Coffee Ride Bielsko-Biała z Przemkiem Niemcem

Kategorie:

Jesteśmy już za duzi, by trzymać się schematów. Już nie upieramy się, że coffee ride to miasto i szyny tramwajowe, i marudzenie na ciągłe czekanie na światłach. Coffee Ride to znajomi (również ci właśnie poznani), kawa, trasa, która ma zostać w pamięci, jazda parami i pogawędki na wszystkie tematy. Dlatego uciekamy z miasta. Uciekamy na drogi, gdzie jest mało samochodów, zostawiamy przejścia dla pieszych, ronda, kładki i spadamy w góry. Tym bardziej, że właśnie przestało padać, a buki zrobiły się jaskrawo zielone!

 

Kto będzie?

Będzie dwóch Krzyśków, jeden bierze cały dzień urlopu, a drugi po prostu robi sobie wolne. Będzie Michał, który może pracować w nocy. Wpadnie Łukasz, by tylko się przywitać, bo ma obowiązki, Adrian dołączy później, a Przemek odbije wcześniej do domu, by przebrać się i dotrzeć na czas do Rybnika. W ten sam dzień znów wsiądzie na rower, by objechać trasę Tour de Rybnik. Sześć osób, sześć rowerów, dwanaście nóg i krótka runda w Beskidzie Małym. Krótka, ale syta, ma bowiem ponad 1800 metrów przewyższeń i ponad 80 kilosów po pagórach! Tak naprawdę to runda z dwoma ogonkami. Drogę z Bielska do Międzybrodzia pokonamy w obie strony, a dodatkowo wjedziemy na Górę Żar!

 

Beskidy Elektryczny

Nazywamy tak okolice Góry Żar. Wymyśliliśmy to wiosną tego roku, gdy wspinaliśmy się po okolicznych górach na e-bike’ach, raz za razem mijając kolejne wodne elektrownie skupione tutaj ciasno na małym obszarze w okolicy Jeziora Żywieckiego i Międzybrodzkiego. Beskid Mały jest stromy. Tutaj zdobycie tytułu Króla Gór na morderczych sztajfach, takich jak Hrobacza Łąka i Nowy Świat, oznacza pamięć przyszłych pokoleń. Elektryki, owszem, pomagają, gdy jedzie się asfaltem lub delikatnie pnącą się w górę szutrówką. W Beskidzie Elektrycznym posiadanie elektryka może być zmorą, czasem jest tak stromo, że trzeba go pchać, a to potrafi wyczerpać nawet bardzo głębokie pokłady miłości wobec tego wehikułu. Nie mamy elektryków. Nie zamierzamy zapuszczać się w teren. Trasa, którą jedziemy, w naszych kręgach nosi nazwę Klasyku. „Może skoczymy pociągiem na szybki Klasyk do Bielska?” – takie wiadomości wpadają do mojego telefonu, gdy tylko śnieg zaczyna znikać z poboczy tutejszych dróg…

 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

Jak tam trafić?

Wpisujesz w Google’a „Orlen, ul. Górska, Bielsko-Biała”, mijasz Orlen, a zaraz za nim zatrzymujesz się na parkingu, gdzie możesz zostawić samochód. My jednak nie zaczynamy tam. Zaraz naprzeciwko Orlenu Irek (ten od znanego w okolicy segmentu na Stravie „Gonimy Irka, czyli szybkie skręty z Przegibka”) zaprasza na Kawę dla Kolarzy. Tam też spotykamy się z Przemkiem Niemcem. Ruszamy zaraz po kawie. Lekko wznoszący się podjazd zaczyna się od razu. Jeśli ktoś nie zna całości, może na początku przeszarżować, bo z początku jedzie się bardzo szybko, a do końca podjazdu jest 7,5 kilometra!

