Alpejska Trasa Panoramiczna w wykonaniu Kobiet

Kategorie:

Kolarstwo kobiece z roku na rok zaczyna być nie tylko coraz bardziej zauważalne lecz również doceniane przez teamy kolarskie. Szwajcarska Organizacja Turystyczna również postanowiła wesprzeć akcję promowania kobiecego kolarstwa pod hasłem: „Kobiety organizują, kobiety inspirują, kobiety wspierają, kobiety mogą. Chcemy zachęcać, inspirować, pokazywać to, co w sumie robicie na co dzień!” 

W sześcioosobowym kobiecym składzie wyskoczyłyśmy na przedłużony weekend do Szwajcarii. W 3 dni pokonałyśmy 300 kilometrów i prawie 5 tysięcy przewyższenia. Jazda w grupie to nie tylko wzajemne wsparcie i motywacja, to również dzielenie się przeżyciami, historiami oraz doświadczeniem. Zresztą sami przeczytajcie jak to wyglądało moimi oczyma i dziewczyn!

Ekipa:

Marta instagram.com/martkaa_martkaa/

Ewa instagram.com/ministra_kolarstwa/

Kasia instagram.com/katarzyna.szlezak/

Basia instagram.com/nakarmiona_starecka/

Aga instagram.com/agapatoka/

Kasia instagram.com/blondie_on_the_bike/

Wstęp (23.06) Warszawa – Zurych

05:30 rano słyszę okrutny dźwięk budzika, próbuje sobie przypomnieć kiedy ostatni raz wstałam tak wcześnie. Pakuje laptopa, robię szybko kawę i staram się o niczym nie zapomnieć. Lekko po 6 jestem już na dworcu, kolejne godziny spędzam pracując w pociągu na trasie Wrocław-Warszawa. Myślę, że logistycznie super to zaplanowaliśmy. Wylatujemy w czwartek o 14:45, wracamy w poniedziałek z samego rana. Idealnie. Kosztem jednego dnia urlopu mam 3 dni intensywnej jazdy po Alpach Szwajcarskich. A poniedziałek w pracy. Jakoś przeżyje 🙂 

Kasia, Marta i Ewa lecą ze mną z Warszawy, Agnieszka czeka już na miejscu razem z Martą, organizatorką. Spotykamy się wszystkie na lotnisku i pociągiem ruszamy do miasta Appenzell (Romantik Hotel Säntis). 

Dziewczyny kojarzę tylko z social mediów, nie miałyśmy okazji wcześniej z sobą ani jeździć ,ani rozmawiać. Kolacja na miejscu wydaje się najlepszą okazją na zapoznanie, szczególnie gdy atmosfera jest ku temu sprzyjająca. 

Nasz stolik przy kolacji jest zdecydowanie tym najbardziej roześmianym. Sześć kobiet, dobre wino i wspaniałe nastroje. 

Z pełnymi brzuchami ruszamy na spacer po okolicy. Burzowe chmury nabierają coraz groźniejszych kształtów…

Ostatnia punkt na liście zadań dzisiaj- ustawienie rowerów. Karoce z BMC już czekają w pokoju.

:

Ten wyjazd był wspaniały pod wieloma względami. Z oczywistych powodów było pieknie, w końcu byłyśmy w Szwajcarii, a zatem spektakularna przyroda nie dawała o sobie zapomnieć i towarzyszła nam na każdym kroku. Podobnie duże wrażenie wywarły na mnie kobiety, które towarzyszyły mi w rowerowej wyprawie. Dostałam od nich zupełnie bezinteresowne wsparcie i potężną dawkę motywacji. To co się wydarzyło na tej rowerowej eskapadzie długo będę nosić w sercu. Z podziwiem patrzyłam jak dziewczyny potrafią mocować się z własnymi ograniczeniami, z uśmiechem pokonywać trudności, nie rezygnując jednak z troski i czułości wobec siebie. Jak dobrze się znają, są blisko siebie samych i na tym polega ich ogromny potencjał. I ja dzięki temu inspirującemu towarzystwu inaczej spojrzałam na swoje ograniczenia. To była ogromna przygoda odkrywania pięknego kraju i siebie jednocześnie.

Basia Starecka (nakarmionastarecka.pl)

Dzień 2 (24.06) Appenzell – Klöntal

Wczorajsza burza przeciągnęła się na dzisiaj. Trudno. Ruszamy jak najwcześniej, plan na dzisiaj to 80 kilometrów i 1500m podjazdu. Zabieramy kurtki przeciwdeszczowe, żele, batony i.. pozytywne nastawienie. 

