B’twin Triban 100 w teście

Kategorie:

W redakcji zazwyczaj mamy do czynienia ze sprzętem zdecydowanie droższym. Ba, buty, w których jeździmy, często kosztują więcej. Do roweru podeszliśmy więc z nieufnością, ale i nieśmiałością. Co prawda w ubiegłym sezonie na własne oczy widzieliśmy na festiwalu ROC d’Azur jego projektanta na mecie wyścigu graveli, ale to wciąż było za mało. A jednak rower, tak niepozorny i skromny, dał się szybko polubić. Nie ma nic do ukrycia. Prosta aluminiowa rama (a jednak zintegrowane stery), prosty i stalowy widelec, napęd 1x… 7 (tak, to nie pomyłka) z zębatką 14–34 z, szczękowe hamulce i nie mniej proste koła, obute w opony typu semislick o szerokości 32 mm. Tylko tyle i aż tyle. Aa, i jeszcze przerzutka Shimano Tourney, obsługiwana manetką montowaną na kierownicy, tuż obok mostka. Koniec listy.

Pierwsze zaskoczenie? Rower dobrze jeździ. Od razu można poczuć się na nim swobodnie, a pozycja dobrana została tak, że da się ją regulować, od lekko sportowej, po komfortową, m.in. za sprawą kolumny podkładek pod kierownicą. Proste siodło jest wygodne, podobnie jak kierownica (choć ta mogłaby być grubsza), dźwignie hamulcowe są zaś zaskakująco wygodne. Rower toczy się aż miło, przynajmniej dopóki podłoże jest równe. Jeśli jednak wjedziemy w teren (a w końcu mamy do czynienia z gravelem) ujawnią się cechy roweru, a raczej jego ograniczenia. Prosta przerzutka tylna ma słabą sprężynę, a to oznacza, że nie lubi wybojów. Warto o tym pamiętać, bo skacze np. na bruku. Najsłabszym jednak elementem jest manetka, którą (poza tym, że trzeba zdjąć ręce z hamulców) łatwo w czasie jazdy zmienić kolanem. Jeśli ustawimy ją inaczej, dla odmiany trudniejsza będzie zmiana biegów. To najpoważniejszy kompromis związany z niską ceną.
W normalnym (czytaj: codziennym) użytkowaniu, szczególnie w tak płaskim mieście jak Wrocław, nie przeszkadza niewielka liczba przełożeń.
Te działają całkiem sprawnie, o ile przyzwyczaimy się do manetki. Przyzwyczaić się też trzeba do hamulców, którymi nie da się zahamować gwałtownie. Ten typ tak ma. W rowerze znajdziemy za to nagwintowane uchwyty, np. do bagażnika i błotników, co czyni z niego potencjalny sprzęt całoroczny. Tylko siedem przełożeń, prymitywna manetka i proste hamulce, a jednak jazda na tym modelu sprawia przyjemność i pozwala sobie przypomnieć, że rower to piękna rzecz. Oczywiście niska cena niesie ze sobą kompromisy i warto o tym pamiętać. To praktyczny do bólu sprzęt do przemieszczania się, np. na dojazdy z A do B, i w takiej roli sprawdzi się doskonale.

 

 

CENA 999,99 zł  WAGA 11,3 kg INFO decathlon.pl

 

Rozmiary M, L, XL
Rura podsiodłowa/górna/sterowa 510/548/170 mm
Stack/Reach/STR 570/390 mm/1,46
Korba aluminium (48 z., BSA)
Hamulce/napęd Promax RC 482/Shimano Tourney, 7 b.
Koła/opony B’Twin Sport 700/B’Twin Sport 700 32 mm

 

 

 

Maksymalna prostota aluminiowej ramy i osprzętu to cechy charakterystyczne Tribana 100.

 

KORBA 
Tylko jeden blat o wielkości 48 zębów. W mieście i na płaskim okey.

 

PRZERZUTKA
Dawno nie widziany Tourney Shimano tu obsługuje siedem przełożeń.

 

DŹWIGNIE 
Smukłe obudowy są wygodne, także dźwignie dobrze leżą w dłoni.

 

MANETKA
Manetka montowana na kierownicy koło mostka jest bardzo prosta w obsłudze, ale wymaga oderwania dłoni z dźwigni hamulców.

 

Artykuł został opublikowany w numerze 9/2017 Magazynu BIKE, wersja elektroniczna TU

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Łukasz Kopaczyński

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x