 

Z Przemkiem gada się tak, jakbyśmy spotykali się po dłuższej przerwie i jak byśmy nawzajem musieli uzupełnić wiedzę, co się u nas przez ten czas wydarzyło. Tak naprawdę widzimy się drugi raz w życiu, nie licząc krótkiej rozmowy przez telefon, gdy za oknem szalała jeszcze zima. Zaczynamy od lustracji sprzętu i dzielenia się wrażeniami z jazdy. Czuję się wyjątkowo adekwatnie. Oboje suniemy na krwistoczerwonych rowerach, oboje na nowym eTapie AXS. Ja na chudej Emondzie, Przemek na tnącej powietrze i nieprzyzwoicie pięknej Madone. 

 

„Miałem taką przez chwilę, Przemek wskazuje na mojego 8,6-kilogramowego chudzielca na tarczach, ale musiałem oddać. Czekam na nowe Domane. Śmieją się ze mnie, że musiałem przejść na kolarską emeryturę, żeby w końcu jeździć na fajnych rowerach”. „Może było warto dla tej przyjemności…” – uśmiecham się do Przemka i jego czerwonej Madone, podobnej do tej, która pół roku wcześniej zupełnie skradła moje serce. 

 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

Przełęcz Przegibek, czyli masło maślane

Droga na Przegibek zaczyna robić się naprawdę fajna, gdy z prawej strony mija się drewniany dom pokryty nową trzcinową strzechą, a po lewej ściankę końca trasy MTB – Roxy, prowadzącej z Przegibka, przez Gaiki aż na dół. Przegibek oznacza tak naprawdę właśnie przełęcz i pełno jest w Beskidach „przegibków”… Na Przegibku obok karczmy Gawra znajduje się spory parking, który w ładne weekendy pełen jest samochodów. Bielszczanie uwielbiają góry, traktują je jak wielki miejski park i wierzcie mi, są niezwykle serdeczni. Jeśli brakuje wam kontaktu z ludźmi i pogawędek, w górach wokół Bielska zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie z wami pogada. W góry chodzi się tu z dziećmi, babciami i dziadkami, psami… na hardkorowy trekking lub na leniwy spacer. Schronisk jest pełno i w każdym mają coś dobrego do zjedzenia. 

 

Na Przegibku czai się jeszcze mgła. Zimni ogrodnicy i zimna Zośka zlali góry swoimi konewkami, które nie wiadomo gdzie napełniali lodowatą deszczówką. Cały mijający właśnie tydzień siedziałam wgapiona w prognozy pogody z nadzieją, że przestanie lać. Przestało w nocy. Kiedy dojeżdżałam do Bielska z ciężkich granatowych chmur zaczęło przebijać się słońce. Asfalt schnie szybko, zjazd w zacienionych miejscach jest jeszcze wilgotny i boję się, że przyprószony majowymi pyłkami będzie śliski. Trochę hamuję, ale widzę jak Przemek puszcza się w dół. Kiedyś obserwowałam go, jak pokonuje wąskie rybnickie ronda i choć wydawało mi się, że na szosie niewiele trzeba umieć, uznałam, że sporo mi jeszcze brakuje, by dorównać mu w technice jazdy. 

 

Długi i niezwykle przyjemny zjazd z Przegibka prowadzi nas do Międzybrodzia Bialskiego. Tu odbijamy w lewo, w stronę Porąbki. Jadąc wzdłuż Jeziora Międzybrodzkiego, mijamy podjazd na Hrobaczą Łąkę. Kiedy myślę o jego stromiźnie, podnosi mi się ciśnienie. Mój organizm reaguje podobnie jak w chwilach, gdy zapisana na wyścig, próbuję wyobrazić sobie moment startu i gorączkę pierwszych kilometrów. Czuję uderzenie adrenaliny, gorąco, skacze tętno i przyspiesza mi oddech. Dokładnie taka reakcja przychodzi, gdy wizualizuję sobie podjazd pod tę sztajfę. Może dlatego, że wciąż traktuję ją w kategoriach wyzwania, to rywalizacja z samą sobą i odrobina niecierpliwości wobec wyniku na Stravie. 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