Dzisiejsza trasa wije się między uroczymi miasteczkami, pokonujemy kolejne pagórki przemieszczając się po mniej ruchliwych drogach i ścieżkach rowerowych. Trzeba przyznać, że odcinek jest bardzo spokojny – idealny na rozgrzewkę – a wspaniałe widoki zmuszają do krótkich postojów, aby nacieszyć oczy.

Przez większość trasy pogoda jest dla nas łaskawa, lekki deszcz pada tylko na podjazdach lub zjazdach. Czyli ciągle. 

Jednym z najfajniejszych schronów na trasie jest… stodoła z widokiem na jezioro Walensee.

Mocniejszy opad kończy się po chwili i możemy kontynuować jazdę. 

Tym razem zatrzymuje nas nie deszcz, a jedna z rzek wpływająca do jeziora Walensee.

Cykamy pamiątkowe zdjęcia…

…i jedziemy dalej

crème de la crème tego dnia jest podjazd pod hotel Hodannenberg, w którym mamy nocować. Długi na sześć kilometrów ze średnią nachylenia prawie 10%. Niby nic wielkiego, jednak w tym samym momencie następuje oberwanie chmury. W ciągu paru minut jesteśmy przemoczone. Dzielnie toczymy się do góry. 

Oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa, zaraz po zdobyciu bazy deszcz przestaje padać. Ukazuje się przepiękny widok na jezioro Klöntal. 

To miejsce jest pełne ciekawostek. Jedną z nich stanowi samo jezioro, aż do 1953 pozyskiwano z niego lód do lokalnych restauracji i barów oraz eksportowano aż do Paryża czy Marsylii. Glarus słynie również z ostatniej “czarownicy” w Europie. To w tym miejscu wykonano ostatnią w Europie egzekucję kobiety posądzonej o czary.

Po kolacji ruszamy na spacer wzdłuż jeziora, trafiamy na najlepszą porę – złotą godzinę. Ciepłe światło i unosząca się mgła cudownie ozdabiają dolinę i szczyty gór. 

Nasza trasa

Nasza trasa

Dzień 3 (25.06)  Klöntal – Stans

Chwile po śniadaniu meldujemy się przed hotelem, aby przygotować rowery i ruszyć w kierunku przełęczy Klausenpass. Przez pierwsze 10-15 kilometrów trasa jest płaska, idealna na rozgrzewkę przed dwudziestokilometrowym podjazdem. Widoki od samego początku są niesamowite. Jedziemy głównie ścieżkami rowerowymi, poruszając się w dolinie wzdłuż rzeki. Soczysta zieleń pokrywa wzgórza, a malutkie miasteczka wydają się jeszcze bardziej urocze.

Podjazd wydaje się dosyć wymagający, jednak zdecydowanie nie jest monotonny. Połowa trasy biegnie wzdłuż lasu i kończy się kilkukilometrowym wypłaszczeniem w pięknej dolinie.

Chwilowy odpoczynek przed kolejną stromym podjazdem, z każdej strony słychać dzwonki pasących się zwierząt. Jezdnia nie jest wyłączona z ruchu, jednak bardziej niż na samochody musimy uważać na spacerujące krowy. 

Każdy podjazd, nieważne jak długi i ciężki, warty jest satysfakcji jaką czujemy po jego zdobyciu. 

Przed nami już tylko droga w dół i płaski odcinek aż do przystani promowej. Zdecydowanie był to jeden z najbardziej bogatych w widoki zjazdów. Aż oczy pękały od tych widoków. 

Zjazd kończymy przy Jeziorze Czterech Kantonów, krajobraz wyglądem przypomina trochę Lofoty. Jedziemy dalej wzdłuż linii brzegowej, aż do miejscowości Gersau, skąd mamy prom na drugi brzeg jeziora. 

Jezioro Czterech Kantonów przyciąga wielu turystów, nie tylko lokalnych. Nic w tym dziwnego, okolica jest doskonała do turystyki pieszej i rowerowej. Bardzo popularne są tu rejsy statkami. Mogę to powtarzać do znudzenia, tu jest przepięknie! 

