego ujęcia. Sanatoryjne budynki zazwyczaj wyglądają na opuszczone. Czekając na transport powrotny, zorganizowany przez niezawodnego Łukasza Warżałę ze Ski&Bike House Stronie Śląskie, testujemy kawę i ciasto w Cafe Marianna na głównym skrzyżowaniu. Jeśli będziecie w okolicy, traficie tu na pewno. Jest też spora szansa, że nie będzie innych czynnych lokali!

 

Trzeba przyznać, że za dnia, jeśli wykażecie się odrobiną dobrej woli i zmrużycie oczy, Międzygórze przypomni wam klimatyczne szwajcarskie miasteczko. Za sprawą księżnej Marianny Orańskiej w XIX wieku rozwinęło się i stało popularną miejscowością turystyczną, gdzie budowano domy drewniane w stylu tyrolskim, z rzeźbami, ozdobnymi balkonami, balustradami i krużgankami. Jak miło byłoby cofnąć lub przyspieszyć czas, by znów zobaczyć je w czasach świetności.

 

Sudety Wschodnie obfitują we wspaniałe miejsca, które warto odwiedzić. Zobaczymy je jednak następnym razem. Teraz mamy na liczniku niecałe 43 km i niespełna 700 przewyższeń. Trasa nie wymaga wybitnej kondycji fizycznej, polecamy ją więc na jesienne popołudnie. 

 

 

 

Jeśli chcecie powtórzyć naszą trasę znajdziecie ją tutaj

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Agata Hamera
Zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x