Porąbka i Wielka Puszcza

Zaporę na Sole w Porąbce pierwszy raz zobaczyłam pewnego wrześniowego wieczoru, gdy wracaliśmy z Klasyka. Jechaliśmy w przeciwnym niż teraz kierunku i widzieliśmy ją od dołu. Wtedy tak samo jak teraz zapora huczała i unosiła się nad nią mgiełka drobnych kropelek wody. W tamten wieczór zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Patrzyliśmy wtedy wychyleni przez murek na kipiel oświetloną żółtym światłem. Udało się nam wtedy zrobić tam kilka kiczowatych nocnych zdjęć i pojechaliśmy dalej, kończąc wycieczkę podjazdem na Przegibek, w świetle dwóch lampek ledwo oświetlających asfalt i ginącym zaraz wśród pierwszych drzew lasu. 

 

„Spuszczają wodę! Jedźmy na dół! Muszę zrobić tam zdjęcie!” – reakcja Przemka kazała mi uwierzyć, że widok tych białych wodospadów w Porąbce to rzadkość. Poniżej zapory Soła groźnie falowała. W letnie miesiące potrafi wyglądać jak senny strumyczek przetaczający się po obłych kamieniach, teraz wyglądała jak potężna syberyjska rzeka w czasie wiosennych roztopów, mętna i wzburzona.

 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

 

Odbijamy w prawo, w drogę prowadzącą do Wielkiej Puszczy (lubię tę nazwę, tak jak lubię nazwę Targanice, Kocierz i Straconka, zresztą Żar to też przecież fajna nazwa, o Żywcu nie wspominając!). Podjazd zaczyna się łagodnie. Znikają samochody, jest bardzo spokojnie, mogę jechać pod prąd i robić zdjęcia całej naszej grupie, która zbiwszy się w pary, spokojnie sobie gawędzi. Taką drogą można jechać kilometrami i nie poczuć nawet zmęczenia. Wokół mamy las, nierealnie zielony i rozbrzmiewający jakimiś ptakami. Kiedy skończy się las, a pojawią się pierwsze domy, trzeba skręcić w lewo i starać się nie patrzeć za bardzo do przodu, za zakrętem zaczyna się stroma część podjazdu i pod koniec postraszy nawet dzięwiętnastoma procentami nachylenia. Przejazd Klasyka w drugą stronę w tym miejscu wydaje się lepszym rozwiązaniem. Za „przegibkiem” w ostatnich miesiącach stał się cud, zniknął dziurawy asfalt, a w jego miejsce pojawił się gładki jak stół pas nowej nawierzchni. Zjazd między domami i widokiem na dolinę jest bajeczny. To miejsce nazywa się Targanice i jest już w województwie małopolskim, z czego trudno zdawać sobie sprawę, jeśli nie dostrzeże się tego na mapie. 

 

Kocierz

Nigdy nie sądziłam, że będę marzyć, by mieć jednego zęba mniej. Mała tarcza w mojej korbie Sram Red eTap AXS ma 35 zębów. Na podjeździe pod Przełęcz Kocierską wiele oddałabym za jeden ząbek mniej z przodu, ale w sumie jeszcze więcej oddałabym za kilka więcej z tyłu. Od Targanic podjazd na Kocierz jest bardziej stromy niż z przeciwnej strony i jadę go dość mozolnie. Jeszcze nie przepycham, ale moja kadencja jest stanowczo za niska na to, co lubię. Przemek podjeżdża całość i wraca, by pogawędzić. „Jazda z babami” – mówię. „Wiecznie mają za twarde przełożenia!”

 

„Przy Karczmie na Kocierzu będzie meta jednego z etapów Tour de Pologne. To mój pomysł”. Po przejściu na kolarską emeryturę Przemek pracuje dla Langteam i zajmował się w tym roku wytyczeniem trasy TdP. W końcu pojawia się szczyt i skręcamy na kawę do Karczmy w Kocierz Hotel & SPA. Wnętrze w beskidzkim stylu jest schludne i gustowne. To nie schronisko i wrażliwe oko poczuje się tu zaspokojone!