Dzień 4 Stans – Thun

Cel na to miejscowość Thun nad jeziorem Thunersee. Mamy szczęście do pogody, może nawet aż za duże, temperatura przez cały dzień jazdy nie schodzi poniżej 30 stopni. Dzisiejsza trasa to nie tylko asfaltowe ścieżki, ale również krótki, szutrowy odcinek. 

Na trasie mamy również konkretny podjazd na przełęcz Glaubenbielen, jak dla mnie znacznie bardziej męczący niż ten wczorajszy. Droga jest bardziej ruchliwa, a duże nachylenie nie puszcza aż do końca. 

W Thun część ekipy z porannym lotem łapie pociąg do Zurich. Reszta zostaje w pobliskim hotelu. Warto tutaj wspomnieć, że podróżowanie pociągiem po Szwajcarii to nie tylko jedna z metod przemieszczania się z jednego punktu do drugiego ale również… atrakcja turystyczna. Grand Train Tour to najbardziej znana i zdecydowanie najpiękniejsza trasa panoramiczna powstała przez połączenie kilku tras kolejowych. 

Nasza trasa

 

Na propozycje 100 procentowego kobiecego, rowerowego wyjazdu do Szwajcari szybko odpowiedziałam TAK, nie wiedząc nawet kto jedzie. Dopiero w drugim etapie zweryfikowałam skład i oszacowałam iż będę najsłabszą kondycyjnie  kolarką. Jednak Dziewczyny przez cały wyjazd nie dały mi odczuć, że opóźnienia jakie powoduje na trasie są dla nich problemem, a w ramach wsparcia dzielnie mnie zagadywały, bym nie skupiała się na przewyższeniach tylko na rozmowie z nimi. 

Nie było też dla nich problemem, by poczekać na mnie na szczycie, aż dowiozę tam swoje „zmarnowane” 4 litery. Takie KOBIECE WSPARCIE naprawdę uskrzydla i stanowi solidny fundament rowerowej przyjaźni, która przetrwa zdecydowanie dłużej ten cudowny, Szwajcarska trip. . 

W mojej głowie oprócz przepięknych alpejskich widoków  pozostaną jeszcze trzy rzeczy: 

– nasze babskie rozmowy: o życiu, o pasjach, o filmach, o koncertach, o charakterach i oczywiście o rowerach . 

– śmieszne teksty i cięta riposta mojej współlokatorki, przez którą codziennie płakałam ze śmiechu

– niestandardowe pobudki muzyczne 🙂

Wniosek:  takimi pozytywnie zakręconymi ludźmi  trzeba się otaczać! 

Bardzo polecam takie kobiece inicjatywy  i zawieranie nowych znajomosci, które będą dla nas  inspiracją do działania i zmian na lepsze!

KATARZYNA KUBICA (BLONDIE ON THE BIKE):

Informacje praktyczne

  • Podróżując po Szwajcarii najlepiej korzystać z Swiss Travel Pass, jest to bilet umożliwiający poruszanie się wszelkimi możliwymi środkami transportu publicznego (również statkami publicznymi) w większości miast i miasteczek. Gwarantuje również bezpłatne wejście do ponad 500 muzeów i wiele innych zniżek. Do poczytania tu. Jest to zdecydowanie najwygodniejszy i najbardziej oszczędny sposób na przemieszczenie się w obrębie państwa.
  • linie lotnicze – Swiss Airlines to najbardziej praktyczne rozwiązanie
  • gniazdka – zalec zakup przejściówki, najlepiej dużo wcześniej. Okazało się, że tego typu przejściówka nie jest łatwa do znalezienia w lokalnych sklepach. 
  • Internet – kartę z nielimitowanym dostępem do Internetu możemy kupić za około 20 CHF w punktach prowadzonych przez dostawców sieci telefonicznych. Wystarczy dowód osobisty lub paszport. 
  • aplikacje do poruszania się na miejscu 
    • SwitzerlandMobility: darmowa aplikacja do planowania tras (różnego typu) uwzględniająca transport publiczny. Link
  • Swiss Travel Guide: wszystko w jednym. Mapy, propozycje tras, informacje o knajpach i rozkład jazdy komunikacji miejskiej oraz wiele innych funkcji. Link

INFORMACJE O AUTORZE:

Autor tekstu: Katarzyna Szlezak
Zdjęcia: Katarzyna Szlezak, instagram.com/katarzyna.szlezak
Grzegorz Radziwonowski
Grzegorz Radziwonowski
Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

Czytaj dalej

Podobne artykułu

[dis2]
0
Would love your thoughts, please comment.x