 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

 

Zjazd

Mam QOMa! Nie wiem, jak to możliwe, bo zjazdy nie są moją najmocniejszą stroną, są szybsi! Zjazd jest szalony! Asfalt doskonały, droga w środku tygodnia pusta, nachylenie optymalne, zakręty przyczepne. Można przez chwilę poczuć się jak w hiszpańskich górach, choć zjazd nie jest na tyle długi, by wprowadzał w trans. W końcu droga wypłaszcza się i zaczyna pojawiać się przy niej coraz więcej domów. W końcu przed nami ukazuje się Jezioro Żywieckie. Tutaj znów witamy się z samochodami i odbijając w prawo, mając Jezioro po naszej lewej stronie, zmierzamy w stronę Międzybrodzia Żywieckiego. Tutaj Przemek i Adrian zostawią nas, a my zaczniemy naszą (bezsensowną) wspinaczkę na Górę Żar.

 

Góra Żar i bezsensowna wspinaczka

Nie jest to mój ulubiony podjazd. Nie jest to też jakiś specjalnie długi podjazd. Ani specjalnie ładny podjazd. Ani specjalnie wymagający podjazd. Ani specjalnie sentymentalny, łatwy, trudny, ideologicznie uzasadniony, dający satysfakcję, czy jakikolwiek inny podjazd. To podjazd, dlatego należy się go podjąć! Poza tym na szczycie jest betonowe jezioro, górna stacja kolejki (przeniesionej tu z Gubałówki), modernistyczny budynek ze starym napisem Kawiarnia i parę innych budynków, początek tras zjazdowych, budka z pamiątkami oraz pełno ludzi. Na Żar wjeżdża się i zjeżdża z niego tą samą drogą, której nawierzchnia nigdy nie zdobędzie żadnej prestiżowej nagrody. Jedyne, co na Żarze jest fajne, to widok! Widać stąd dwie doliny, jeziora w dole, okoliczne góry i miejscowości. Dla tego widoku warto się tu pofatygować. Tutaj jemy ostatnie batoniki i ustalamy, że za pół godziny należy nam się kolejna kawa i porządne ciastko przed powtórnym pokonaniem Przegibka. Każdy fan Klasyka wie, że na ciastka należy zatrzymać się w samym centrum Międzybrodzia Bialskiego, tuż przed skrętem na Bielsko. Tam za parę złotych można wrzucić do brzucha sporo biszkoptu, galaretki i mascarpone!

 

 

Coffee Ride Bielsko-Biała

 

 

Przegibek jeszcze raz!

Bolą mnie nogi. Nie zrobiliśmy wcale wielu kilometrów, a przewyższenia mieszczą się w granicach moich norm, ale zrobiliśmy je całkiem szybko. Kiedy dojeżdżamy do Gawry (karczmy na przełęczy), czuję tępy ból zmęczonych i przepracowanych mięśni. Stąd czeka nas ponad siedem kilometrów zjazdu do parkingu, gdzie zostawiliśmy samochody, a pora jest taka, że na drodze pojawia się coraz więcej samochodów. Parę tygodni później, gdy jadę na góralu przez centrum Bielska, by przez dwie godzinki pokręcić się po tutejszych Enduro Trails, wiem, że pomysł trasy poza miastem był strzałem w dziesiątkę. Przejazd przez miasto jest męczący. Mnogość świateł, nieżyczliwi czy zagapieni kierowcy, krawężniki i olbrzymi ruch uczyniłyby z naszego Coffee Ride’u mały koszmarek, który każdy chyba miałby ochotę wyrzucić z pamięci. Nasza runda (z dwoma ogonkami) po górach była kojąca, a budząca się do życia przyroda rozweselająca. Starówkę w Bielsku-Białej najlepiej odwiedzić jednak piechotą!

 

Jeśli chcecie przejechać naszą trasę, ściągniecie ją stąd https://www.komoot.com/tour/70807123

 

 

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Anna Tkocz
Zdjęcia: Anna Tkocz
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x